WŁADZA ZAMIAST DOBRA WSPÓLNEGO

NIHILIZM I NIETOLERANCJA W POLITYCE

Numer 32 - 15.10.2011Wywiad

Z Piotrem Glińskim, prof. IFiS PAN i Instytutu Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku, rozmawiają Dawid Wildstein i Samuel Pereira.
Pańska ocena polskiej polityki jest niesamowicie radykalna. Opisał Pan naszych polityków jako gromadę narcyzów, ludzi chorych z ambicji.
Oczywiście moje słowa to pewien skrót myślowy. Ten opis nie stosuje się do wszystkich polityków, ale do tych, którzy dominują we współczesnej polityce, nie tylko polskiej. Janusz Palikot jest doskonałym przykładem tego typu degeneracji. Zasadą polityki jest pojęcie dobra wspólnego. Możemy debatować nad tym, jak rozumieć to pojęcie, kłócić się o nie – na tym polega życie publiczne. Nie wolno jednak iść na skróty, czyli używać metod nieetycznych, przekładając skuteczność w zdobyciu władzy nad dobro wspólne.

Krytykując scenę polityczną w Polsce, chciałbym zaznaczyć, że to, co dzieje się u nas, jest odzwierciedleniem szerszych przemian. Cała nasza cywilizacja przeżywa dziś nie tylko kryzys polityki, ale i kryzys kultury. Natomiast na naszej scenie politycznej możemy różnicować polityków z różnych opcji, którzy przynajmniej próbują nie poddawać się temu nurtowi. Prawdą jest, że często ci, którzy prowadzą politykę w tym sensie staroświeckim, arystotelesowskim (w odniesieniu do dobra wspólnego) – przegrywają. To nie znaczy jednak, że polityka jest czymś złym z natury. Nie możemy rozwiązywać problemów publicznych ani mówić o dobru wspólnym poza polityką. Dlatego naszym obowiązkiem jest ją doskonalić oraz krytykować, gdy dzieje się coś złego. Zwłaszcza gdy czyste zło wkracza w obręb sfery publicznej.

Ma Pan na myśli Palikota?

Tak. Jeżeli używa się środków nieetycznych do zdobycia władzy czy pozycji politycznej, to jest to złe i destrukcyjne dla sceny politycznej. Ale nie jest to niestety odosobniony przypadek. Innym doskonałym przykładem jest epizod z końcówki ostatniej kampanii Platformy Obywatelskiej. W dużej mierze partia ta zmobilizowała swój elektorat, emitując agresywny spot wyborczy. Pokazywał on w sposób karykaturalny elektorat PiS-u, manipulując przekazem i obrazem w taki sposób, by napiętnować wyborców tej partii. Przedstawiono ich jako szaleńców i ekstremistów. Była to forma zakłamania rzeczywistości. PiS ma liczny elektorat w bardzo wielu grupach społecznych. Jakkolwiek bylibyśmy niechętni tej partii, nie możemy mówić, że mamy w Polsce miliony ludzi dopuszczających się skandalicznych i agresywnych zachowań. Poza tym większość kibiców czy demonstrantów sprzed Pałacu Prezydenckiego to nie wariaci, którzy napadają innych ludzi. Równie dobrze agresywne i brutalne jednostki można znaleźć po drugiej stronie. Ten spot jest więc klasycznym przykładem użycia zła w polityce. Być może twórcy tego filmiku sądzili, że działają w imię wyższej konieczności. Tyle że to niczego nie zmienia. Zwłaszcza w życiu publicznym cel nie może uświęcać środków nieetycznych. Jeżeli premier polskiego rządu w swoim expose sprzed 4 lat kilkadziesiąt razy wymienia słowo „zaufanie”, a następnie dąży do zdobycia władzy poprzez tego typu metody, to zaprzecza – nie pierwszy raz – sam sobie. W ten sposób bowiem niszczy możliwość osiągania porozumienia, dobra i zaufania w życiu publicznym.
Nieprzypadkowo – jak się niedawno dowiedziałem – ludzie, którzy przez kilka tygodni starannie tworzyli tę reklamówkę Platformy Obywatelskiej, nazwali ją spotem „Zło”.

Wracając do Palikota: pojawia się pytanie, czy taka błazenada mogłaby zaistnieć w zachodnich demokracjach. W swoich tekstach wiele Pan pisze o bagażu postkomunistycznym, jaki niesie Polska. Czy Palikot mógł wyrosnąć tylko na naszej glebie?

Nie tylko, ale nasza gleba jest szczególnie urodzajna dla tego typu zjawisk



zawartość zablokowana

Autor: Samuel Pereira, Dawid Wildstein


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się