Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Chcieliśmy spotkać i pożegnać nasze dziecko

Dodano: 14/11/2016 - numer 1572 - 14.11.2016
fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska
fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska
Z perspektywy czasu widzę, że postąpiliśmy najlepiej jak mogliśmy. Żona urodziła trzecią córeczkę, mogliśmy spędzić z nią kilka chwil, a jak umarła – mogliśmy ją pożegnać i przeżyć żałobę – opowiada „Codziennej” Tomasz Stachura, tata Różyczki. Chociaż lekarz sugerował rodzicom chorej dziewczynki aborcję, ci ani przez chwilę nie brali pod uwagę takiego scenariusza.
O tym, że ciąża może się rozwijać nieprawidłowo, rodzice Różyczki dowiedzieli się wcześnie – w pierwszym trymestrze, podczas kontrolnego USG. – Lekarz prowadzący zachował się wtedy bardzo profesjonalnie. Powiedział, że ma pewne podejrzenia, ale należy je dokładnie sprawdzić, żeby niepotrzebnie nie stresować żony. Otrzymaliśmy skierowanie do kliniki na szczegółowe badania USG – wspomina Tomasz Stachura. Wtedy małżeństwo miało już dwie córki – czteroletnie bliźniaczki.
Niestety, badania potwierdziły czarny scenariusz. Okazało się, że dziecko cierpi na przepuklinę przeponową, przez co ma niewielkie szanse na przeżycie. Informacja ta spadła na rodziców jak grom z jasnego nieba. – Lekarz, który wykonywał wtedy badanie, zasugerował nam aborcję jako „najlepsze rozwiązanie w tej sytuacji”. Kazał nam się spieszyć, by zdążyć w terminie, w którym zgodnie z ustawą przerwanie ciąży jest legalne. Był to dla nas bardzo trudny moment. Nie dość, że dowiedzieliśmy się o ciężkiej chorobie córeczki, to od razu jako „wsparcie” otrzymaliśmy propozycję aborcji – mówi „Codziennej” tata dziewczynki.
Po tym, jak minął pierwszy szok, rodzice zaczęli szukać lekarzy, którzy mogliby im pomóc. Wsparcie znaleźli w Hospicjum Perinatalnym w Warszawie. Pani doktor po wnikliwym badaniu USG potwierdziła ciężkie wady rozwojowe dziecka. – Podczas długiej rozmowy wytłumaczyła nam, dlaczego naszej córeczki nie da się uratować i pokazała, jak należy przygotować się do jej przyjęcia. Dzięki jej wsparciu otrzymaliśmy profesjonalną opiekę w dalszych fazach ciąży w szpitalu w Krakowie, w którym żona miała urodzić córkę – relacjonuje nasz rozmówca.
Czy rodzice dziewczynki kiedykolwiek myśleli o aborcji? – Nigdy nie braliśmy tego pod uwagę. Presja ze strony lekarza, który przekonywał nas, że aborcja jest „najlepszym wyjściem”, była duża. Okazało się, że to nieprawda – stwierdza zdecydowanie Tomasz Stachura. Rodzice otrzymali ogromne wsparcie od rodziny, przyjaciół i bliskich. Nikt nie przekonywał ich do zmiany zdania.
– Nigdy nie żałowaliśmy decyzji. Nigdy nie traktowaliśmy tego nawet w takich kategoriach. Ponieważ ciąża nie stanowiła zagrożenia dla życia żony, w ogóle nie rozważaliśmy aborcji. Zwłaszcza z perspektywy czasu widzę, że postąpiliśmy najlepiej jak mogliśmy. Żona urodziła trzecią córeczkę, mogliśmy spędzić z nią kilka chwil, a jak umarła – mogliśmy ją pożegnać i przeżyć żałobę – mówi nam tata dziewczynki, wspominając ten trudny czas.
Jak podkreśla, nikomu nie życzy takiego doświadczenia. – Jednak dzięki temu, że przyjęliśmy naszą córeczkę, teraz możemy dalej normalnie funkcjonować i cieszyć się życiem. Trzy lata po narodzinach i śmierci Różyczki przyszła na świat jej siostra, która raduje teraz całą rodzinę niesamowitym uśmiechem, a my możemy się tym cieszyć. Gdybyśmy odrzucili Różyczkę, zamknęlibyśmy się na życie – przyznaje.
Jak tata chorej dziewczynki wspomina spotkanie z nią? – Gdy ma się na rękach bezbronne dziecko i wie się, że ono za chwilę umrze, to doświadcza się tak wielkiej miłości, że nie jest się w stanie jej przyjąć i cały czas płacze się ze szczęścia i smutku jednocześnie. Była to chwila, w której doświadczyłem czystej, bezinteresownej miłości – wspomina mężczyzna.
Szczególnie dzisiaj, w dobie protestów feministek domagających się swobodnego dostępu do aborcji, głos i świadectwa rodziców chorych dzieci powinny wybrzmiewać jak najgłośniej. – Aborcja to nie jest lekarstwo, które uleczy chore dziecko i rozwiąże problem. Wręcz przeciwnie, zabijemy dziecko, a problem zostanie w nas. Życie każdego człowieka jest darem, dlatego nie możemy odbierać go innym – stwierdza dobitnie Tomasz Stachura.
Co poleciłby rodzicom, którzy zmagają się z chorobą nienarodzonego dziecka? – Powiedziałbym im, żeby nie zostawali sami z problemem, tylko jak najszybciej szukali wsparcia u ludzi, którzy mogą im pomóc i doradzić. Żeby pozwolili sobie na wsparcie od najbliższych – zaznacza tata Różyczki.
Jak mówi, w pierwszej kolejności należy sprawdzić, czy są szanse na uratowanie dziecka. Jeśli nie jest to możliwe, mimo wszystko należy przygotować się na jego przyjęcie. – Ogromne znaczenie ma tu współpraca z lekarzem, dlatego należy zwrócić się z prośbą o pomoc do odpowiedniej osoby, która będzie nas wspierała w tym trudnym czasie – dodaje rozmówca „Codziennej”.
 
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze