​Kubańczycy we Wrocławiu

numer 2348 - 08.06.2019

Kiedy 4 czerwca 1998 r. uchwałą Rady Miejskiej przegłosowano promocyjne hasło „Wrocław – miasto spotkań”, nawiązując do wygłoszonej przez papieża Jana Pawła II homilii na zakończenie 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego, kierowano się bogatą historią miasta położonego na styku trzech państw i trzech kultur. We Wrocławiu jednak z pewnością spotykają się nie tylko te trzy kultury.

Specyficzne położenie stolicy Dolnego Śląska od wieków sprzyjało zarówno dużemu przepływowi przemierzającej region ludności, jak i zakusom władców sąsiednich państw na włączenie Wrocławia do swoich granic. Królowie i książęta polscy, potem czescy, habsburscy i pruscy spowodowali, że miasto stało się tyglem kultur, które się ze sobą przeplatały, łączyły i wreszcie asymilowały. I z pewnością do tej historii nawiązał 1 czerwca 1997 r. papież Jan Paweł II, kiedy to na uroczystej mszy św. kończącej Kongres Eucharystyczny powiedział: „Wrocław jest miastem położonym na styku trzech krajów, które historia bardzo ściśle ze sobą połączyła. Jest poniekąd miastem spotkania, jest miastem, które jednoczy. Tutaj w jakiś sposób spotyka się tradycja duchowa Wschodu i Zachodu”.

Niestety II wojna światowa skutecznie tę jedność, do której nawiązywał Ojciec Święty, zrujnowała. Zniszczyła przepiękne miasto budowane przez niemal 1000 lat i zrujnowała istniejącą przez wieki tworzącą je społeczność. Ale tylko na chwilę. Kiedy w 1945 r. do powojennego miasta zaczęli przybywać jego nowi mieszkańcy, szybko się okazało, że są równie gościnni i otwarci na świat jak ich poprzednicy. Szybko odrodziły się wszelkie instytucje, miasto podnosiło się z wojennych zniszczeń, a z czasem na liczne wrocławskie uczelnie zaczęli przybywać studenci z różnych zakątków świata. Wtedy, a było to na przełomie lat 60. i 70. XX w., przyjeżdżali tu przede wszystkim studenci z ówczesnych państw socjalistycznych, czyli tzw. demoludów. Byli wśród nich licznie reprezentowani Bułgarzy, Rumuni czy Rosjanie, ale też przybysze z bardziej egzotycznych miejsc – zakątków Azji, Afryki czy wreszcie Ameryki Środkowej. A wśród nich José Torres z Kuby. Urodzony w Hawanie, trafił do Polski w latach 70., aby studiować na Akademii Muzycznej, w klasie swojej ulubionej perkusji. Na uczelni poznał przyszłą żonę, związał się z Wrocławiem na stałe, a dzisiaj jest jego rozpoznawalnym i znanym w całym kraju ambasadorem



zawartość zablokowana

Autor: Janusz Gajdamowicz


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama