Światowa siatkówka, czyli polska dominacja...

​SPORT \ Tajemnica sukcesów polskiego szczypiorniaka

numer 2407 - 19.08.2019Publicystyka

Wielu z nas zastanawia się, jak to jest, że polscy siatkarze dwa razy z rzędu zdobywają tytuł mistrza świata (jako jedyny sport zespołowy w historii Polski!), a nasze kluby piłkarskie odpadają z europejskich pucharów już w… sierpniu. Jak to możliwe? Czyżbyśmy mieli w naszym narodzie „siatkarski gen”, a nie mamy smykałki do futbolu?

Nie, to absurd. Przecież pamiętamy lata 70., gdy siatkarze zdobywali pierwszy w historii (ale nie ostatni) tytuł mistrza świata, a później tytuł mistrza olimpijskiego (pierwszy i ostatni, przynajmniej na razie…). To wówczas piłkarze byli mistrzami i wicemistrzami olimpijskimi, a na piłkarskich mundialach zdobywali pozycję trzecią, piątą i na początku lat 80. znowu trzecią! Zatem to nie tak, że Polacy nie rodzą się piłkarzami i w Polsce nie ma zdolnych młodych futbolistów. Pewien prezes zasłużonej dla polskiego sportu spółki skarbu państwa powiedział mi, że do niedawna uważał, że Polacy zupełnie nie nadają się do koszykówki. Odpowiedziałem mu, że przecież byliśmy w latach 60. wicemistrzami Europy, a także dwukrotnymi medalistami mistrzostw Europy. Piłkarze ręczni też w dziejach polskiego sportu nie byli od macochy, skoro mieliśmy brąz na igrzyskach olimpijskich w Montrealu. Skądinąd na tych igrzyskach, na których zdobyliśmy najwięcej złotych medali w historii, aż trzy polskie reprezentacje sportów drużynowych stanęły na podium: obok piłkarzy i piłkarzy ręcznych także siatkarze. A po kolejnych 30 latach nasz szczypiorniak (historyczne określenie piłki ręcznej wywodzące się z obozu dla internowanych legionistów w Szczypiornie pod Kaliszem, gdzie Polacy po raz pierwszy zagrali w „handbal”) zdobył trzy medale mistrzostw świata (srebro i dwa brązy) oraz czwarte miejsce na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro, o ćwierćfinałach na IO nie wspomnę.

Władze wspierają siatkówkę

Powstaje więc pytanie, dlaczego takie sukcesy odnosi dziś w Polsce właśnie siatkówka. Przy czym nie towarzyszą jej, inaczej jak w przypadku innych dyscyplin, okresy krótkich wzlotów przeplatane następnie długimi okresami upadku. Niech przemówi statystyka: na siedem ostatnich igrzysk olimpijskich, łącznie z tymi za rok w Japonii, nasza męska reprezentacja uzyskała awans z kwalifikacji aż sześć razy (ten ostatni sprzed tygodnia to piąty raz z rzędu!). Nie da się tego porównać z żadną inną dyscypliną. Nasi siatkarze jako jedyni w historii polskiego sportu obronili tytuł mistrzów świata (mistrzostwa w Polsce w 2014 r. oraz w Bułgarii i we Włoszech w 2018 r.). Jednocześnie warto podkreślić, że polska siatkówka to nie tylko mężczyźni. Sukcesy w tym sporcie odnosiły również kobiety. W tym roku zameldowały się w pierwszej szóstce na świecie wyłanianej w wyniku wielu turniejów, w którym bierze udział 16 najlepszych zespołów na globie. Wygrane z mistrzyniami olimpijskimi z Chin czy Brazylią, a także niedawno minimalnie przegrany turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Japonii, gdzie po ciężkiej walce uległy tylko aktualnym mistrzyniom świata – Serbii, stawia Polki w roli pretendentów do medali w zbliżających się szybkimi krokami mistrzostwach Europy w 2019 r. Odbędą się one po raz pierwszy w formule czterech państw gospodarzy. Dzięki sprawności organizacyjnej Polskiego Związku Piłki Siatkowej udało się zdobyć prawo do współorganizacji tego turnieju wraz z Węgrami, Słowacją i Turcją. Z bycia współgospodarzem mistrzostw kontynentu zrezygnowały Czechy, których federacja siatkarska nie uzyskała potrzebnych do przeprowadzenia imprezy gwarancji rządowych. Warszawa natychmiast wskoczyła na miejsce Pragi.

I w tym tkwi sedno sprawy



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się