Oszczędzanie to poszukiwanie

numer 2480 - 12.11.2019NBP

Oszczędnością i pracą ludzie się bogacą. To znane przysłowie przez lata nie było w Polsce traktowane poważnie, głównie ze względów systemo-wych. Pół wieku gospodarki socjalistycznej udowodniło, że gromadzenie pieniędzy może powodować jedynie frustrację, bo nie było czego kupić. Towary były dostępne, ale za waluty wymienialne w specjalnych sklepach, czyli Peweksie lub Baltonie. To sprawiało, że ich wartość była niebo-tyczna w relacji do zarobków uzyskiwanych przez ludzi pracujących w kraju, a nie na zagranicznych kontraktach. Jednocześnie zbytnia pracowitość i zmysł do interesów ściągały problemy w postaci zainteresowania urzędu podatkowego i nałożenia tzw. domiaru, mogącego sięgać nawet 90 proc. ujawnionego majątku. Dziś mamy już inne realia gospodarcze, w których premiowana jest zaradność i umiejętność znajdowania tańszych rozwiązań. Warto jednak pamiętać o powiedzeniu Miltona Friedmana, znanego ekonomisty, laureata nagrody Nobla za prace dotyczące teorii monetarnej. Milton Friedman twierdził wielokrotnie, że „nie ma darmowych obiadów”, co oznacza, że w gospodarce rynkowej nie ma niczego za darmo. Jeśli nie płacimy pieniędzmi, zrobimy to w inny sposób. Oszczędzanie może przejawiać się w rozsądnych zakupach, wykorzystaniu tańszych dostawców usług, z których korzystamy codziennie. Potwierdza to raport o zwyczajach zakupowych Polaków. Z tegorocznego raportu „Zwyczaje finansowe Polaków”, opublikowanego przez BIG InfoMonitor, wynika, że lubimy szukać małych oszczędności i cenimy obniżki. Ponad połowa rodaków kupuje głównie towary w promocji, dwóch na pięciu nie zaparkuje na miejscu, za które trzeba zapłacić, wielu nie kupi niczego przez internet, gdy dostawa jest płatna. Jak wynika z badania zrealizowanego dla BIG InfoMonitor przez Quality Watch, ok. 53 proc. Polaków przyznaje, że kupuje głównie na promocjach. Miłośnicy okazji i obniżek cen mają większość niemal w każdej grupie wiekowej i w każdym regionie kraju. Polki lubią to zdecydowanie bardziej, bo aż w 59 proc. Najczęściej do szukania okazji przyznawano się na Podkarpaciu (57 proc.) i Śląsku (56 proc.) Wszystko to ma związek z niedostatecznymi, zdaniem Polaków, zarobkami. Według ostatnich badań CBOS co dziesiąty rodak jest niezadowolony ze swoich perspektyw finansowych na najbliższy czas. Taka sytuacja wpływa na codzienne zachowania, kształtuje nawyki zakupowe i zachowania związane z wydawaniem pieniędzy. Co ciekawe, wśród popularnych sposobów na ograniczenie wydatków na trzecim miejscu znalazło się unikanie dawania napiwków. Nie wręcza ich wcale 33 proc. badanych, w tym aż co druga osoba w wieku 18–24 lat i 45 proc. emerytów. Według danych opublikowanych na po-czątku października przez portal spotdata.pl około 17 proc. Polaków nie ma oszczędności, które pozwoliłyby utrzymać się z nich przez tydzień. Następne 19 proc. nie przeżyłoby ze swoich oszczędności nawet miesiąca. Około 22 proc. uważa, że zaoszczędzone pieniądze nie starczyłyby im nawet na kwartał. Polacy starają się oszczędzić nawet tam, gdzie już z założenia oszczędzają, czyli na zakupach zrobionych przez internet. Wirtualne sklepy powinny wziąć pod uwagę, że co szósty rodak szuka opcji, w której nie musi płacić za przesyłkę, i stara się szukać do skutku. Wśród 16 proc. zwolenników takiego cięcia kosztów są zarówno kobiety, jak i mężczyźni, najczęściej między 35. a 44. rokiem życia. Na darmową dostawę internetowych zaku-pów najrzadziej zwracają uwagę osoby między 18. a 24. rokiem życia. Z badania zrealizowanego dla BIG InfoMonitor wynika też, że niewielką, ale jednak zauważalną grupę zwolenników (12 proc.) mają nietypowe oszczędności dokonywane podczas tzw. happy hours (szczęśliwe godziny) w lokalach gastronomicznych. W określonych godzinach w kawiarniach czy restauracjach obowiązują niższe ceny na określone potrawy i napoje. Na takie okazje częściej zwracają uwagę kobiety oraz osoby do 34. roku życia. W opinii ekspertów BIG InfoMonitor następstwa zachowań finansowych Polaków mogą być uzależnione od wielu czynników. Wśród nich na pew-no znajdują się problemy finansowe związane z popełnionymi wcześniej błędami czy też nieprzemyślanymi decyzjami. Jak wynika z danych zgro-madzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor, prawie 9 proc. populacji dorosłych Polaków, czyli co jedenasty rodak, ma jakieś zobowiąza-nia, których nie jest w stanie spłacać w terminie. Są to m.in. czynsz, rachunek za telefon i internet, telewizję kablową, alimenty, koszty sądowe, kara za jazdę bez ważnego biletu, raty za zakupiony sprzęt RTV lub AGD czy też raty pożyczek i kredytów, głównie konsumpcyjnych.



Domowe rachunki pod lupą


Jak wynika z opublikowanego we wrześniu raportu GUS na temat budżetów gospodarstw domowych, Polaków coraz częściej stać na oszczędzanie. W roku 2018 nastąpiła poprawa sytuacji materialnej gospodarstw domowych w Polsce, chociaż w mniejszym stopniu niż przed rokiem. Swoją sytuację materialną jako dobrą lub raczej dobrą oceniało 44 proc. badanych. Impulsem do rozpoczęcia oszczędzania może się stać baczniejsze przeanalizowanie domowych rachunków i znalezienie oszczędności dzięki zmianie nawyków i przemyślanym planom zakupów. Telefon komórkowy to dziś podstawowe urządzenie, z którym, jak niegdyś z zegarkiem, niemal się nie rozstajemy. Operatorzy oferują coraz tańsze abonamenty, dzięki którym, jeśli już posiadamy aparat, miesięczny koszt używania telefonu, i to bez żadnych ograniczeń, spadł do ok. 20 zł. Nie chcąc podejmować stałych zobowiązań finansowych, można też skorzystać z ofert bez abonamentu, gdzie usługa dostępna jest po uprzednim zasi-leniu konta kwotą przynajmniej 5 zł. Nie musimy wówczas ponosić stałych opłat, a numer będzie aktywny przez rok, umożliwiając nam odbieranie połączeń. Decydując się na wybór jednej ze wspomnianych form, warto jednak dokładniej przeliczyć koszty. Może się okazać, że np. oferta, w której płacimy tylko 1 zł za cały dzień korzystania z usług, okaże się droższa niż abonament za 20 zł. Warunkiem skorzystania z usług za 1 zł jest bowiem comiesięczne doładowanie konta kwotą 30 zł, zaś niewykorzystane środki znikają z niego po miesiącu. Do tego dochodzi niewymierny finansowo kłopot z doładowaniem karty np. w niedzielny wieczór, gdy sklepy i kioski są zamknięte. Jeśli wtedy koniecznie musimy się z kimś skontaktować, aby odwołać spotkanie zaplanowane na poniedziałkowy poranek, będzie to niemożliwe. Natchmiastowo możemy wprawdzie doła-dować kartę poprzez bankowość internetową, ale nie każdy ma do niej stały dostęp. Przy okazji warto zauważyć, że rosnąca popularność smartfo-nów, umożliwiających połączenie z internetem, doprowadziła do sytuacji, w której kosztowne dla posiadacza telefonu na kartę będzie poszukiwa-nie wiadomości w sieci lub odczytywanie mejli. Operatorzy stosują bowiem takie opłaty za przesył danych, że bardziej opłaca się wykupić abo-nament za 20 zł uwzględniający transfer do 5 gigabajtów, niż płacić po 19 gr za 1024 kilobajty.

Transport publiczny lub prywatny


Jednym z efektywniejszych sposobów na zmniejszenie codziennych kosztów życia jest zamiana środka transportu z prywatnego na publiczny. Re-zygnacja z własnego samochodu to niewątpliwie zmniejszenie wydatków na ubezpieczenie, paliwo i naprawy. O ile paliwo i naprawy są pochodną częstotliwości użytkowania, to już ubezpieczenie jest kosztem stałym. Musimy je ponosić niezależnie od tego, czy samochodem jeździmy, czy nie, oraz jak dalekie są to podróże. Dlatego chcąc posiadać własne auto, warto przede wszystkim poszukać najtańszych ofert obowiązkowego ubezpie-czenia od odpowiedzialności cywilnej. Jak wynika z porównań cen dostępnych na rozmaitych portalach internetowych, koszt polisy w zależności od towarzystwa ubezpieczeniowego może się różnić nawet o połowę. Jeśli posiadamy stary, średniolitrażowy samochód średniej klasy, to tylko na jego ubezpieczenie, przy uwzględnieniu maksymalnych zniżek, musimy wydać rocznie ok. 1000 zł. Pokonując miesięcznie 400 km, czyli tyle, na ile pozwoli jeden zbiornik paliwa (40 litrów za 200 zł), zwiększamy roczne wydatki o kolejne 2,4 tys. zł. A to jeszcze nie wszystkie koszty związane z eksploatacją, bo przecież raz na rok trzeba przynajmniej wymienić olej w silniku. Łączne roczne koszty wyniosą zatem ok. 3,5 tys. zł. Warto w tym momencie pokusić się o przeliczenie, ile kosztowałoby poruszanie się w razie konieczności taksówkami lub coraz powszechniej oferowa-nymi samochodami na wynajem minutowy. Zakładając, że jeden kurs będzie kosztować 50 zł, możemy sobie pozwolić na 70 przejazdów taksówką w skali roku, czyli prawie sześć kursów miesięcznie. Nasze możliwości stosowania takich technik oszczędzania zależą jednak w dużym stopniu od tego, gdzie mieszkamy i jak często musimy gdzieś dojechać czymś innym niż autobus lub tramwaj. Jeśli bowiem mamy dom poza większym mia-stem, dobrego wyboru być nie może. Na peryferiach komunikacja publiczna raczej nie jest tak sprawna, jak tego oczekujemy. Zamówienie tak-sówki z dojazdem na przedmieścia też raczej może być trudne np. wieczorami lub w niedziele i święta.

Ostrożnie z prądem


Z wykonanej wiosną 2019 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów ankiety TNS Polska wynika, że nasze miesięczne rachunki za prąd wynoszą średnio 176 zł. Kilka prostych działań wystarczy, aby opłaty te obniżyć lub przynajmniej nie narażać się na ich wzrost w przyszłości. Działania zmierzające do zmniejszenia ogólnego zużycia energii w mieszkaniu warto zacząć od lodówki. To urządzenie pobiera prąd bez przerwy, całą dobę. Dla efektywnej pracy lodówki istotne jest już samo jej usytuowanie. Urządzenie powinno mieć dobrą wentylację i nie stać blisko źró-deł ciepła, np. grzejników czy kuchenki. Na pracę lodówki źle wpływa wkładanie do niej gorących produktów. Lepiej poczekać, aż wystygną. W przeciwnym razie zużyje ona do trzech razy więcej prądu na ich schłodzenie. Warto ją także często rozmrażać, a jeśli nie mamy na to czasu i chęci, zainwestować w model z funkcją automatycznego usuwania szronu (systemem NoFrost). Sprzęt, w którym na ściankach narosło dużo szronu czy nawet lodu, może zużywać do 10 proc. więcej energii. Od kilku lat do każdej sprzedawanej lodówki dołączona jest informacja o zużyciu energii. Dość dużo prądu zużywa czajnik elektryczny, dlatego korzystając z niego, warto przede wszystkim gotować tyle wody, ile potrzebujemy w danej chwili. Lepiej, aby czajnik był mocny i szybko zapewnił wrzątek. Jeśli będziemy czekać dłużej, jest ryzyko, że odejdziemy od niego i zapomnimy o zalaniu napoju. Gdy sobie przypomnimy, włączymy go ponownie, znów zużywając prąd. Nie jest to regułą, ale zapominalskim pomóc może zakup czajnika z sygnalizatorem końca gotowania. Zmorą wszelkich urządzeń gotujących wodę, od parowozów aż po elektronicznie sterowane czajniki, jest osadzanie się kamienia. Ten twardy osad wpływa na większe zużycie prądu, zatem warto regularnie czyścić czajnik przy użyciu niedrogiego odkamieniacza. Na bardzo nowoczesnych elektrycznych płytach indukcyjnych gotowanie przebiega nawet o 40 proc. szybciej niż na kuchence gazowej. Wybiera-jąc piekarnik i płytę, można kierować się nie tylko podawaną przez producenta sprawnością energetyczną, lecz także dodatkowymi funkcjami sprzyjającymi oszczędzaniu. Są to np. specjalne pola grzewcze do pieczenia w brytfannach, poszerzane pola do stosowania dużych naczyń lub sys-temy podtrzymania ciepła.

Więcej światła, mniej wydatków


Najpopularniejszym pomysłem na oszczędzanie prądu było redukowanie oświetlenia. Dziś, gdy mocne lampy w technologii LED zużywają kilka-krotnie mniej energii niż dawne żarówki, problem nie wydaje się już tak palący. Warto jednak jak najefektywniej wykorzystać naturalne światło. Jest nie tylko zdrowsze dla oczu, lecz także bezpłatne. Aby wykorzystać je możliwie najefektywniej, trzeba przede wszystkim odsłonić okna. Niezwykle istotny z punktu widzenia domowego bilansu jest także odpowiedni wybór źródeł światła. Nie zawsze dla obniżenia kosztów trzeba kupować najbardziej energooszczędne nowoczesne LED-y za dziesiątki złotych. Tania żarówka kupiona za 2 zł może służyć nam całe lata, szczególnie jeśli nie zapalamy jej na długie godziny. Sprawdzi się zatem tam, gdzie po-trzebne jest mocne światło, ale włączane rzadko i na krótko, czyli np. w piwnicach czy komórkach.

Lać wodę, czyli marnować pieniądze


W opłatach za mieszkanie znaczną część stanowią koszty dostawy ciepłej i zimnej wody oraz jej odprowadzenia do kanalizacji. Ceny są różne w zależności od miasta, ale można przyjąć, że przy zużyciu na poziomie 4 m3 miesięcznie wynoszą łącznie ok. 150 zł. Z tego względu warto szukać sposobów na oszczędzanie wody. Wiadomo, że mycie się w wannie oznacza znacznie większe zużycie od mycia pod prysznicem. Przeciętnie kąpiąc się w wannie, potrzebujemy ok. 100 litrów wody. Średnio na każde 10 litrów wody 7 litrów stanowi woda podgrzana, czyli ta droższa. Prosty ra-chunek wskazuje, że aby zużyć tyle samo wody, ile potrzebujemy do kąpieli, trzeba stać pod prysznicem 10 minut, co nie jest powszechnie spo-tykane. Przeważnie mycie pod prysznicem zajmuje połowę tego czasu, zatem oszczędność jest wyraźna. Autor bloga zaradnyfinansowo.pl pokusił się w ubiegłym roku o wyliczenie swoich kosztów kąpieli pod prysznicem i oszacował, że jedna kosztuje go ok. 1,12 zł. Jeśli zatem będzie kąpać się codziennie, to miesięczny koszt dbania o higienę pod prysznicem wyniesie około 34 zł. W przypadku używania wanny miesięczny koszt osza-cował na 71 zł, czyli prawie dwukrotnie drożej. Jak widać z tego przykładu, zmiana przyzwyczajeń kąpielowych może pozwolić na zaoszczędzenie kilkuset złotych rocznie. Kolejnym z prostych i łatwych do zastosowania rozwiązań jest użycie napowietrzacza wody na końcówkach kranów. To niedrogie urządzenie, w którym system otwo-rów jest tak skonstruowany, że wypływająca woda miesza się z powietrzem z zewnątrz. Jeszcze większe oszczędności można uzyskać, stosując ba-terię bezdotykową, czyli z fotokomórką, która sama włącza wodę, gdy podstawimy dłonie pod kran, a potem natychmiast ją wyłączy. Tego rodzaju baterie są z reguły wyposażone także w termostat, zapewniający wypływ wody o stałej temperaturze. To jednak jest już wydatek rzędu 300 zł, czyli sześciokrotnie większy niż zakup najtańszego modelu z klasycznym ręcznym sterowaniem mieszadłem.

Polaków stać już na oszczędzanie


Jak wynika z opublikowanego we wrześniu raportu GUS na temat budżetów gospodarstw domowych, Polaków coraz częściej stać na oszczędzanie. W roku 2018 nastąpiła poprawa sytuacji materialnej gospodarstw domowych w Polsce, chociaż w mniejszym stopniu niż przed rokiem. Gospodar-stwa domowe osiągały wyższe dochody, zaś ich wydatki pozostały na podobnym poziomie. W efekcie wzrosła nadwyżka dochodów nad wydatkami. Swoją sytuację materialną jako dobrą lub raczej dobrą oceniało 44 proc. badanych. Rok wcześniej ten odsetek wynosił 37,2 proc., w 2016 r. 33,5 proc. Na przestrzeni ostatnich lat znacznie wzrosła liczba pracujących Polaków. W 2015 r. było to 16,1 mln osób, w 2018 r. 400 tys. osób więcej, czyli 16,5 mln osób. Wzrosła także liczba pracowników najemnych zatrudnionych na czas nieokreślony – z 9,1 mln w 2015 r. do prawie 10 mln w 2018 r. Dzięki spadkowi bezrobocia przy jednoczesnym wzrośnie płac rośnie wskaźnik tzw. zamożności społeczeństwa. Wskaźnik ten ustalany na podstawie dochodu rozporządzalnego pokazuje, ile realnie Polacy mogą wydawać po odliczeniu wszelkich zobowiązań podatkowych. Z raportu GUS wynika, że tzw. mediana, czyli wartość środkowa, najczęściej spotykana, wynosiła w 2018 r. w przypadku przeciętnego miesięcznego docho-du rozporządzalnego na 1 osobę 1477 zł, natomiast mediana przeciętnych miesięcznych wydatków to 976 zł. Do dyspozycji pozostawało zatem 481 zł. Średnio w Polsce dochód rozporządzalny na osobę wynosił w 2018 r. 1693 zł. W ujęciu realnym, czyli po uwzględnieniu wzrostu cen, zwiększył się o 4,3 proc. w porównaniu do 2017 r. Jednocześnie zmniejszają się wydatki. W przeliczeniu na osobę wyniosły przeciętnie w ubiegłym roku 1187 zł, co oznacza, że w ujęciu realnym zmalały o 0,7 proc. To pierwszy taki przypadek od 2013 r. Wydatki na towary i usługi konsumpcyjne średnio wyniosły 1137 zł i były realnie niższe o 0,8 proc. wobec 2017 r. Z ustalonej przez GUS piramidy wydatków wynika, że aż 25 proc. pochłaniają żywność i napoje bezalkoholowe. Co ciekawe, mieszkańcy miast w porównaniu z mieszkańcami wsi przeciętnie miesięcznie w przeliczeniu na jedną osobę w gospodarstwach domowych spożywali przede wszyst-kim więcej serów i twarogów, jogurtów, owoców, soków owocowych, wód mineralnych i źródlanych, ale mniej pieczywa, mięsa, mleka, jaj, wa-rzyw oraz cukru. W ślad za tym rosły ich wydatki na żywność ogółem. Na drugiej pozycji, z udziałem prawie 18,3 proc., znalazły się wydatki na mieszkanie i rachunki za energię (łącznie). Trzecią pozycję z udziałem rzędu 10,5 proc. stanowią koszty transportu. Po około 5 proc. zabierają wydatki na wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domo-wego, zakup odzieży i obuwia, wydatki na zdrowie oraz na usługi restauracyjne i hotelowe. Większość rodaków uważa, że nie ma problemów z utrzymaniem się na co dzień, jednak nadal brakuje im pieniędzy na poważniejsze wydatki. Tego zdania jest 52,8 proc. badanych. Tylko 2,2 proc. ocenia, że na co dzień może sobie pozwolić na luksus kupowania tego, co chce. Co ciekawe, z danych GUS wynika jednocześnie, że możliwość oszczędzania części dochodów wykazało prawie 68 proc. gospodarstw domowych. W tej grupie 19,5 proc. odkładało regularnie, zaś 48,2 proc. nieregularnie. Nieco ponad 7 proc. gospodarstw domowych mogłoby odkładać część dochodów, ale tego nie robiło. Co czwarte gospodarstwo domowe nie odkładało, bo nie mogło nic odłożyć.

Przeczytaj pozostałe odcinki cyklu.





Autor: AMC













#DziękujeMyZaOdwagę
reklama