Drewno jako alternatywa dla gazu i węgla
Ceny gazu i węgla sprawiły, że społeczeństwo coraz częściej rozgląda się za alternatywą. Najstarszą znaną człowiekowi jest drewno. Nic więc dziwnego, że do łask wracają kominki, piece i kozy opalane tym surowcem.
Kilkanaście lat temu szwedzcy naukowcy postanowili wyjaśnić zasadność stwierdzenia „drewniany wiek”. W tym celu zebrali dane z 900 wiejskich domów, które posiadają piec na drewno. Wyniki nie były szczególnie zaskakujące. Osoby, które przeznaczały najwięcej czasu na przygotowanie opału, to mężczyźni powyżej 60. roku życia. Ludzie ci stworzyli swoistą tradycję pracy z drewnem, a ich przywiązanie do narzędzi zaskoczyło naukowców. Statystyczny Szwed swojej siekiery używa przez 15 lat, a ponad 1/3 respondentów zadeklarowała, że nie wymieniłaby swoich narzędzi na nowe nawet gdyby nie musiała za nie płacić.
Drewna jest w Polsce pod dostatkiem
Na przygotowanie opału na kolejną zimę szwedzcy emeryci przeznaczają 98 godzin w ciągu roku. W Polsce podobne badania trudno znaleźć. Wiadomo, że w naszym kraju około 30 proc. domów jest opalanych drewnem, co nie plasuje nas szczególnie wysoko na tle innych europejskich narodów. Dla porównania można wspomnieć, że 75 proc. Norwegów w swoich domach ma piece na drewno. W Polsce, według oficjalnych danych, z rodzimych lasów pozyskuje się na opał około 4 mln m3 drewna. To około 10 proc. całego pozyskania tego surowca. Warto dodać, że nie grozi nam to, że „spalimy lasy” w kominkach, szacuje się bowiem, że Lasy Państwowe, które gospodarują ¾ lasów w naszym kraju, dysponują 2067 mln m3 drewna. Gdyby chcieć więc je spalić w kominkach, zajęłoby to około 500 lat. To oznacza, że jest to zasób praktycznie niewyczerpalny w naszych warunkach i jest stale powiększany przez leśników, gdyż wycinają oni co najwyżej 60–70 proc. rocznego przyrostu drewna na pniu. Dlatego w razie różnych tąpnięć w świecie energetyki drewno to zasób, do którego można wrócić. Nie da się tego jednak zrobić z dnia na dzień. Wszystko bowiem wymaga przygotowania.
Wiele zależy od pieca
Aby palenie drewnem miało sens, drewno musi być sezonowane. Mający w tym wprawę Skandynawowie mawiają, że drewno opałowe musi zostać wycięte przed Wielkanocą. Po ścięciu drewno ma 80 proc. wilgotności. Po wysuszeniu na słońcu przez dwa miesiące jego wilgotność spada od 15 do 55 proc. Kilogram całkowicie suchego drewna zawiera średnio 5,32 kWh energii. Generalnie jednak jej ilość zależy od jakości pieca, a te są coraz lepsze technologicznie, a producenci prześcigają się starając zapewnić klientom najbardziej atrakcyjny design.
Wyrabianie, czyli cięcie i układanie
Wszystko składa się na fakt, że ostatnio drewno stało się towarem szczególnie chodliwym, a popyt na opał sprawia, że ludzie częściej wracają do starej praktyki „wyrabiania gałęzi”. Należy bowiem dodać, że każdą część drzewa można spalić w piecu i uzyskać ciepło. W przeszłości – w czasach skrajnej biedy – ludzie zbierali nawet najmniejszy chrust. Teraz wygląda to inaczej. Można zapytać leśników o możliwość kupienia gałęzi, które zostają na zrębie. Jeżeli nie przekraczają one 7 cm szerokości, można je ułożyć w stosy, których wartość szacuje leśnik. Za takie drewno płaci się cenę wręcz symboliczną. W niektórych rejonach jest to około 30 zł za m3. Problemem jest jednak to, że surowiec trzeba wyrobić samemu, czyli pociąć i poukładać w odpowiednie stosy, co ułatwia wyliczenie liczby pozyskanych metrów sześciennych. W ostatnich latach popularność tego rozwiązania spadła z prostej przyczyny – praca w lesie jest bardzo ciężka. Żeby nie być gołosłownym, to warto przytoczyć badania naukowców, którzy policzyli, że pracownicy leśni w Norrlandii zużywali codziennie aż 9300 kcal. To tylko 3 tys. mniej niż potrzebują polarnicy podczas wypraw na biegun.
Popyt nie przekracza podaży
Oczywiście dziś technika ułatwiła życie, pilarki spalinowe i inne sprzęty zmniejszają trudy pracy, ale nadal nie należy to do największych przyjemności. Teraz jest to jednak po prostu opłacalne. Dzięki temu w zimie można się ogrzać za dużo niższą cenę. Nic dziwnego, że w ostatnich tygodniach popyt wzrósł, a aby nad tym zapanować, Lasy Państwowe przyjęły odpowiednie regulacje. To jednak spotkało się z reakcją opozycji, która wmawia Polakom, że władze zaproponowały chrust zamiast węgla i gazu. Narracja jednak szybko zgasła. Michał Gzowski, rzecznik prasowy Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, zachęca do tej formy kupowania opału na zimę. – Na razie nie obserwujemy, by zwiększone zainteresowanie drewnem opałowym przekraczało podaż. Zapisujemy chętnych na listy oczekujących, ale nie wprowadzamy limitów na osobę – mówi Michał Gzowski.


Artykuł sponsorowany