Próba kneblowania ust dziennikarzy i świadków

Dodano: 20/02/2020 - numer 2562 - 20.02.2020
 fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
Do redakcji „Gazety Polskiej” dotarła gruba koperta od prawników reprezentujących Tomasza Grodzkiego, w której znalazł się pozew za ujawnianie informacji ws. przyjmowania pieniędzy przez obecnego marszałka Senatu, w czasie gdy pełnił on funkcję dyrektora szpitala w Szczecinie-Zdunowie. Tomaszowi Sakiewiczowi wytoczono proces karny, zagrożony pozbawieniem wolności, a także proces cywilny. – To próba zastraszenia dziennikarzy oraz świadków – mówi redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”.
W listopadzie ub.r. prof. Agnieszka Popiela z Katedry Botaniki i Ochrony Przyrody Uniwersytetu Szczecińskiego zamieściła w mediach społecznościowych wpis o treści: „Masakra. Pan profesor Grodzki kandydatem na marszałka Senatu. Jak moja mama umierała, to trzeba było dać 500 dol. za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę”. To był początek dziennikarskiego śledztwa wobec prof. Tomasza Grodzkiego. W jego efekcie do dziś zgłaszają się do naszej redakcji osoby twierdzące, że wręczały ówczesnemu dyrektorowi szpitala w Szczecinie-Zdunowie koperty z pieniędzmi za lepszą opiekę medyczną.
Nieodosobniony przypadek
Okazało się, że przypadek pani prof. Popieli to tylko wierzchołek góry lodowej. Dziennikarz „Gazety Polskiej”, „Gazety Polskiej Codziennie” i Radia Szczecin Tomasz Duklanowski dotarł do kolejnych osób, które zdecydowały się opowiedzieć swoją historię z wręczaniem kopert prof. Grodzkiemu. – W sumie jest już 12 zdarzeń, w których pacjenci musieli płacić za różnego rodzaju usługi w szpitalu, za lepszą opiekę medyczną. Natomiast zgłosiło się do mnie już blisko 30 osób, które chciały opowiedzieć o swoich doświadczeniach z prof. Tomaszem Grodzkim – mówi nam Tomasz Duklanowski. Warto zaznaczyć, że zarówno marszałek Senatu, jak i jego partyjni koledzy próbowali przekonywać opinię publiczną, że są to zeznania „anonimowych świadków”, jednak szybko okazało się, że się mylą.
– Nieważne, czy to będzie w sądzie, czy na urządzeniach sprawdzających prawdomówność, nie boję się poddać testom, ponieważ mówię prawdę, tak było rzeczywiście. Nie wypowiadam się za innych, ale ja osobiście wręczyłem dr. Grodzkiemu pieniądze do ręki i tego dowiodę – powiedział przed kamerą Gazety Polskiej VD pan Henryk Osiewalski, jeden z dawnych pacjentów prof. Tomasza Grodzkiego w szpitalu w Szczecinie-Zdunowie.
Kolejne relacje świadków można odszukać w archiwach na portalu Niezależna.pl i stronach internetowych mediów Strefy Wolnego Słowa. Należy podkreślić, że duża część tych osób złożyła zeznania w prokuraturze ws. prof. Grodzkiego i jego postępowania, gdy pełnił funkcję dyrektora w szpitalu Szczecin-Zdunowo.
Prokuratura pracuje
Prokuratura Regionalna w Szczecinie na początku grudnia ub.r. wszczęła śledztwo dotyczące przyjęcia korzyści majątkowej przez prof. Grodzkiego, ówczesnego dyrektora szpitala w Szczecinie-Zdunowie, w 2009 r. w związku z pełnieniem funkcji publicznej. Prowadzi je wspólnie z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, które do tej pory przesłuchało pięć osób. Jak informowali śledczy, po zeznaniach świadków wyodrębniono cztery zdarzenia, co do których prokurator będzie ustalał, czy wyczerpywały znamiona przestępstw o charakterze korupcyjnym.
Obrona przez atak
Na początku stycznia prof. Grodzki zorganizował w Senacie konferencję, na której mówił, że publikacje na jego temat to „zamach na konstytucyjny organ państwa”. Co ciekawe, znalazła się również osoba, która wzięła w obronę przewodniczącego izby wyższej polskiego parlamentu. Prof. Grodzki odtworzył z telefonu nagranie, na którym starszy mężczyzna mówił, że przyszła do niego osoba, która oferowała mu 5 tys. zł w zamian za napisanie oświadczenia, że marszałek Grodzki przyjmował od niego pieniądze na leczenie. Szybko się jednak okazało, że ów świadek to były funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie Służby Bezpieczeństwa.
Na tej samej konferencji prof. Grodzki zapowiedział pozwy wobec dziennikarzy, którzy opisywali aferę z jego udziałem. Kilka dni temu do redakcji „Gazety Polskiej” dotarła koperta, w której znalazł się prywatny akt oskarżenia przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi. Redaktorowi naczelnemu „Codziennej” i „GP” grozi nawet do roku pozbawienia wolności za publikacje w mediach Strefy Wolnego Słowa dotyczące korupcji w szpitalu Szczecin-Zdunowo. Podobny akt oskarżenia dostał również dziennikarz Tomasz Duklanowski. Ponadto Tomaszowi Sakiewiczowi zapowiedziano także proces cywilny, w którym Tomasz Grodzki domaga się od naczelnego „GP” m.in. wpłaty 20 tys. zł na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Warto zaznaczyć, że marszałka Senatu będą reprezentowali m.in. niedoszły europoseł Koalicji Europejskiej adwokat Michał Wawrykiewicz, który podczas rozprawy w TSUE reprezentował sędziów Sądu Najwyższego, a także znany w środowisku dzisiejszej opozycji mec. Jacek Dubois.
– Te pozwy były zapowiadane w ramach zastraszania świadków i dziennikarzy. Taki też był charakter konferencji prasowej Grodzkiego i nie było przypadku w tym, że na tej konferencji posłużono się byłym oficerem Urzędu Bezpieczeństwa. Pewnie pan marszałek myślał, że używając ubeka, zrobi na wszystkich większe wrażenie. Tak traktuję ten pozew, jako próbę zastraszenia, żeby nie dotykać jego spraw, jego oskarżeń o korupcję. Biorąc pod uwagę nastawienie sądów i to, że jednym z prawników Grodzkiego jest adwokat sędziego Juszczyszyna znany ze wspierania zbuntowanych sędziów, zakładam, że grozi mi proces kopertowy – komentuje sprawę Tomasz Sakiewicz.
– Będę się bronił. Uważam, że marszałek Grodzki nie liczy na wygraną, liczy na zatkanie ust i przestraszenie wszystkich, którzy wypowiadają się w tej sprawie, ale bardzo mocno się pomylił. Ani dziennikarze, ani świadkowie z niczego się nie wycofują. Jestem przekonany, że zwyciężymy w tej sprawie. Zebrany materiał dowodowy jest ogromny i wielu świadków będzie zeznawać w sądzie. Myślę, że ten proces może zakończyć istnienie Platformy Obywatelskiej. Gdy ludzie zobaczą, jak marszałek Grodzki wyciągał pieniądze od chorych na raka i ich rodzin, dosłownie ostatnie grosze na jedzenie, odwrócą się od niego i całej PO – dodaje red. naczelny „GP” i „Codziennej”.
W podobnym tonie wypowiada się dziennikarz Tomasz Duklanowski. – Ten pozew to próba wywarcia presji zarówno na dziennikarzy, jak i świadków, którzy zdecydują się zeznawać w sprawie. Wszystkie materiały, które przygotowałem, powstały na podstawie zeznań osób, które swoje wersje przedstawiły też organom śledczym. Miały świadomość odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Są to wiarygodni ludzie, których szczegółowo weryfikowałem – mówi nam red. Duklanowski. – Zapewniam, że akt oskarżenia nie zahamuje kolejnych publikacji na temat Tomasza Grodzkiego. Nie przestraszymy się – dodał.
 
Współpraca: Maria Kobylińska
 
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze