Opowieść o trwaniu polskiej tożsamości narodowej

​RECENZJA \ Finisz wystawy „Znaki wolności” na Zamku Królewskim w Warszawie

numer 2290 - 29.03.2019Publicystyka

Dobiega końca wystawa „Znaki wolności” (czynna do 31 marca br.) porównywalna z głośnym „Polaków portretem własnym” Marka Rostworowskiego. Jest ona nie tylko przekazem historycznym, nakłaniającym widza do refleksji i myślenia o losach Polaków i Polski, ale niesie także ogromny ładunek emocji.

Tym bardziej niezrozumiałe jest, że ta monumentalna i niezwykła wystawa nie istnieje w przestrzeni medialnej. Szczególnie zastanawia milczenie TVP i TVP Kultura na temat ekspozycji na Zamku Królewskim w Warszawie.

Wielcy nieobecni

Może – pozwolę sobie na przewrotne przypuszczenie – powodem takiego ostracyzmu jest brak na wystawie informacji o zasługach w powstaniu Żegoty Wandy Krahelskiej i Zofii Kossak-Szczuckiej? Wystawa przywołuje Irenę Sendlerową, jest zdjęcie polskich i żydowskich dzieci w sierocińcu sióstr franciszkanek we Lwowie, jest podobizna Jana Karskiego, zdjęcie rodziny Ulmów, ale nie ma autorki głośnego „Protestu”, apelu do katolików, do chrześcijan w Polsce, w którym czytamy: „Zabieramy przeto głos my, katolicy Polacy. […] Protestu tego domaga się od nas Bóg, Bóg który nie pozwala zabijać. Domaga się sumienie chrześcijańskie”.

Wystawa na Zamku Królewskim pomija też środowiska rządu londyńskiego i polskiej emigracji w Anglii i USA, związanych z nimi artystów takich jak malarze Feliks Topolski, Marek Żuławski czy Piotr Potworowski, a emigracja pokazana jest niemal wyłącznie poprzez środowisko Kultury Paryskiej, jej naczelnego redaktora Jerzego Giedroycia i związanych z nią twórców.

„Przez trupa Białej Polski…”

Oczywiście nie sposób pokazać wszystkich artystów i wszystkich środowisk zasłużonych w walce o niepodległość, a jednak pewien niedosyt pozostaje. Dobrze, że od niedawna pojawił się folder – mapa wystawy z jej poszczególnymi działami i ich rozmieszczeniem na Zamku Królewskim.

Wartość tej wystawy polega nie tylko na patriotycznej narracji „granej na wielu fortepianach”, posługującej się rozległą panoramą zgromadzonych tu dzieł sztuki z XIX, XX i XXI w. oraz korespondującą z nimi warstwą dokumentalną – fotografii, listów, poezji, lecz także na niecodziennej formie prezentacji wszystkich zgromadzonych obiektów. Ten dyskurs i narracja są niezwykle emocjonalne. Czytamy słowa Michaiła Tuchaczewskiego, dowódcy Armii Czerwonej, idącej na odradzającą się po przeszło 120 latach nieistnienia Rzeczpospolitą, i równocześnie słyszymy jego głos nawołujący do zniszczenia Polski: „Bohaterscy żołnierze Armii Czerwonej! Nadszedł czas rozrachunku. Armia Czerwonego Sztandaru oraz armia drapieżnego Białego Orła stanęły naprzeciw siebie przed bojem na śmierć i życie. Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na zachód!”.

Widzimy rzeźbione przez Xawerego Dunikowskiego popiersie Lenina i w tle zdjęcia z wojny 1920 r. – Ochotniczą Legię Kobiet i załogę polskiego pociągu pancernego „Zagończyk”, potem fotografię kadetów podczas ćwiczeń, a przed nią broń legionistów – ustawione w kozioł karabiny Mannlicher M95. W części poświęconej II wojnie światowej drewniana „Pieta Ojczyzny” Antoniego Rząsy stoi na tle zdjęcia Lwowa, a obok wspomnienie policjanta, uczestnika walk we Lwowie. Dalej zdjęcie odkrytego dołu katyńskiego z ciałami ofiar, w gablotach poniżej – przedmioty wydobyte z mogił w Katyniu i Miednoje i zaraz abstrakcyjny „obraz 7” Leona Tarasewicza. I jakby odpowiednik dołów katyńskich, malarska metafora mogiły, szaro-czarny rów z zakrzepłymi grudami farby – olejny obraz Tomasza Tatarczuka „Bez tytułu”



zawartość zablokowana

Autor: Jacek Lilpop


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





















-->