Wojna na miny, wojna na gesty

​POLITYKA \ Serialowa opozycja – gdzieś pomiędzy „Wojną domową” a „Alternatywy 4”

numer 2480 - 12.11.2019Publicystyka

Zastanawiam się, czy coś pokazuje kondycję opozycji lepiej niż piątkowa konferencja prasowa liderów ugrupowań, które w ramach bloku senackiego weszły do izby wyższej parlamentu. Grzegorz Schetyna przedstawił kandydaturę Tomasza Grodzkiego na marszałka Senatu, Włodzimierz Czarzasty zgłosił zaś Gabrielę Morawską-Stanecką na jego zastępczynię. Władysław Kosiniak-Kamysz nie podał żadnego nazwiska, zapowiadając jedynie, że ludowcy przedstawią do wtorku swoją propozycję. Gdy jednak Kosiniak-Kamysz mówił swoje, za jego plecami rozpoczął się dziwny pojedynek na miny.

Czarzasty i Schetyna zachowywali się, jakby zapomnieli na chwilę o obecności kamer, trudno jednak w to uwierzyć. Panowie śmiali się za plecami kolegi i robili głupie miny, które jako żywo przypominały scenę z ostatniego odcinka serialu Stanisława Barei „Alternatywy 4”, gdzie podobne cyrki doktor Kołek robi za plecami przemawiającego do mieszkańców Stanisława Anioła. A skoro obaj liderzy poważnych sił parlamentarnych mieli świadomość, że patrzą na nich dziennikarze, kamerzyści i widzowie wszystkich stacji informacyjnych, nie patrzy natomiast lider Polskiego Stronnictwa Ludowego, należy potraktować ten happening jako coś w rodzaju politycznej deklaracji. Kosiniak-Kamysz bardzo bowiem, zwłaszcza w oczach swoich najbliższych współpracowników, urósł, uwierzył w swoje szanse na liderowanie całej opozycji (która już niekoniecznie byłaby w takiej sytuacji „totalnym” anty-PiS) i wygraną lub chociaż w równe szanse w prezydenckim pojedynku z Andrzejem Dudą. Opowiada więc teraz o Senacie z typowym dla siebie przejęciem, dwóch starych wyjadaczy zaś przewraca oczami, uśmiecha się niczym Juncker na widok flaszki, słowem, robi sobie z Kosiniaka żarty.

Aktywa ludowców mocne i niezgrane

Być może lider ludowców faktycznie zbytnio uwierzył we własną siłę, ale ma ku temu największe podstawy spośród liderów partii opozycyjnych. Tylko w PSL nie ma bowiem żadnej dyskusji nad tym, kto miałby zostać kandydatem na prezydenta z ramienia tej partii, wybór jest dla wszystkich działaczy oczywisty, uprawomocniony dobrym wynikiem wyborczym i skutecznością wymyślonej przez Kosiniaka-Kamysza strategii w pozyskaniu nowych wyborców. I choć PSL miałoby w swoich szeregach jeszcze kilku polityków, którzy mogliby równie dobrze startować w wyścigu prezydenckim (mam tu na myśli trochę nieobecnego dziś, lecz i dzięki temu niezgranego Adama Jarubasa, lecz przede wszystkim Władysława Teofila Bartoszewskiego, który może okazać się wielkim politycznym odkryciem Kosiniaka-Kamysza i jedną z ważniejszych postaci nadchodzącej kadencji), o innych nazwiskach nikt nawet nie zdążył wspomnieć.

Tymczasem Platformę czeka dopiero procedura wyłonienia kandydata, którą wcześniej Tusk zablokował, zwodząc uparcie swoich sympatyków, dziś zaś wymusza ją własną rejteradą. Teoretycznie mamy więc faworyta w postaci marszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, ale kilka osób przejawia swoje własne ambicje, na giełdę nazwisk trafiają nawet tak absurdalne propozycje, jak Radosław Sikorski. Lewica zaś będzie musiała dokonać wyboru między Adrianem Zandbergiem, Robertem Biedroniem i… ambicjami działaczy starego SLD, którzy niekoniecznie muszą łatwo pogodzić się z faktem, że góra partyjna nie bierze nawet pod uwagę wyłonienia kandydata z tego środowiska, wahając się tylko między politykami nowych stronnictw satelickich. I nie zmieni tego nawet coraz bardziej pewne zjednoczenie SLD i Wiosny. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że news, który pojawił się trochę ponad tydzień temu o namaszczeniu Zandberga przez Czarzastego na wspólnego kandydata Lewicy, nie miał właściwie ciągu dalszego, w tym samym czasie zaś Robert Biedroń zachowuje się tak, jakby jego kampania już się zaczęła



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Karnkowski


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama