Kochany, nienawidzony, oglądany

MEDIA \ Michał Rachoń, Wojciech Cejrowski, TVP, Fox News

numer 2243 - 01.02.2019Publicystyka

Program dla widza, a nie dla elity. Ale nieodmóżdżający, tylko odwrotnie – pokazujący to, co wśród zwykłych Polaków wspaniałe, mądre, ale też dowcipne czy zadziorne. I ludzi dotąd w mediach pomijanych. Ta filozofia Michała Rachonia, połączona z przeniesieniem do Polski najnowocześniejszych amerykańskich telewizyjnych technik, przyniosła mu sukces. A z nim także wielu wrogów. Co zabawne, po cichu… zżynających wprowadzone przez niego pomysły.

30 lat temu ja w „Teleexpressie” mówiłem: „Ruszamy!”, dziś Michał Rachoń mówi: „Jedziemy!” – mówi Wojciech Reszczyński, twórca „Teleexpressu” i pierwszy prezenter „Wiadomości” w TVP. Wówczas styl Reszczyńskiego był czymś bardzo mocno odmiennym od tego, czym było telewizyjne dziennikarstwo w PRL. Rewolucja, jaką w telewizyjnym dziennikarstwie wprowadza Michał Rachoń, nie jest może tak uderzająca wizualnie, jak w chwili, gdy „telewizor” odchodził od siermiężnego PRL, ale głębsza, gdy chodzi o skutki.

Cejrowski: skopiowaliśmy tylko dobre amerykańskie rozwiązania

Wojciech Cejrowski, z którym rozmowy w czwartkowym programie „Minęła dwudziesta” biją rekordy popularności [współpraca z Wojciechem Cejrowskim została zawieszona z końcem listopada 2018 r.], zadzwonił do Rachonia z Ameryki i zaproponował mu współpracę. Ten przyjął propozycję rozmów z „osobistym korespondentem” i wiele jego sugestii. – Po pierwsze kazałem skopiować DOBRE amerykańskie rozwiązania, czyli obaj patrzymy prosto do kamery, a nie na siebie nawzajem, w naszej rozmowie nie ukrywamy naszych poglądów (gwiazdy amerykańskiego dziennikarstwa nigdy nie ukrywają) oraz ja nadaję od siebie z mojego studia w moim domu, tak jak to robią stali korespondenci najlepszej stacji newsowej Fox News – mówi „Gazecie Polskiej” Cejrowski.

Co zabawne, te elementy programu Rachonia, które najczęściej bywają krytykowane przez jego wrogów jako propaganda, w niemałej części przeniesione są właśnie z programów amerykańskich, bo Rachoń przez lata nałogowo oglądał Fox News. Sektor „Jedziemy”, czyli wstęp wygłaszany przez prowadzącego na początku „Minęła dwudziesta” przeplatany fragmentami materiałów filmowych, jest składnikiem najpoważniejszych programów w Ameryce, prowadzonych przez najbardziej doświadczonych publicystów.

Nowości wprowadzane przez Rachonia usiłowano ośmieszać. Portal Gazeta.pl napisał, iż Brytyjczyk Ben Stanley zobaczył „Minęła dwudziesta” i zastanawiał się, czy to telewizja publiczna czy gra komputerowa, bo na ekranie zobaczył okienka z twarzami wszystkich komentatorów reagujących na wypowiedzi innych. Ośmieszanie trwało jednak krótko, bo niebawem pomysły Rachonia zaczęły powielać stacje komercyjne, a nawet niektóre programy… sportowe.

Wkurzyć, zaciekawić, rozśmieszyć

Wkurzyć, zaciekawić i rozśmieszyć widza – tylko taki odcinek programu, w którym pojawiają się wszystkie te trzy elementy, Michał Rachoń uznaje za udany.

Przeniesienie technik z amerykańskich programów, przy których TVN czy Polsat zostają daleko w tyle, nie dałoby sukcesu, gdyby nie nasycenie ich polską treścią. Hasło „z widzem, a nie z elitami” odnieść się musiało do konkretnej polskiej rzeczywistości.

Standardowy program publicystyczny w III RP to taki, w którym przedstawiciele elit rozmawiają ze sobą, a widz może przysłuchiwać się ich światłym wypowiedziom. Rachoń udowodnił, że widzowie chcą oglądać w roli komentatorów ludzi z krwi i kości, których prawo do występowania w telewizorze wynika ze skutecznego zmagania się z problemami i układami, z którymi – często mniej skutecznie – zmagają się oni sami. I nie występują oni w programie w roli egzotycznej ciekawostki, ale poważnie traktowanych ekspertów.

Dlatego w „Minęła dwudziesta” pojawiają się komentatorzy, których doświadczenie życiowe, w tym także toczone w życiu boje z systemem, czynią z nich ciekawszych rozmówców od bezpłciowych „ekspertów”. Takich, dla których legitymacją do występów są dyplom czy profesura. Rachoń udowodnił, że Ryszard Majdzik czy Andrzej Rozpłochowski zwyczajnie „oglądają się” lepiej niż etatowy komentator TVN i Polsatu prof. Ireneusz Krzemiński.

Przed Rachoniem łączenie się z lokalnymi ośrodkami w TVP, skąd komentują wydarzenia publicyści spoza Warszawy, było ostatecznością traktowaną jako wymagająca ambarasu niedogodność. W „Minęła dwudziesta”, programie mocno dostrzegającym Polskę poza Warszawą, stało się to normą.

Wkrótce podobnie zaczęli postępować prowadzący inne programy. I okazało się, że ograniczanie się do komentatorów wyłącznie warszawskich zubaża program. A komentatorzy z innych miast lepiej dostrzegają zjawiska w stolicy mało zauważalne.

Jan Pietrzak: bez emocji nie ma dobrej telewizji

Jan Pietrzak, jeden ze stałych komentatorów programu „Minęła dwudziesta”, tak mówi o przyczynach, dla których zdecydował się na tę współpracę: – Ten program ma swoją temperaturę, emocje. U nas prowadzący, z wyjątkiem skandalistów, są przeważnie układni, grzeczni, rutynowi starają się nie budzić kontrowersji. A emocje są ważne, niezbędne. Jak mówi, Michał Rachoń zaskakuje go znajomością szczegółów różnych wydarzeń, których nie znają widzowie, a czasem i komentatorzy.

Dr Jerzy Targalski, wykładowca, który uczył Michała Rachonia na studiach, stwierdza, że jego „leniwy” student zaskakuje go pracowitością jako prowadzący. – W przeciwieństwie do innych Rachoń przygotowuje się do programów, one pobudzają do dyskusji. Wielu prowadzących u nas nie ma pojęcia, o czym mówi, potrafi bełkotać na dowolny temat



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Lisiewicz


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się