fot. UM Gorlice/d

Latem w Beskid Niski

​MAGICZNE ZAKĄTKI POLSKI \ Wyprawa na południe od miasta, w którym narodziło się nafciarstwo

numer 2391 - 30.07.2019Publicystyka

Jeszcze do niedawna bieda aż piszczała, co rusz można było oglądać drewniane chaty i prace w polu. Przy tym zaznać kąpieli w jeziorze i spacerować w lasach. Zapraszam w krótką podróż po Beskidzie Niskim w okolicach Gorlic.

Jeśli komuś marzy się wypoczynek w kraju, a nie wycieczka zagraniczna, to nasza Małopolska będzie idealnym kierunkiem. W tym roku odwiedziłem strony rodzinne. Beskid Niski oferuje naprawdę wiele pięknych widoków, wrażeń i inspiracji oraz miłą atmosferę z dala od zgiełku miasta.

Kolebka przemysłu naftowego – miasto nad Ropą i Sękówką

Najpierw odwiedziłem Gorlice. Miasteczko, które było areną walk w I wojnie światowej, jak też miejscem pobytu słynnego odkrywcy Ignacego Łukasiewicza. Miłośnicy historii XIX-wiecznej odwiedzą muzeum badacza destylacji ropy naftowej. Warto przypomnieć, że to właśnie w Gorlicach pierwszy raz w Polsce i na świecie zapalono uliczną lampę naftową. Było to w 1854 r., o czym informuje tabliczka pod kapliczką w kształcie cebulowatego klosza lampy naftowej. Gorlicki rynek jest przytulny. Mała fontanna, drzewa, ławki i lokalne knajpki, w których możemy wypić kilka łyków gorącej kawy.

Co ciekawe, handel w mieście zamiera już w godzinach popołudniowych. Będziemy w szoku, jeśli wybierzemy się w sobotę na zakupy do małych sklepików z ciuchami, butami lub biżuterią, bo okaże się, że wszystko jest pozamykane na cztery spusty. Po godz. 14 mieszkańcy po prostu zwijają interes i wypoczywają. Dla poszukiwaczy sklepowych mam dobrą informację – towarów jest sporo, a i ceny są nieco niższe niż w większych miastach. Na ulicach spotkamy grajków – pani, grająca na harfie, kilkanaście metrów dalej na rogu ulicy starszy pan, który nie fałszuje na harmonii. Niedawno wybudowano w Gorlicach pierwszą – wydawałoby się z prawdziwego zdarzenia – galerię handlową. Ku mojemu zaskoczeniu, jak to w tym miejscu, króluje minimalizm. Pięć sklepów, parking i łazienki. W Krakowie lub Warszawie dla kilku sklepów nikomu by się nawet nie chciało postawić budynku, ale nie w Gorlicach.

Miejsce, które zadziwiło filmowego Rzędziana

Zmierzam dalej w stronę okolic Jeziora Klimkowskiego. Po drodze warto odwiedzić Skansen Wsi Pogórzańskiej w Szymbarku. Poznać bliżej sprzęt rolniczy z XIX i XX w., wejść do chat, by zetknąć się z żywą historią mieszkańców regionu. Na wsi mieszka się już inaczej. Mało kto, mimo wszystko, prowadzi hodowlę krów, jeździ kombajnem, pracuje w polu. Życie na wsiach z biegiem lat się umiastowiło.

Z kolei nad Klimkówką rozpościerają się widoki na wspaniałe góry. Jest też powstały ze spiętrzenia wód Ropy zbiornik Klimkówka. To właśnie tam powstały fragmenty „Ogniem i mieczem” w reżyserii Jerzego Hofmanna. W pewnym momencie filmu w trakcie przeprawy przez jezioro, które w obrazie Hofmana udawało Dniepr, Rzędzian wypowiada takie oto słowa: „Takiej wody to ja jeszcze nie widziałem”. Zalew ciągnie się na ok. 5 km i jest doskonale widoczny z drogi, prowadzącej do Uścia Gorlickiego i Wysowej. Mimo sławy zyskanej za sprawą „Ogniem i mieczem” Jezioro Klimkowskie to kameralne miejsce – w tygodniu nie ma tłumów, można spokojnie zażyć kąpieli i cieszyć się słońcem. W przypadku nagłego ataku głodu po pokonaniu pięciu kilometrów samochodem możemy zjeść pysznego – choć, zaznaczam, dość drogiego – pstrąga w Barze u Eda. Lokalna restauracja mieści się w Łosiu. Po sytym posiłku turyści wybierają się na spacer, by spalić trochę kalorii. Droga kończy się nad zaporą, obok której możemy odpocząć przy kamieniołomie. Kto chce zażyć świeżego, leśnego powietrza i nieco bardziej się zmęczyć, może spod zapory wyruszyć niedługą ścieżką zdrowia pod samą Klimkówkę



zawartość zablokowana

Autor: Grzegorz Wszołek


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się