Międzymorze na stulecie

NASZ CYKL \ Klub Prometeusza

numer 2182 - 19.11.2018Publicystyka

A co ma piernik do wiatraka – zapyta ktoś retorycznie. I nie będzie miał racji, bo koncepcja Międzymorza powstała w umyśle Józefa Piłsudskiego nawet dużo wcześniej niż sto lat temu, wyprzedzając odrodzenie państwowości polskiej w 1918 r.

Była zresztą rozwinięciem idei prometejskiej, którą wedle historyków Piłsudski sformułował po raz pierwszy publicznie w memoriale złożonym Japończykom w Tokio 13 lipca 1904 r. Za cel polityczny Polski uznawał on „rozbicie państwa rosyjskiego na główne części składowe i usamowolnienie przemocą wcielonych w skład Imperium krajów”, więc po objęciu sterów państwowych odrodzonej po latach niewoli Rzeczypospolitej uczynił wszystko, co było w jego mocy, by się tą wolnością dzielić z innymi. Wyrazem tego było konsekwentne dążenie do wspomożenia tych państw, które niepodległość podobnie jak Polska odzyskały (lub uzyskały) w wyniku rozpadu więzienia narodów, czyli imperium rosyjskiego.

Nic nie zrozumieli

Wówczas, w okresie 1918–1921, koncepcja Międzymorza się załamała zarówno wskutek realnej siły imperializmu rosyjskiego w wydaniu sowieckim, jak i z powodu braku zgodnego współdziałania państw tym imperializmem zagrożonych, czego przykładem były swary polsko-litewskie czy słabe wsparcie dla niepodległości własnego narodu na Ukrainie i Białorusi. W rezultacie pozostała idea prometejska wyrażająca się we wspieraniu wysiłków niepodległościowych państw prometejskich, czyli ujarzmionych przez Sowiety, których rządy emigracyjne weszły do organizacji „Prometeusz” utworzonej na polecenie Marszałka w 1925 r. w Paryżu. Siłą rzeczy prometeizm poległ wraz z klęską II RP w walce z brunatnym i czerwonym totalitaryzmem we wrześniu 1939 r.

Mimo czysto słownego uznania dla kontynuującej prometejskie idee w całym okresie powojennym „Kultury” Jerzego Giedroycia nie znalazły one po 1989 r. w III RP zbytniego wsparcia, poza kilkoma ładnymi gestami typu błyskawicznego uznania przez władze Polski wybijających się na niepodległość Litwy, Ukrainy czy Gruzji. W istocie nowy impuls ku stworzeniu realnego sojuszu tych budujących swoją suwerenność krajów i Polski dała dopiero działalność Lecha Kaczyńskiego jako prezydenta RP, którą zresztą wściekle atakowały salonowe media, powtarzając wobec niego typowe oszczerstwa sowieckie-rosyjskie o „wymachiwaniu szabelką”, „prowokowaniu Rosji”.

Rządząca wówczas Polską koalicja PO-PSL nic nie zrozumiała nawet z bohaterskiej wyprawy Lecha Kaczyńskiego i zmobilizowanych przezeń przywódców czterech innych krajów środkowoeuropejskich, która w 2008 r. uratowała Gruzję przed całkowitym podbojem przez Rosję. Nie dotarły do nich i prorocze słowa Prezydenta wygłoszone wówczas na wiecu w Tbilisi: „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, potem państwa bałtyckie, a potem może przyjdzie pora na mój kraj, na Polskę!”. Sytuacja po tragicznej śmierci prezydenta Kaczyńskiego, gdy Tusk oddał śledztwo w tej sprawie Rosji, wskazuje, że ówczesnych władców III RP nie tylko nie obchodził los krajów podobnie jak my zagrożonych przez rosyjską agresję, ale i własnego państwa.

Pseudokresowiacy i inni

I oto po podwójnym, prezydenckim i sejmowym, zwycięstwie w 2015 r. idea Międzymorza odżyła w dość niespodziewany sposób dzięki wsparciu z odległej niby Chorwacji, bo to dzięki współdziałaniu prezydent Kolindy Grabar-Kitarović i prezydenta Andrzeja Dudy w 2016 r. odbyło się w Dubrowniku spotkanie inaugurujące działalność Trójmorza, inicjatywy gospodarczo-politycznej skupiającej 12 państw Europy: Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Polski, Rumunii, Słowacji, Słowenii i Węgier. Wszystkie one są członkami UE i oprócz Austrii także NATO, co ewidentnie wzmacnia bezpieczeństwo tego sojuszu



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




















-->