Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Historyje wzdłuż Grodzkiej

Dodano: 08/08/2014 - Numer 884 - 08.08.2014
To niezwykłe, ile ciekawych historii kryje się w tutejszych kamienicach, zaułkach czy bramach. Lubelska Starówka pełna jest tajemniczych legend i fantazyjnych podań. Unosi się nad nią duch przeszłości. Wystarczy wyjść na spacer. W upalne dni tylko tutaj jest znośnie. Zawsze obecny cień wytwarza na bramie charakterystyczną czarną obwódkę. Jakby pierścień, przez który trzeba przejść, aby dostać się na Stare Miasto. Zostawiamy za sobą hałaśliwy dworzec PKS u i odnowiony plac Zamkowy, aby zobaczyć prawdziwą perełkę Lublina. Tego starego. Tego sprzed lat. Ulica Grodzka prowadzi nas dalej. Mijamy kolejki przed lodziarnią. Słyszymy łopoczące na wietrze białe parasole rozstawione w ogródkach piwnych. Obok Starej Drukarni jest wejście do niskiego tunelu. Ze stropu zwisają malownicze lampiony. To początek ulicy Ku Farze. Jak podają lubelskie kroniki, w XV w. stanowiła jedno z nielicznych przejść wewnątrzblokowych w obrębie zabudowań Starego Miasta. Gdy jednak powstała kamienica przy Grodzkiej 14, przejście zostało zamurowane. Stąd dzisiejszy tunel. – Mamo, mamo! Ja chcę tutaj zdjęcie! – krzyczy malec, wbiegając w ciemny korytarz. Ulica Grodzka idzie dalej. Za chwilkę doprowadzi nas do Rynku. Pełnego kolorowego tłumu, wiecznie tu obecnych mimów czy tajemniczych postaci, które poruszą się, gdy tylko wrzucimy im monetę. To właśnie tutaj, jak podaje lubelska legenda, pewnej „ciemnej jak smoła nocy”, gdy nad miastem przetaczała się wielka wichura z deszczem, nad ratuszem strzelił piorun. „Trupi blask” oświetlił stojący przed budynkiem wóz. Zdumieli się wszyscy chroniący się przed ulewą w ratuszu, gdyż bramy miasta dawno zamknięto i nikt do grodu nie mógł już wjechać. Zdziwienie było tym większe, że wóz był bez woźnicy. Leżała na nim skrzynia. Gdy ją zdjęto i odbito skobel, świadkowie aż odskoczyli z wrażenia. Była pełna złota i kosztowności. Na wierzchu zaś leżał list. Zaadresowany do niejakiego Jakuba Kwanty. Tego samego, który wraz z Mikołajem i Maciejem Kuminogą podarował bernardynom ziemię pod murowany kościół. „Skarby te przekazuję na dokończenie budowy świątyni” – stało jasno w liście. Gdy ktoś pobiegł na plac sprawdzić, czy na wozie nie ma jeszcze jednej skrzyni, okazało się, że pojazd zniknął. A bramy miasta nadal były zaryglowane… Kościół bernardynów szybko dokończono. Mało tego. Stoi do dziś. Jakieś 350 m stąd. Przy placu Wolności. Na lewo, od Rynku odchodzi uliczka Złota. Najstarsi mieszkańcy pamiętają przekazywaną z pokolenia na pokolenie historię o Helence, pięknej córce złotnika, której każdego poranka wypatrywano, kiedy otwierała okiennice swojego pokoju przy Złotej 4, obdarzając zebranych uśmiechem. A że była ponoć najpiękniejszą z lublinianek, chętnych na odwiedziny liczono w dziesiątkach. I tylko ich żony raz po raz nawiedzały biednego złotnika, czyniąc mu wyrzuty. – Niech no raz jeszcze tylko zobaczę, jak mój mąż dziwnie się zachowuje, kiedy przechodzimy koło waszego domu, to tej waszej pannicy kudły powyrywam! – groziły. Ze swoich okien Helenka bardzo dobrze widziała bazylikę dominikanów – znajdowała się raptem 40 m dalej. I nadal stoi w tym miejscu. To tutaj posługiwał świątobliwy o. Paweł Ruszel. Legenda mówi, że współbracia, chcąc utrzymywać kult jego świętości i przekonać innych o wniebowzięciu ojca Pawła, zamurowali jego szczątki w jednej ze ścian klasztoru. Ponoć przez lata w bazylice słychać było zabłąkaną duszę: snuła się po korytarzach, grała na organach, odprawiała msze… Do czasu aż odnaleziono ukryte w ścianie ciało (notabene prace zarządziła rosyjska komisja śledcza, przejmująca klasztor na koszary) i zarządzono pochówek. Pokorna dusza ojca Ruszla, niemogąca znieść zrównywania go z wniebowziętą Matką Boską, mogła wreszcie opuścić mury klasztoru i nigdy więcej tutaj nie powrócić. I rzeczywiście, od tamtej pory zjawy nikt już nie widział. W lubelskiej bazylice przez lata, aż do ich zrabowania w 1991 r., przechowywano najświętsze relikwie tych ziem: szczątki Krzyża Świętego. Tego samego, na którym umierał Chrystus. Historie związane z przekazaniem relikwii ojcom dominikanom oraz z próbami ich zrabowania to temat na kolejną opowieść, na którą już jednak nie wystarczy nam miejsca. Proszę, pójdźcie więc sami uliczkami Grodzką i Złotą aż do murów klasztornych i przekonajcie się. Lubelska Starówka opowie Wam jeszcze niejedno.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze