Ballada o pick‑upie

​MOTOREPORTAŻ \ Nissan Navara 2,3 dCi 190 KM 4x4 double cab

numer 2442 - 26.09.2019Motoryzacja

Pamiętają Państwo, jak zdobywano Dziki Zachód? Nie chodzi mi tu o uganiających się za sobą w licznych ­XIX-wiecznych znanych z westernów konfliktach kowbojów, Indian i armię USA. Chodzi mi o zwykłych ludzi. Ze wspomnianych westernów na pewno pamiętają Państwo konne wozy z wielkimi kołami, które musiały unieść nie tylko liczne rodziny szukających szczęścia na Zachodzie osadników, lecz także ich dobytek. Całe rodziny ciągnęły ze sobą meble, opał, broń, żywność i Bóg wie co jeszcze, gdyż chciały być przygotowane do ciężkiej zimy, gorącego lata czy na ataki agresywnych i wykazujących niebezpieczne zamiłowania do skalpowania czerwonoskórych. Konie musiały być silne, a wóz pojemny, wygodny i bardzo trwały. Taki środek lokomocji na długie dni żmudnej podróży na Zachód stawał się drugim domem Amerykanów.

Tradycja zobowiązuje

Tradycyjne zamiłowanie mieszkańców USA do tego typu uniwersalnych środków lokomocji sprawiło, że kilkadziesiąt lat później właśnie w USA w pierwszej połowie XX w. samochód osobowy i ciężarówka mogą się zespolić. Pierwsze pick‑upy, bo o nich mowa, były małymi ciężarówkami, chętnie kupowanymi przez farmerów czy posiadaczy małych zakładów rzemieślniczych. Musiały być osadzone na sztywnej ramie pozwalającej na przewożenie ciężkich płodów rolnych albo elementów domu, albo też małych warsztatów pracy swoich właścicieli, co również sprawiło, że musiały posiadać mocny i niezawodny silnik, który pozwalał to wszystko (oraz pasażerów kabiny) przewieźć w miarę szybko na dużą odległość. W miarę upływu czasu coraz bardziej popularny pick‑up przestał być tylko narzędziem pracy, a stał się luksusowym pojazdem, którego kabina już nie jest tylko szoferką, lecz także miejscem przyjemnego spędzania czasu przez kilka osób (w tej chwili w zależności od konfiguracji auta – od dwóch do sześciu), a tzw. paka może służyć do przewozu zarówno tak jak dawniej ciężkiego ładunku, jak i na przykład rowerów, kajaków czy innego sprzętu, który chcemy zabrać na turystyczny wypad w nieznane.

Ahoj, przygodo!

Ostatnio właśnie trafiła mi się taka gratka, bo miałem przyjemność testować pick‑upa – nissana navarę z wysokoprężnym silnikiem o pojemności 2,3 litra i mocy 190 koni mechanicznych. Wóz miał czteroosobową kabinę i pokaźną przestrzeń bagażową o ładowności przeszło jednej tony. Wyposażony był w automatyczną skrzynię biegów oraz elektronicznie dołączany napęd 4x4 z reduktorem umożliwiającym nawet bardzo wolną jazdę z wielką mocą.

Nasz nissan mógł też zupełnie spokojnie zastąpić klasyczną terenówkę, bo jego bardzo wysoki prześwit (223 mm), jak i kąt natarcia (304 mm) pozwalają pokonywać nawet największe pochyłości i przeszkody, a sztywny most i solidna rama chronią przed uszkodzeniem od dołu elementy silnika. W środku pasażerom nie brakuje niczego, od klimatyzacji i nawigacji, po bardzo wygodne z tyłu i z boku fotele. Ale to wszystko oczywiście teoretycznie.

Chciałem sprawdzić te wszystkie cuda w praktyce, więc podobnie jak przed 200 laty amerykańscy osadnicy, wsiadłem i ruszyłem na zachód. Może nie na taki do końca dziki, bo w lasy gostynińskie, ale z mojej warszawskiej perspektywy z pewności był to zachód.

Na początek wrażenia z asfaltowej drogi. Pierwszy moment po odpaleniu auta nie jest przyjemny – bardzo hałaśliwie, wręcz ciężarówkowo, zbiera się do pracy i potrzeba paru chwil (i wyższych biegów), aby praca silnika stała się kulturalna



zawartość zablokowana

Autor: Igor Szczęsnowicz


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się