Rosjanie czy Moskale?

​MYŚLI O ROSJI \ Dlaczego Władimir Bukowski wzdrygał się na dźwięk słowa „Rossijanin”

numer 2477 - 08.11.2019Publicystyka

Trzeba zacząć od małego ekskursu historycznego – słowa „Rosja”, „Rosjanie” pojawiły się stosunkowo niedawno, wprowadzone przez Piotra I na początku XVIII w., przedtem przez całe stulecia mówiono u nas o Moskwicinach, czyli mieszkańcach Moskowii, bo tak zwano Księstwo Moskiewskie. Gdy z peryferyjnego księstewka przekształciło się w wielkie księstwo, a później imperium, nazwa „Moskwicin”, a częściej „Moskal” nabrała złowrogiego wymiaru, stając się z czasem określeniem pejoratywnym, oznaczającym śmiertelnego i potężnego wroga Rzeczypospolitej, a w końcu jej grabarza.

Gdy więc Adam Mickiewicz pisał „Do przyjaciół Moskali”, brzmiało to podówczas prowokacyjnie, a późniejsze ugrzęźnięcie wieszcza w faktycznie prorosyjskiej towiańszczyźnie wywołało ostrą reakcję, najwyrazistszą w wierszu Rajnolda Suchodolskiego „Polonez Kościuszki” z najsłynniejszym fragmentem:

 

„Kto powiedział, że Moskale

Są to bracia nas Lechitów,

Temu pierwszy w łeb wypalę

Przed kościołem Karmelitów…”.

Sztuczny termin epoki Jelcyna

Co najmniej więc od czasów powstania listopadowego słowo „Moskal” nabrało w polszczyźnie wydźwięku pogardliwie wrogiego i tak trwało aż do zamontowania przez Sowietów komuny w Polsce, gdy peerelowska cenzura całkowicie wytępiła to określenie jako wzorzec polsko-rosyjskiej przyjaźni, wciskając łzawą bajeczkę o rzekomych serdecznych więziach Mickiewicza z Puszkinem. Zresztą słowo „Ruski”, którym samookreśla się mieszkaniec Rosji, nabrało równie pogardliwego brzmienia. Wyraziło się to w setkach kawałów w PRL, w których występowali „Polak, Niemiec i Rusek”, a ten ostatni zawsze wychodził na chama i głupka.

Za czasów prezydentury Borysa Jelcyna rozpoczęto przywracanie, a tak naprawdę wprowadzanie do dyskursu publicznego określenia „Rossijanin”, mającego oznaczać już nie etnicznie „Ruskich”, ale wszystkich obywateli nowej Rosji, łącznie z kaukaskimi Dagestańczykami i pobratymcami Mongołów – Buriatami. Ta sztuczna terminologia – nigdy bowiem nie spotkałem człowieka, który sam by się nazywał „Rossijaninem” – utrzymana została za reżimu Władimira Putina, choć prosty moskiewski lud nazywa tamtejszych niby-współobywateli mianem „czarnodupców”, ukazując tym prawdziwy wymiar słynnej rosyjskiej miłości do innych narodów.

Hercen i Bukowski to też Ruski?

I tu się pojawia dla Polaka problem, jak nazywać tych naprawdę szlachetnych przedstawicieli tego narodu – poddanych ostracyzmowi za wsparcie polskich powstań Aleksandra Hercena, siódemkę wspaniałych, którzy w 1968 r. wyszli na plac Czerwony, protestując przeciw sowieckiej „bratniej pomocy”, czyli napaści na Czechosłowację, więźniów psychuszek, członków moskiewskiego wszak Memoriału dokumentujących zbrodnie komunistyczne, w tym katyńską? Oczywiście słowo „Moskal” nijak się do nich nie odnosi.

Te refleksje naszły mnie po śmierci Wołodi Bukowskiego, którego miałem zaszczyt poznać w 1989 r., gdy przyjechał do Polski ogarniętej euforią po „zwycięstwie” i „końcu komunizmu” 4 czerwca. Zaskoczył on wtedy wielu z nas przenikliwością, trzeźwo oceniając rzekome epokowe przemiany jako zmowę partyjnej nomenklatury z polskimi mieńszewikami, jak określił przyszłych twórców udecji. Bukowski był Rosjaninem do szpiku kości, kochał swój kraj i swój naród, nawet próbował się włączyć w jego przemianę, usiłując wystartować w wyborach prezydenckich w 2007 r., co mu na wszelki wypadek uniemożliwiono. Jednak stanowił on wyjątek podobnie jak niegdyś Hercen, gdyż ta miłość bynajmniej go nie zaślepiała wobec sprawiedliwych dążeń innych narodów. Do Polski miał szczególny sentyment, gdyż stąd wywodzili się jego szlacheccy przodkowie i może odziedziczył ów „gen buntowszczika”.

Rosjanin Polaka nie zrozumie

Większość Rosjan nie ma wcale do Polski wrogiego stosunku mimo wściekłej nagonki Putinowskiej TV, ale też w ogóle naszej mentalności nie rozumie. Wynika to zarówno z nieznajomości prawdziwej, a nie po sowiecku nadal ocenzurowanej historii, jak i przekonania o jakiejś ogólnoludzkiej humanistycznej „drużbie”, której Polacy mają być koniecznym elementem, ale na modłę rosyjską



zawartość zablokowana

Autor: Jerzy Lubach


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się