Ostatni prezent prezydent Warszawy

numer 2175 - 09.11.2018Publicystyka

Demokracja jest takim systemem, że nawet jeśli rządzący się z nie zgadzają się z jakimiś poglądami, to mają obowiązek pozwolić na ich publiczne wyrażanie. Najwyraźniej tej podstawowej zasady, wynikającej przecież z konstytucji, nie rozumie Hanna Gronkiewicz-Waltz, która zakazała organizacji Marszu Niepodległości.



Jeszcze w poniedziałek nic nie wskazywało na to, że wybuchnie polityczny granat rzucony przez odchodzącą prezydent Warszawy. W programie Tomasza Lisa Hanna Gronkiewicz-Waltz nie rozważała zakazu pochodu 11 listopada na ulicach stolicy. Stawiała co prawda ultimatum, ale nie brała pod uwagę najbardziej radykalnej decyzji, która mogłaby rozpalić nastroje i doprowadzić do absurdalnych scen w czasie najważniejszego polskiego święta. – Będziemy wszystko analizować, będziemy wszystko fotografować i jeżeli będą race w takim zakresie jak w zeszłym roku, to bez wahania rozwiążę tę manifestację – zapowiadała. Co zatem zmieniło się w ciągu dwóch dni, że Gronkiewicz-Waltz zakazała udziału w legalnej manifestacji?

Nic nie zwiastowało

Nawet Tomasz Lis, którego trudno posądzać w wielu kwestiach o zdrowy rozsądek, zwrócił uwagę jaśnie pani prezydent, że kilka nielegalnych flag w 50-tysięcznym tłumie może być zbyt błahym powodem do rozwiązania Marszu Niepodległości. HGW była jednak nieugięta. – To jest nieważne, niech pilnują! Organizator za to odpowiada. Wszystko będziemy nagrywać – odpowiedziała. W środę poszła jeszcze dalej – zakazała Marszu Niepodległości. Zasugerowała, że z kimś konsultowała swoją decyzję, tylko nie bardzo wiadomo, z kim, i zamknie marsz, zanim ten jeszcze ruszy.

A zakaz jest kontrowersyjny nie tylko ze względu na podstawowe prawo narodowców i zwykłych ludzi, którzy chcą na ulicach stolicy manifestować swój patriotyzm. To wynika wprost z konstytucji mówiącej w art. 57, że „Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Ograniczenie tej wolności może określać ustawa”. Każdemu, czyli nie tylko środowiskom LGBT, politykom Platformy Obywatelskiej, ale też narodowcom. HGW doskonale wiedziała, że podejmując decyzję na cztery dni przed Świętem Niepodległości, wprawi Ruch Narodowy w nie lada kłopoty administracyjne. Decyzję o zakazie manifestacji włodarz miasta może wydać do 96 godzin od rozpoczęcia zgromadzenia publicznego. Gronkiewicz-Waltz nieprzypadkowo zmieściła się w czasie. Teraz sądy mają dobę na zbadanie skargi środowisk narodowych i trudno przypuszczać, by sędziowie podzielali argumenty prezydent Warszawy.

Ona temu (będzie) winna

A te są naprawdę kuriozalne. Po pierwsze bezpieczeństwo – stwierdziła Hanna Gronkiewicz-Waltz. Jakoś tak się składa, że największe zadymy na Marszach Niepodległości miały miejsce w latach 2010–2014, gdy rządziła koalicja PO-PSL



zawartość zablokowana

Autor: Grzegorz Wszołek


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się