Sto dni Jerzego Brzęczka

numer 2197 - 06.12.2018Publicystyka

Po losowaniu grup eliminacji do mistrzostw Europy wydaje się, że po raz pierwszy od dłuższego czasu los uśmiechnął się do Jerzego Brzęczka. Niedawno minęło sto dni, odkąd stery reprezentacji oficjalnie przejął ten były kapitan reprezentacji, olimpijczyk z Barcelony, a ostatnio szkoleniowiec m.in. Lechii Gdańsk. W tym czasie Biało-Czerwoni trzykrotnie jednak remisowali, trzy razy schodzili też z boiska pokonani.

 

Dotychczasowy bilans na papierze jest mizerny, ale żaden poprzedni selekcjoner w XXI w. nie rozpoczynał pracy z kadrą od rywalizacji z tak wymagającymi przeciwnikami jak Portugalia i Włochy. Zresztą poprzednicy, którzy odnosili z kadrą sukcesy na miarę naszych ówczesnych możliwości, nie rozpoczynali pracy z kadrą z przytupem. Leo Beenhkker przegrał na inaugurację w towarzyskim meczu z Danią, potem uległ w meczu o punkty Finlandii, zremisował z Serbią. Jerzy Engel nie wygrał żadnego z pierwszych sześciu spotkań, choć akurat on rozpoczął od spotkań towarzyskich z potęgami z Francji i Hiszpanii. Paweł Janas z pierwszych pięciu spotkań wygrał jedynie z San Marino i Macedonią. Od falstartu przygodę z kadrą rozpoczął też Adam Nawałka, który z pierwszych pięciu spotkań wygrał tylko dwa, ze słabiutką Mołdawią i przeciętną Norwegią. Tak więc surowa krytyka, a nawet głosy o hipotetycznej dymisji nowego selekcjonera po kilku spotkaniach bez poważniejszej stawki wydają się zdecydowanie przedwczesne.

Boniek zaskoczył

Tym bardziej że wujek Jakuba Błaszczykowskiego przejął kadrę w trudnym momencie – mundialowa klęska sprawiła, że noszona na rękach ekipa jego poprzednika wraz z ojcem sukcesu stała się przedmiotem surowej krytyki, nawet nie za samo szybkie pożegnanie z turniejem, ale fatalny styl, który sprawiał, że fani reprezentacji przeżywali na mundialu prawdziwe męczarnie. Mundialowe porażki pociągnęły też za sobą pretensje, atmosfera stała się bardzo gęsta. Po rosyjskim turnieju ruszyła machina spekulacji na temat zatrudnienia nowego szkoleniowca, który miał być z zagranicy. Ostatecznie prezes PZPN ponownie zaskoczył i wybrał kandydata z kraju. Zbigniew Boniek, uzasadniając wybór Jerzego Brzęczka, powiedział: „Jurek ma wszystkie cechy, które powinien mieć selekcjoner. […] Do tego charakter i co dla mnie szczególnie ważne – ogień w oczach i ogromne chęci do ciężkiej pracy”. Na tydzień przed oficjalnym objęciem kadry Brzęczek na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej przedstawił swój pomysł na drużynę narodową. Wśród swoich podstawowych zadań wymienił przede wszystkim dojście do poziomu, który prezentowała drużyna Adama Nawałki podczas eliminacji mistrzostw świata, odzyskanie zaufania kibiców oraz odmłodzenie drużyny. „Nie będę przeprowadzał rewolucji, ale ewolucję”. Poligonem doświadczalnym miały być rozgrywki Ligii Narodów.

Nieudane eksperymenty

Nieszczęście nowego selekcjonera polegało na mocnych przeciwnikach, z którymi przyszło mu się zmierzyć już na starcie pracy. Jeśli ktoś sądził, że w spotkaniach z mistrzem Europy Portugalią i przewyższającymi nas klasą Włochami Polacy będą błyszczeć, to kierował się myśleniem magicznym. Do przewidzenia było, że po mundialowej klęsce Jerzy Brzęczek nie stanie się czarodziejem, który tchnie w Biało-Czerwonych nadzwyczajną moc. Obiecujący początek w piłkarskiej elicie z Włochami zaciemnił prawdziwy obraz naszej drużyny. Każdy kolejny mecz w Lidze Narodów wywoływał kolejną falę krytyki



zawartość zablokowana

Autor: Leszek Galarowicz


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się