Serbia wybiera Europę, a nie Rosję!

BAŁKANY \ Belgrad coraz bliżej Unii

numer 2269 - 04.03.2019Publicystyka

Belgrad, Serbia. Ostatnie dni lutego 2019 r. Pięcioosobowa delegacja Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego, w której jestem jedynym Polakiem, przyjeżdża na Bałkany Zachodnie (także do Kosowa), aby rozmawiać m.in. o stanie przygotowań państwa, które wejdzie do Unii Europejskiej jako pierwsze lub jako jedno z pierwszych. Nie Kijów, ale Belgrad właśnie, Podgorica, może Skopje, może Tirana. Nieprędko. Za dziesięć, jedenaście lat, ale wejdzie.

W typowo serbskiej restauracji, w której nie obowiązują unijne zakazy palenia papierosów w miejscach publicznych, słychać paradoksalnie hiszpańską muzykę. Restauracja nazywa się, jak dzielnica, czyli Savski Vienac (Sawski Wieniec).

Serbia, Kosowo, problem…

Siedzimy i rozmawiamy o Serbii, Polsce, Rosji, europejskiej drodze Belgradu. Z knajpy wszędzie blisko. Polska ambasada po drugiej stronie ulicy, do MSZ rzut kamieniem, do kancelarii premiera niewiele dalej, w pobliżu sporo ambasad: poza naszą także włoska, kanadyjska, bułgarska czy chorwacka. Popijając Svetlo Pivo, czyli jasne piwo popularnej tu marki Nikšićko, słyszę, że mój dzisiejszy rozmówca, nieznający angielskiego minister spraw zagranicznych Ivica Dačić nie tylko ma mocną pozycję w rządzie, ale też jest skuteczny. Za jego urzędowania już 13 państw wycofało uznanie dla Kosowa. Nawet jeśli są to kraje egzotyczne, jak Burundi czy Dominika na Morzu Karaibskim (nie mylić z Dominikaną!), to jak w ONZ: jedno państwo – jeden głos. Celem Dačicia jest, jak sam nieoficjalnie deklaruje, zmniejszenie liczby krajów uznających państwowość Kosowa do mniej niż połowy członków ONZ.

Polski most z Belgradu do Unii

Już za niespełna pięć miesięcy w Poznaniu odbędzie się trzeci szczyt UE – Bałkany Zachodnie. Poprzednie miały miejsce w Berlinie i Londynie. Serbia tam będzie, choć po cichu się obawia, czy aby inwestowanie politycznej Europy w taką inicjatywę nie jest formą pretekstu do odsunięcia w czasie akcesji Belgradu do Unii. Ale tak nie jest. Na razie w naszych rozmowach dwustronnych poznański Szczyt Zachodniobałkański ma mniejsze znaczenie – z punktu widzenia Serbów – niż prośby Belgradu, aby zablokować formalne wejście Prisztiny do Interpolu.

Przed laty w periodyku Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych domagałem się większego zaangażowania na Bałkanach, zwłaszcza w tych krajach, które dopiero mają wejść do UE. Teraz się cieszę, że w ramach tzw. Konferencji Belgradzkiej Polska w dwustronnym, eksperckim, formacie przygotowuje Serbię merytorycznie do akcesu na europejskie salony, zwłaszcza w obszarach sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i rolnictwa.

Trochę to przypomina Konferencję Utrechcką, w której to Holandia przygotowywała Polskę do wstąpienia do Unii. Teraz my się rewanżujemy, nie tylko Serbii, ale wcześniej już Macedonii i Gruzji. Pierwsza edycja Konferencji Belgradzkiej miała miejsce rok temu w Warszawie, a w 2018 r. w Belgradzie współotwierał ją z ministrem Dačiciem szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz. W tym roku ponownie odbędzie się ona w Polsce.

Ale to nie Czaputowicz, ale jego poprzednik Witold Waszczykowski miał podobno usłyszeć od swojego serbskiego odpowiednika, że Macedonia to część Serbii. Gdy obecny przy tym ówczesny premier, a dzisiaj prezydent Aleksandar Vučić przestraszył się i przerwał tyradę swojego ministra spraw zagranicznych, Polak miał odpowiedzieć dyplomatycznie: „ależ ja rozumiem, rozumiem”



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





















-->