reklama


Ducha nie gasić

​POLITYKA \ PiS, lewica, wyborcy

numer 2486 - 19.11.2019Publicystyka

W 2010 r. mottem patriotycznych spotkań, pochodów i uroczystości, które – kiedy już jasne stawało się, że nie można liczyć ani na uczciwe śledztwo, ani godne upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej – stawały się protestami, były towarzyszące nam wszędzie słowa śp. Anny Walentynowicz: „Musimy się na nowo policzyć”. Policzyliśmy się wtedy, policzyliśmy się później. W 2015 r. z tego liczenia doliczyliśmy się prezydentury Andrzeja Dudy i rządu Beaty Szydło. W 2019 r. udało się prawicy dwukrotnie wygrać wybory. Wydaje się jednak, że znów trzeba się policzyć, a może nawet – określić.

Już przed wyborami pojawił się dość mocno udokumentowany rozmaitymi analizami i badaniami socjologicznymi pogląd, że elektorat Prawa i Sprawiedliwości AD 2019 składa się z dwóch grup, których priorytety nie zawsze są zbieżne.

Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości

Pierwsza z nich to klasyczny elektorat PiS, wyborcy konserwatywni, krytyczni wobec III RP, nastawieni propaństwowo i otwarci na większy udział instytucji państwa w polityce społecznej i gospodarce jako takiej. Rozczarowanie rządami Platformy Obywatelskiej spowodowało wzrost popularności takiego podejścia do polityki, również jako odwrotności liberalnego egoizmu i polityki rozwoju polaryzacyjno-dyfuzyjnego (a więc wspierania silniejszych, teoretycznie w nadziei, że pociągną za sobą słabszych, w praktyce zaś jest to przejaw braku zainteresowania ich losem), przełożonego w pewnym sensie na każdą dziedzinę życia.

Z kolei dobra koniunktura gospodarcza i odczuwalne przez wiele grup społecznych pozytywne następstwa PiS-owskiej „rewolucji godnościowej” przydały partii Jarosława Kaczyńskiego nowych zwolenników. Patrzących raczej życzliwie na konserwatywno-socjalny background tej partii, głosujący na nią jednak przede wszystkim jako na gwaranta dalszego, spokojnego rozwoju gospodarczego, a zarazem wzrostu dobrobytu rodzin czy pracowników. PiS w pewnym sensie miało więc zacząć pełnić funkcję, z której, osuwając się najpierw w nieskuteczność, później zaś w logikę opozycji totalnej i rozmaite ideologiczne szaleństwa, abdykowała po ucieczce Donalda Tuska, aferach taśmowych i wyborczej przegranej Platforma Obywatelska. Zaryzykować należy w tym miejscu twierdzenie, że z zaskakującego nawet dla zwolenników Prawa i Sprawiedliwości wielkiego sukcesu w wyborach do europarlamentu partia rządząca wyciągnęła wniosek, by w kampanii przed wyborami parlamentarnymi i planach na drugą kadencję skupić się na potrzebach tej drugiej grupy wyborców. Skład nowego rządu Mateusza Morawieckiego, podział kompetencji ministerialnych i pierwsze zapowiedzi, zawarte w wystąpieniu wygłoszonym przy okazji zaprzysiężenia nowych ministrów, wskazują na ten właśnie kierunek.

Credo rządu czy symboliczny gest wobec lewicy?

Celem nowego rządu ma być, jak się zdaje, przede wszystkim ugruntowanie i wzmocnienie pozytywnych tendencji gospodarczych, odczuwalnych w poprawie jakości życia przez przeciętnego Polaka. Być może upatrywać w tym należy również realistycznej oceny nowego, powyborczego pejzażu polskiej sceny politycznej. W swoim wystąpieniu Mateusz Morawiecki, co chyba nie zostało zbytnio zauważone, poza odwołaniem się do dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego, przywołał, wręcz nadał moc credo dla prac rządu, słowa Jędrzeja Moraczewskiego, socjalistycznego premiera II Rzeczypospolitej. I faktycznie, deklaracja brzmiąca: „Pragniemy poprawiać los milionów ludzi, prostować drogi dla Polaków i spełniać wolę narodu”, do PiS zdaje się pasować jak ulał



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Karnkowski


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama








#DziękujeMyZaOdwagę
reklama