​Miłość nie przez ciało i krew

numer 2324 - 11.05.2019Opinie

Redaktorzy tabloidów bardzo nie lubią, gdy ich media nazywać brukowcami. Krytykowani przekonują, że pełnią one ważne funkcje społeczne i że „tak już dziś jest”. Prawda jest jednak taka, że chodzi o słupki sprzedaży i klikalność. Tylko to się już liczy dla pewnego typu środków przekazu. Każdy pretekst jest dobry, żeby odrzeć ludzi z resztek prywatności – również wtedy, gdy na tę prywatność, także jako osoby publiczne, w pełni zasługują. Nie ma nic politycznego ani publicznego w fakcie adopcji dzieci i gorszych niż magiel pytaniach, czy one o tym wiedzą. Informacje na temat rodziny premiera Mateusza Morawieckiego, które podał jeden z tabloidów za pewną sensacyjną książką, nie powinny ukazać się drukiem. A jeśli już niestety tak się stało? Adopcja dzieci zasługuje tylko na ogromny szacunek i wsparcie. Także dlatego, że miłość do dzieci nie przychodzi przez geny, ale jest wyborem duchowym i egzystencjalnym. To wielkie dobro. I – niejako wbrew całej tej sytuacji – premier może się stać w Polsce ambasadorem tego dobra. Tym bardziej że wiele dzieci samotnych, odrzuconych, poranionych, najmniejszych i najbardziej niewinnych wciąż czeka na miłość, która przyjdzie „nie przez ciało i krew”.



Autor: Krzysztof Wołodźko



















-->