Zwiedzać Pragę? Nic śmiesznego!

​MAGICZNE ZAKĄTKI POLSKI \ Sekrety piękna jedynej dzielnicy Warszawy, która zachowała w dużym stopniu swój przedwojenny wygląd i charakter

numer 2403 - 13.08.2019Publicystyka

Kiedy zaanonsowałem panu redaktorowi swój zamysł, by w ramach cyklu „Magiczne zakątki Polski” napisać o mojej małej ojczyźnie, ukochanym kawałku Pragi – Grochowie i Kamionku – skrzywił się i przyjął koncept raczej sceptycznie. Ale skoro jednak mi zaufał, to postaram się dowieść, że warto Pragę zaliczyć do miejsc godnych poznania i zwiedzania.

Bowiem tylko nieudolnie udające warszawiaków słoiki mogą sądzić, że na Pradze nie ma nic ciekawego do oglądania poza Ząbkowską zasiedloną od kilku lat przez pseudoartystów adorowanych przez lemingi. W istocie zaś Praga należy do najciekawszych, a ośmielę się rzec – najpiękniejszych dzielnic Warszawy. Parę sekretów piękna tego miejsca postaram się teraz opisać.

Przede wszystkim – jest to faktycznie jedyna dzielnica naszej znękanej losami stolicy, która zachowała w ogromnym stopniu swój przedwojenny wygląd i charakter. W odróżnieniu od lewobrzeżnej Warszawy została przez Armię Czerwoną „wyzwolona” już w połowie września 1944 r., więc nie doznała tak przeraźliwych zniszczeń z rąk Niemców, jak reszta miasta po powstaniu. Mój tata, wówczas nastolatek, opowiadał mi o czasach owego „wyzwolenia” – sowiecki oficer zakwaterowany w ich mieszkaniu na odchodnym rąbnął im rower i zegarek, a mało przedtem znana uliczka pod patronatem apostołów słowiańszczyzny za cerkwią św. Marii Magdaleny, gdzie w budynkach skonfiskowanych prawosławnej metropolii umieściła się czerwona bezpieka, zyskała wkrótce ponurą sławę, wyrażaną przez warszawiaków w wisielczym dowcipie: „Cyryl jak Cyryl, ale te metody!”.

Twierdza polskiej wódki

Z tym zdobywaniem Pragi wiąże się piękna lokalna legenda, której nie chce mi się weryfikować historycznie, bo taka ładna… Otóż jednym z mocnych punktów oporu Niemców była praska gorzelnia, znana później jako Warszawska Wytwórnia Wódek „Koneser”. Rosjanie szturmowali zaciekle niemal forteczne mury zakładu i musieli go zdobywać aż trzykrotnie, bo po pierwszych dwóch podejściach zdobywcy nie wiedzieć jakim sposobem byli wyrzynani do nogi przez niby już pokonanych Niemców. Dopiero miejscowi uświadomili zdumionych sowieckich dowódców, że po zdobyciu gorzelni krasnoarmiejcy, odkrywszy zapasy spirytusu, momentalnie zalewali się na amen i, nie mogąc ruszyć ręką ani nogą, łatwo padali ofiarą niemieckiego kontrnatarcia.

Dziś w tych szacownych murach mieści się znamienite Muzeum Polskiej Wódki, które naprawdę warto odwiedzić, by zapoznać się z dziejami okowity (z łac. aquavitae, czyli żywa woda) w Polsce. Poznamy tam tradycyjny proces produkcji gorzałki w pięknym otoczeniu klasycznej XIX-wiecznej fabryki warszawskiej, która zachowała się w tak nienaruszonym stanie tylko u nas na Pradze. Na podwórcu gorzelni stoi jakże charakterystyczna niegdyś dla całej stolicy kapliczka z Matką Boską, po wojnie też już raczej relikt prawobrzeżnej części miasta, obecny prawie na każdym grochowskim podwórku.

Dzieciństwo z aromatem czekolady

Nie, nie objadałem się czekoladą w dzieciństwie, bo przypadło ono na okres zaraz po śmierci Stalina i ów specjał nie należał do zbyt rozpowszechnionych w siermiężnym i ubogim życiu za peerelu. A jednak wystarczyło, że nastał upał i wietrzny dzień, a cudny czekoladowy aromat unosił się nad wieloma praskimi podwórkami – to pod skomuszoną nazwą Zakładów im. 22 Lipca dawał znać o sobie Wedel, słynna fabryka czekolady istniejąca od połowy XIX w., która w 1931 r. przeniosła się już na stałe na praski Kamionek, gdzie przy uliczce Zamoyskiego wzniesiono istniejący i działający po dziś dzień kompleks potężnych budynków graniczących z kościołem parafialnym pw. Matki Boskiej Zwycięskiej



zawartość zablokowana

Autor: Jerzy Lubach


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się