Koncert na symbole i mity

​FINISZ WYSTAWY \ Muzyka w malarskich wizjach Jacka Malczewskiego

numer 2405 - 16.08.2019O sztuce

Kończąca się wystawa w warszawskim Muzeum Narodowym, zatytułowana „Na jednej strunie. Malczewski i Słowacki”, skupia się na interesującym wątku wpływu poezji Juliusza Słowackiego na malarstwo Malczewskiego. Mówią o tym obrazy i ich tytuły.

Warto zwrócić uwagę, że w całym szeregu zaprezentowanych na wystawie dzieł Malczewskiego znaczącą rolę grają różne instrumenty muzyczne. Wydaje się wręcz, że w swoich symbolicznych wizjach ten wybitny malarz muzykę uznawał za sztukę niezwykle ważną, wyrażającą uniwersalny porządek i harmonię świata.

Muzyczne metafory

Widoczne na prezentowanym na wystawie obrazie Malczewskiego pt. „Autoportret w zbroi” prymitywne, fantazyjne skrzypki, na których ma zamiar grać malarz, sprawiają wrażenie wystruganych z drewna przez wiejskiego muzykanta. Taki instrument w muzyce ludowej znany był pod nazwą „złóbcoki”. Podobne skrzypeczki mógł widywać młody Malczewski na wakacjach spędzanych w majątku Wielgie pod Radomiem, należącym do jego krewnych.

Malarz na wspomnianym obrazie widzi siebie jako uzbrojonego rycerza w służbie zakonu sztuki. Na dalekim planie widnieje postać grającej na antycznej lirze muzy. Wyraźnie eksponowane instrumenty muzyczne zdają się symbolizować posłannictwo sztuki, którą artysta traktuje bardzo emocjonalnie. Ale grać nawet na tych najprymitywniejszych potrafią i mogą tylko postacie mityczne, takie jak: muzy, fauny, harpie oraz prawdziwi artyści.

Malczewski widzi zatem sztukę jako najpoważniejszą, ale i najtrudniejszą drogę życia. Oglądając obrazy artysty i analizując muzyczne motywy, zauważa się, że malarz w tej samej symbolicznej rzeczywistości widzi postacie realne i mityczne, co również odnosi się do towarzyszących im instrumentów muzycznych. Te ostatnie raz są współczesne, raz antyczne, a najczęściej malowane z dużą dozą fantastyki.

Korespondencje i przemówienia

W Dziale Rękopisów „Ossolineum” we Wrocławiu przechowywane są różne pisma Jacka Malczewskiego, w tym listy i mowy rektorskie. Poznajemy w nich artystę o wrażliwym słuchu (choć według pamiętnikarzy epoki „nie był szczególnie muzykalny”) i otwartego na najrozmaitsze artystyczne wydarzenia. W swojej słynnej mowie rektorskiej w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w 1912 r. Malczewski wzywał: „Śpiewajmy Bogu, my, artyści – Magnificat – na widok dzieł stworzonych przez Boga na ziemi i we wszechświecie”.

Do swojej siostry Heleny pisał: „Powiem Ci, co na wsi się dzieje, jakie koncerty i muzyki natury przerywają uciekającą ciszę zimową. Muzyka ta stokroć piękniejsza, potężniejsza od naśladownictwa ludzi, którzy nigdy nie zdołają jej sportretować i wybadać do dna, do gruntu. Natura tak silnie na mnie działa i jakby rozpuszczam się w tym, co mnie otacza”



zawartość zablokowana

Autor: Jarosław Kossakowski


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się