Lubimy polską poezję

WYWIAD \ Z aktorami Marcinem Kwaśnym i Ksawerym Szlenkierem rozmawia Maciej Marosz

numer 2193 - 01.12.2018Kultura

Słowo pozostawione nam przez wielkich polskich poetów przypomina, że bez wiary, religijności, także bez zapału, by dbać o Polskę, nie byłoby nas. Roztopilibyśmy się w kosmopolitycznym tyglu – mówią „Codziennej” o swojej fascynacji wielkimi strofami polskiej poezji Marcin Kwaśny i Ksawery Szlenkier, autorzy spektaklu „Wolność jest w nas”, który stał się częścią obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę.

Jak zrodził się pomysł spektaklu złożonego z poezji polskiej? Czy stało się to po ogłoszeniu programu „Niepodległa”?

Ksawery Szlenkier: Idea spektaklu poetyckiego powstała zanim ogłoszono konkurs. Byliśmy przekonani, że to jest potrzebne. Zaczęliśmy się uczyć tekstów, nie mając obiecanych pieniędzy za to, co robimy. Wszystko zaczęło się od tego, że Marcin zwrócił się do mnie z propozycją, byśmy przeczytali wiersze patriotyczne w sanktuarium Franciszkanów w Niepokalanowie. Ten impuls odczytaliśmy jako wezwanie od św. Maksymiliana Kolbego. W czasie rozmów z ojcami franciszkanami zrodziła się idea naszego spektaklu.

Marcin Kwaśny: To nas łączy z Ksawerym, że lubimy polską poezję. Stąd pomysł, żeby osią spektaklu była rozmowa prowadzona mową wiązaną przez dwóch poetów, którzy spotykają się w jakiejś kawiarni gdzieś na emigracji. Trzecią osobą spektaklu jest autorska muzyka wspaniałego artysty Wojciecha Sławińskiego, grana przez niego na żywo na wiolonczeli. Mnie jako reżyserowi zależało, żeby w tej muzyce przewijały się motywy utworów patriotycznych, nie wprost, ale na zasadzie pewnych asocjacji w odbiorze widza. Żeby widz mógł sobie odtworzyć resztę.

Wybraliście wymagającą w realizacji formułę. Przedstawiacie dialog poetów rozmawiających ze sobą strofami polskiej poezji, gdy powszechnie sięga się po efekciarskie techniki sceniczne.

KS: Wskrzeszamy słowo jako środek wyrazu. Próbujemy dokonać jego reanimacji. Słowo dzisiaj jest raczej odkładane do lamusa. W dzisiejszym teatrze bardziej liczy się forma, wynalazki scenograficzno-inscenizacyjne, a nie słowo. Odczuwam wewnętrzną satysfakcję, że podjęliśmy wyzwanie warsztatowe, że robimy coś, na co nie każdy by się porwał



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




















-->