fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Od 4 lat realizujemy wizję Polski zmieniającej się z każdym dniem

numer 2450 - 05.10.2019Wywiad

WYWIAD Z PIOTREM NAIMSKIM, sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, pełnomocnikiem rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej, posłem PiS, kandydatem do Sejmu RP, rozmawia JACEK LIZINIEWICZ

Wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego – wspieranie koniecznych inwestycji, takich jak nowe gazociągi, ropociągi, linie energetyczne, nowoczesne elektrownie węglowe, wiatrowe i atomowe czy tak potrzebne nowego typu magazyny energii – jest tak samo ważne jak modernizacja armii i budowa innowacyjnego przemysłu. Ja proszę wyborców o danie mi szansy ukończenia już realizowanych przeze mnie projektów – mówi nam Piotr Naimski.

Prezydent Francji Emmanuel Macron wezwał młodych, by demonstrowali w Polsce przeciwko zmianom klimatycznym. „Prawda jest taka, że wszystko blokuje Polska. […] Niech młodzi ludzie protestujący w Europie pojadą manifestować do Polski i pomogą mi przekonać tych, których ja nie mogę” – powiedział. Niepokoi Pana takie stwierdzenie?

Jest niepokojące, ponieważ idzie dalej niż słowa Jac­ques’a Chiraca, który twierdził, że powinniśmy milczeć. To jest, nie waham się tego powiedzieć, francuska arogancja i tupet. Ingerowanie w taki sposób w sprawy wewnętrzne innego państwa nie tylko wykracza poza polityczne obyczaje, ale jest po prostu niedopuszczalne. Wzywanie do „dziecięcej krucjaty” przeciwko Polsce to absurd. Jeżeli mimo to młodzi ludzie rzeczywiście przyjadą do naszego kraju, to będziemy z nimi rozmawiać, i myślę, że ich przekonamy. Wrócą do Francji i być może zażądają wyjaśnień od swojego prezydenta.

To wszystko dzieje się w momencie, gdy coraz bardziej inwestujemy w ekologiczne źródła energii i dokonujemy energetycznej transformacji.

Co do meritum sprawy, to Macron odniósł się do stanowiska przedstawionego przez premiera Mateusza Morawieckiego na ostatnim posiedzeniu Rady Europejskiej. Nastąpiła tam próba narzucenia wszystkim członkom Unii nieokreślonego w szczegółach rozwiązania mówiącego, że do 2050 r. osiągniemy w UE zeroemisyjność. Czyli, innymi słowy, ilość wydzielanego na skutek działalności człowieka dwutlenku węgla będzie przynajmniej równa temu, co będzie pochłaniane. Premier Morawiecki zaproponował, aby odłożyć decyzję do momentu, aż zostanie wyliczone, w jaki sposób ten ciężar zostanie rozłożony na poszczególne kraje europejskie. Dyskusja toczy się, przygotowywane są wyliczenia i badania. Oczywiście problem wróci, ale oczywiste jest, że sytuacja w krajach europejskich jest różna. Inaczej wygląda w państwach skandynawskich niż np. na Malcie. Wiadomo, że Polska zajmuje miejsce szczególne, ponieważ duża część naszej energii pochodzi z węgla. Nie my jedyni w Europie produkujemy prąd z tego surowca. Niemcy mają z niego prawie 40 proc. energii, tylko że posiadają złoża węgla brunatnego albo węgiel importują. Okazuje się jednak, że dla Macrona to my stajemy się chłopcem do bicia. Nie pozwolimy na to, by nas tak traktowano. To przejaw pewnego rodzaju dziedzictwa umysłowego panującego wśród niektórych elit europejskich. Wywodzi się ono stąd, że do niedawna można było dyktować Polsce, co ma robić. Narzucać warunki sprzeczne z polskimi interesami. Ten czas skończył się definitywnie w 2015 r.

Czy da się w ogóle uzyskać poziom zeroemisyjności? Węgiel można zastąpić gazem ziemnym, ale przecież i metan jest gazem cieplarnianym.

Na jednostkę wyprodukowanej energii gaz wydziela mniejszą ilość dwutlenku węgla niż spalany węgiel, ale w dalszym ciągu stanowi źródło emisji gazów cieplarnianych. Należy do nich sam metan. Jeśli ktoś chce walczyć ze zmianami klimatycznymi poprzez obniżkę emisji CO2, to gaz też jest dla niego przeszkodą. My w Polsce w naszej strategii energetycznej założyliśmy, że musimy uzyskać równowagę pomiędzy sposobami produkcji energii, które wydzielają dwutlenek węgla, i tymi, które są nieemisyjne. Elektrownie węglowe zrównoważymy odnawialnymi źródłami energii. Według przyjętych założeń do roku 2040 zmniejszymy poziom emisji CO2 do normy przyjętej przez regulacje europejskie. Stanowi to podstawę naszego planu. Osiągnięcie zeroemisyjności to kolejny krok narzucany przez orędowników wyrugowania węgla z Unii. To są środowiska i lobby polityczne kierujące się interesem wąskiego sektora gospodarki. Realizują interes tych, którzy rozwinęli produkcję części składowych do konstrukcji wiatraków i paneli fotowoltaicznych, a więc przeznaczyli bardzo duże pieniądze i teraz oczekują szybkiego zwrotu zainwestowanego kapitału. Energia z węgla stwarza konkurencję, którą próbuje się wyeliminować za pomocą ideologii klimatycznej i idących za nią ograniczeń prawnych. Jednocześnie widać, że Unia traci konkurencyjność w stosunku do reszty świata. Gałęzie przemysłu wiążące się z emisją CO2 stają się nieopłacalne i zaczynają przenosić się w inne rejony świata. W skali globalnej dochodzi jedynie do przesunięcia emisji CO2 poza UE.

Część naukowców twierdzi, że ambitna polityka klimatyczna UE doprowadzi do wzrostu emisji globalnej. Co to oznacza dokładnie dla Polski?

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska przygotowuje stosowne analizy. Powstaje opracowanie na temat kosztów wprowadzenia nakazu zeroemisyjności dla polskiej gospodarki od roku 2050. To kwoty rzędu setek miliardów euro. Jeżeli ktokolwiek wyobraża sobie, że zgodzimy się na to i obciążymy tym polskich obywateli, to grubo się myli.

Zmieńmy temat. Do 2022 r. mamy czas, aby przygotować infrastrukturę, która ostatecznie uniezależni nas od rosyjskich źródeł energii. Damy radę wszystko przygotować? Zdążymy?

Zdążymy. Mówię to jako osoba odpowiedzialna za realizację tych projektów. Do 1 października 2022 r., czyli do rozpoczęcia roku gazowego 2022–2023, będziemy mieli gotowy gazociąg Baltic Pipe, to znaczy połączenie z Norwegią przez Danię i pod Bałtykiem oraz cały system przesyłowy na terenie kraju, jak również będziemy mieli rozbudowany o 50 proc. gazociąg w Świnoujściu. Uzyskamy zdolność sprowadzania do Polski takiej ilości gazu, jaka jest potrzebna naszej gospodarce. Nadzorowana przeze mnie od czterech lat spółka Gaz-System z powodzeniem prowadzi strategiczne inwestycje. Plan na kolejne cztery lata przewiduje nakłady w wysokości ok. 14 mld zł. Zapowiedzi i projekty ogłoszone na początku 2016 r. zostały w pełni zrealizowane. Jesteśmy wiarygodni i konsekwentni. Kolejna kadencja pozwoli potwierdzić słuszność wytyczonej przez rząd Prawa i Sprawiedliwości drogi do energetycznej wolności. Mam zaszczyt być realizatorem tej strategii. Po zakończeniu wymienionych inwestycji nie będziemy w żadnej mierze uzależnieni od rosyjskiego Gazpromu, który dzisiaj ciągle jest monopolistycznym dostawcą gazu do Polski. Rządy koalicji antylustracyjnej Hanny Suchockiej w latach 1992

–1993, rządy SLD-PSL Leszka Millera w latach 2001–2004, a także rządy PO-PSL Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka w latach 2007–2015 aktywnie utrwalały zależność Polski od Rosji. Ta polityka niemożności i – powiedzmy wprost – poddaństwa została odrzucona przez Prawo i Sprawiedliwość. Kontrakt z Rosjanami wygasa z końcem 2022 r. i nie mamy zamiaru go przedłużać.

Rosjanie z pewnością łatwo się z tym nie pogodzą. Czy próbują wpływać na opinię publiczną albo proponują nam zakulisowo jakieś rozwiązania?

Od czasu do czasu odzywają się media rosyjskie, które albo powątpiewają w realność naszych planów, albo wprost je krytykują



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się