Biało-Czerwoni mocno rozpoczynają sezon Pucharu Świata

Dawid Kubacki nie dał żadnych szans rywalom podczas inauguracji kolejnego sezonu Pucharu Świata i pewnie wygrał dwa pierwsze konkursy skoków narciarskich, które w ostatni weekend rozegrano w Wiśle. Z dobrej strony zaprezentowali się również inni nasi reprezentanci, którzy ostatecznie zakończyli zawody na drugim miejscu w klasyfikacji Pucharu Narodów. Spostrzegawczy kibice mogli też dostrzec zmianę na kombinezonach biało-czerwonych zawodników – pojawiło się na nich logo PKN ORLEN – od tego sezonu generalnego sponsora polskiego narciarstwa.

Tegoroczny sezon Pucharu Świata (PŚ) w skokach narciarskich będzie wyjątkowy pod wieloma względami. Po pierwsze jeszcze nigdy nie rozpoczynał się tak wcześnie – w ostatnich latach inauguracja następowała pod koniec listopada. Tym razem pierwsze zawody PŚ odbyły się 5 listopada w Wiśle, dzień wcześniej mogliśmy śledzić dwie serie treningowe i kwalifikacje. Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) zdecydowała się na rozpoczęcie sezonu o tak wczesnej porze m.in. ze względu na zbliżające się Mistrzostwa Świata w piłce nożnej i potencjalnie nakładające się na siebie terminy różnych wydarzeń sportowych.

Po drugie z powodu wczesnej inauguracji rywalizacja na skoczni im. Adama Małysza toczyła się w tzw. hybrydowych warunkach – tory najazdowe były lodowe, a zeskok pokryty igelitem zamiast śniegu. Po trzecie zmagania mężczyzn poprzedziły skoki kobiet, wśród których były dwie reprezentantki Polski.

Nowe rozdanie w polskiej kadrze

Brak zadowalających wyników w zeszłym sezonie sprawił, że Polski Związek Narciarski (PZN) postanowił pożegnać się z czeskim trenerem Michalem Doležalem. Jego stanowisko przejął Austriak Thomas Thurnbichler. Także na szczycie PZN nastąpiły pewne zmiany. Minęła kolejna kadencja Apoloniusza Tajnera jako prezesa PZN... Schedę po nim przejął Adam Małysz, który wcześniej pełnił funkcję dyrektora ds. skoków i kombinacji norweskiej.

Wymiana trenera i szefa związku nie sprawiły jednak rewolucji w naszej kadrze. Trzon pozostał ten sam, a stanowią go Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Piotr Żyła. Oprócz tej trójki na zawody w Wiśle powołanie dostali także: Paweł Wąsek, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Stefan Hula, Kacper Juroszek, Klemens Murańka, Jan Habdas, Maciej Kot, Tomasz Pilch i Andrzej Stękała.

Z kolei w zmaganiach kobiet biało-czerwone barwy reprezentowały Nicole Konderla, Kinga Rajda i Sara Tajner (wnuczka Apoloniusza Tajnera).

Sezon zaczynamy w Wiśle

Dwunasty raz Skocznia im. Adama Małysza w Wiśle była areną zmagań indywidualnych w Pucharze Świata. Warto też przypomnieć, że jedynym, któremu udało się na tym obiekcie zwyciężyć więcej niż raz, był Kamil Stoch. Nasz reprezentant triumfował tu dwukrotnie w styczniu 2017 r., a ponadto ma w swoim dorobku dwa drugie (2014 i 2017 r.) oraz jedną trzecią lokatę (2019 r.). Na liście zwy-cięzców konkursów organizowanych na tej skoczni znajdują się także: Anders Bardal (2013 r.), Andreas Wellinger (2014 r.), Stefan Kraft (2015 r.), Roman Koudelka (2016 r.), Junshiro Kobayashi (2017 r.), Jewgienij Klimow (2018 r.), Daniel Andre Tande (2019 r.), Markus Eisenbichler (2020 r.) i Jan Hoerl (2021 r.).

Kwalifikacje do tegorocznych zawodów na obiekcie im. Adama Małysza zaplanowane zostały na piątek 4 listopada. Wystartowało w nich 70 zawodników, w tym 13 reprezentantów Polski. Triumfatorem okazał się Dawid Kubacki, który wygrał też obie serie treningowe. Nasz rodak za skok na odległość 133 m otrzymał notę 140,5 pkt. Tuż za nim znalazł się Norweg Halvor Egner Granerud (128 m, 139,3 pkt). Podium zamykał Piotr Żyła, który skoczył 131 m (133,1 pkt). Kolejnym z Biało-Czerwonych był Kamil Stoch, który wylądował na 9. pozycji; 12. był Paweł Wąsek. Niezły wynik zaliczył też 19-letni Jan Habdas, który skoczył 127,5 m i zajął 18. miejsce z notą 125,1 pkt. Stefan Hula wylądował na 34. pozycji (122,5 m, 116,5 pkt), dwa miejsca dalej był Aleksander Zniszczoł (122 m, 115,9 pkt), 41. miejsce dla Jakuba Wolnego (119 m, 113,5 pkt), a 47. dla Tomasza Pilcha (120 m, 109,5 pkt). Niestety kwalifikacji nie zali-czyło czterech Polaków: Kacper Juroszek (116,5 m, 106,0 pkt), Klemens Murańka (117,5 m, 105,7 pkt), Maciej Kot (113,5 m, 102,7 pkt) i Andrzej Stękała (106,5 m, 91,5 pkt).

Pierwsze duże emocje i pierwsze sukcesy

Po piątkowej „rozgrzewce” w sobotę przyszedł czas na pierwsze zawody w tegorocznej edycji PŚ. Tak jak w kwalifikacjach i rundach treningowych, tak i w sobotnich zmaganiach bezkonkurencyjny okazał się Dawid Kubacki. Nasz reprezentant po skokach na odległość 130,5 i 132,5 m wywalczył łącznie 272,2 pkt, co było o 5,6 pkt lepszym wynikiem od drugiego Halvora Egnera Graneruda (130 i 133,5 m). Na najniższym stopniu podium ze 158 pkt znalazł się Stefan Kraft (129 m i 133,5 m).

Warto przypomnieć, że było to szóste indywidualne zwycięstwo Kubackiego w karierze, ale pierwsze w Polsce. W trakcie ceremonii wręczenia nagród Kubacki, Granerud oraz Kraft przyjęli gratulacje od prezydenta Andrzeja Dudy, który oglądał rywalizację w Wiśle, a także rozegrany wcześniej konkurs kobiet.

W pierwszej dziesiątce znalazło się jeszcze dwóch innych Polaków – Piotr Żyła, który zmagania ukończył na 5. miejscu, oraz Kamil Stoch, który był 10. Niestety nasz trzykrotny mistrz olimpijski nie może mówić o szczęściu w tych zawodach, gdyż w pierwszym skoku przy lądowaniu odpięło mu się wiązanie, jednak udało mu się ustać. Z kolei w drugiej serii Kamil trafił na bardzo złe warunki, za co otrzymał aż 15,4 pkt rekompensaty.

Pozostali Biało-Czerwoni, którzy zakwalifikowali się do sobotniego konkursu, zajmowali kolejno: Paweł Wąsek (124,5 i 121 m) po pierwszej serii był dziewiąty, jednak po drugiej spadł na 15. lokatę; Tomasz Pilch (125,5 i 120 m) zajął 23. pozycję (to jego rekordowy wynik w karierze w zawodach Pucharu Świata); a Stefan Hula (118,5 i 113 m) wywalczył 27. pozycję. Do drugiej serii nie dostali się: Aleksander Zniszczoł (31. miejsce), Jan Habdas (34. miejsce) i Jakub Wolny (36. miejsce).

Co ciekawe, broniący Kryształowej Kuli za triumf w PŚ w poprzednim sezonie Japończyk Ryoyu Kobayashi po dwóch seriach był dopiero siódmy, natomiast wicelider klasyfikacji Nie-miec Karl Geiger nie zakwalifikował się nawet do drugiej serii skoków i ostatecznie zajął 35. miejsce.

„Ciężko na to pracowałem”

Całe lato sobie i innym udowadniałem, że to, co robię, działa i skaczę na dobrym poziomie. Wiadomo jednak, że w sporcie niczego nie można być pewnym. Cieszę się, iż mimo towarzyszących dziś emocji potrafiłem zrobić na skoczni to, co do mnie należało

– powiedział Dawid Kubacki podczas konferencji prasowej po zakończeniu sobotnich zawodów.

Dodał również, że „na pewno były elementy, które mogły być lepiej wykonane”.

Jednak przyznam, że obie próby były na bardzo dobrym poziomie, choć nie idealnym

– stwierdził skoczek.

Podkreślił także, że podczas sobotnich zawodów przynajmniej jeden element skoków wykonał lepiej niż w piątkowych kwalifikacjach. – Chodzi o lądowanie. Te dzisiejsze telemarki były dużo ładniejsze. Docenili to sędziowie. Cieszę się z tego bardzo, gdyż jak się otrzymuje takie noty, to jakby ktoś polał miód na serce – ocenił Kubacki.

Powtórka z rozrywki w niedzielę

Jeszcze emocje po sobotnich zawodach nie zdążyły opaść, a na kibiców czekała kolejna ich dawka związana z niedzielnymi zmaganiami. Już podczas kwalifikacji Dawid Kubacki udowodnił, że nie opuściła go dobra forma, i pewnie pokonał rywali. Niestety radości nie mógł podzielić Kamil Stoch, który został zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon.

W pierwszej serii niedzielnych zawodów Kubacki skoczył 131 m, a w drugiej – 133,5 m. Łącznie wywalczył 287 pkt, co dało mu przewagę o 8,3 pkt nad drugim Anže Laniškem i o 10 pkt nad trzecim Mariusem Lindvikiem. W „generalce” PŚ Kubacki zajmuje pierwsze miejsce, a drugi Norweg Halvor Egner Granerud traci do niego 70 pkt – w niedzielę był „dopiero” czwarty.

Warto zaznaczyć, że tylko 11 zawodników w historii zaczynało zmagania w PŚ z dubletem zwycięstw. Czterech z nich wygrało klasyfikację generalną, a siedmiu kolejnych kończyło zmagania w pierwszej trójce.

W niedzielę, oprócz Kubackiego, punkty wywalczyło jeszcze dwóch Biało-Czerwonych. W niedzielę na ósmej pozycji skończył Piotr Żyła, który skoczył 125,5 i 130,5 m; a 22. lokatę zajął Paweł Wąsek: 125,5 i 130 m.

„Coś niesamowitego”

Wiedziałem wcześniej, że stać mnie tutaj na bardzo dobre wyniki i że przy odrobinie szczęścia także na wygraną. Byłbym jednak zadowolony z każdego miejsca w czołowej dziesiątce. To jednak coś niesamowitego, że dwa razy wygrałem. Tego się nie spodziewałem, gdyż jest to sport

– powiedział po niedzielnej wygranej Dawid Kubacki.

Dodał, że już podczas lądowania przy finałowym skoku czuł, że ma sporą szansę na wygraną.

Trzeba jednak zachować koncentrację do końca, ładnie wylądować. Liczą się noty, są przeliczniki za wiatr. Nieraz w mojej karierze widziałem, że przekroczyłem umowną zieloną kreskę, a potem się okazywało, że jestem gorszy od aktualnego lidera

– zaznaczył nasz reprezentant.

Kubacki przyznał też, że nie sprawiły mu problemów hybrydowe warunki zawodów (lodowe tory i lądowanie na igelicie).

Alternatywą byłoby odwołanie zawodów albo produkcja sztucznego śniegu. Przy tych temperaturach jest to misja nie do spełnienia

– podkreślił Kubacki.

Z dziennikarzami porozmawiał także Kamil Stoch, który nie miał tego dnia zbyt wielu powodów do radości.

Najpierw chciałbym powiedzieć o samym skoku, gdyż uważam, iż zasługuje on na uwagę. To jest moja główna praca. Swoje zadanie wykonałem dobrze, to była udana próba. Na

tym będę opierał dobre odczucie z tego weekendu

– powiedział jeden z najlepszych skoczków w historii Polski.

Podkreślił też, że w jego opinii pomiar kombinezonów jest kontrowersyjny.

Stało się jednak, jak się stało. Trzeba na przyszłość uniknąć takich sytuacji

– zaznaczył Stoch.

Kolejnym przystankiem w drodze po Kryształową Kulę będzie fińska Ruka, gdzie najlepsi skoczkowie na globie zaprezentują się 26 i 27 listopada.

Artykuł sponsorowany