Reforma jak domek z kart

POLSKA \ Triumf najwyższej kasty

numer 2185 - 22.11.2018Publicystyka



Najnowsza nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym wywraca do góry nogami reformę sądownictwa. Sędziowie w stanie spoczynku wrócą do pracy, a Prawo i Sprawiedliwość będzie musiało zmierzyć się z pytaniami elektoratu prawicy: po co była dwuletnia batalia o sądy, skoro twarze pozostaną te same?



Najważniejszy punkt nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, wniesionej przez posłów Prawa i Sprawiedliwości, mówi o celu, który zakłada: „Umożliwienie sędziom Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, którzy przeszli w stan spoczynku na podstawie ustawy o Sądzie Najwyższym z 2017 roku, powrót do pełnienia funkcji sędziego, a także funkcji Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego oraz prezesów izb Sądu Najwyższego”.

Gersdorf i Iwulski będą mogli wrócić

W praktyce oznacza to, że np. Małgorzata Gersdorf wróci na najważniejsze stanowisko sędziowskie w Polsce, a brak zaświadczenia lekarskiego nie będzie miał znaczenia w przypadku Józefa Iwulskiego. Inny bardzo ważny punkt nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym znosi wiek, po którym sędziowie automatycznie przechodzą w stan spoczynku. Już nie 65 lat, a tak, jak przed ustawami PiS, czyli 70 lat – to cezura przechodzenia sędziów na emeryturę. Zapis nie dotyczy tylko zaprzysiężonych w ostatnich tygodniach sędziów – ci nowi będą podlegać rygorowi 65 lat.

– Stwarzamy podstawę, która umożliwia sędziom powrót. Ci wszyscy, którzy przeszli w stan spoczynku na mocy ustawy o Sądzie Najwyższym, w tej chwili opierając się na nowelizacji, będą mogli do niego powrócić. Ci, którzy chcieliby jednak pozostać w stanie spoczynku, też mają taką możliwość – komentował poseł PiS Marek Ast po wniesieniu projektu pod obrady Sejmu.

Przegrana wizerunkowa

Nie da się ukryć, że z punktu widzenia wojny narracyjnej to bolesna porażka Prawa i Sprawiedliwości. Od wielu miesięcy partia rządząca zapewniała wyborców, że żaden Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ani groźby kar ze strony Komisji Europejskiej nie powstrzymają polityków przed reformą sądów, rozumianą przede wszystkim jako wymiana kadr. Elektorat Prawa i Sprawiedliwości w to uwierzył, z kolei opozycja i jej wyborcy oskarżali Jarosława Kaczyńskiego od roku 2015, nim zaczął de facto rządzić, o łamanie konstytucji. Do wyroku TSUE reforma sądów w takiej formie, jaką miała od lipca 2018 r., nie musiała zagrażać poparciu rządzących. Wskazywały na to zresztą wszystkie sondaże. Można było odnieść wrażenie, że pomimo wielu wpadek przy uchwalaniu ustaw sądowych większość popiera zmiany w sądownictwie, a część nie przywiązuje do reformy żadnej wagi. Dlaczego zatem PiS wycofał się z najważniejszego postulatu, a więc wykoszenia wszystkich sędziów, którzy się nie sprawdzili w III RP i przekroczyli nowy, ustawowy wiek 65 lat?

Byle do wiosny

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, po zapytaniach prejudycjalnych o reformę sądownictwa wysłanych przez sądy, miał zapaść 12 lutego 2019 r. To ostatnia prosta przed arcyważną kampanią wyborczą do Parlamentu Europejskiego, gdzie ogromne znaczenie dla podziału mandatów będzie miało wyższe poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości w dużych miastach. Wiadomo z dużym prawdopodobieństwem, jakie będzie orzeczenie unijnego trybunału – ten nakaże z pewnością tak zmienić ustawy, aby sędziowie w stanie spoczynku wrócili do orzekania. PiS nie dość, że miałby na głowie kampanię wyborczą, traktowaną jako ostateczny sprawdzian przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi, to jeszcze musiałby się zdecydować. Albo zanegować wyrok TSUE i narazić się na wielomilionowe kary oraz krytykę ze strony sądów w Europie, np. w przypadkach wniosków o ekstradycję, albo zaniechać reformy personalnej w Sądzie Najwyższym



zawartość zablokowana

Autor: Grzegorz Wszołek


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




















-->