reklama


Szczęście

#SakiewiczOpowiadaBajki

numer 2508 - 14.12.2019

Janek był przekonany o swoim pechu. Kiedy szedł ulicą, trafiał na jedyną leżącą na chodniku skórkę od banana. Oczywiście nieraz się na niej poślizgnął. Przejeżdżający obok samochód potrafił ochlapać go jako jedynego wodą, w czasie gdy na innych nie spadła nawet kropla. Ale jak pech, to pech. Ostatnio komuś wypadła z okna torebka z jajkami i wylądowała prosto na jego głowie. W szkole zawsze nauczyciel wołał go do tablicy, gdy przychodził nieprzygotowany. A przecież zdarzało się to naprawdę rzadko. Co jednak zrobić, gdy ktoś ma takiego pecha jak on. Piątek trzynastego przerażał go naprawdę. Nie dość, że sam ma pecha, to jeszcze nadchodził ten wyjątkowo pechowy dzień w roku. Już rankiem zaczęło się niedobrze. Ledwo się ubrał, a pękły mu spodnie w kroku. Zapinając piórnik, zorientował się, że atrament wylał się z pióra. Kiedy chciał wytrzeć przybory, oczywiście cały się tym atramentem upaprał. Co za pech. Ale dzień się zaczął i trzeba przez niego przejść. Najchętniej zostałby w domu i schował się pod kołdrę. Problem w tym, że nawet to przed pechem nie uchroni, a do szkoły przecież iść trzeba. No to poszedł.

Po drodze chciał wejść do sklepu i kupić sobie pączka. Pech pechem, ale nastrój będzie lepszy. Już szedł do lady, by zamówić swoją ulubioną słodkość, gdy zobaczył, że przy wejściu starsza pani sprzedaje kamienie… Tak, właśnie sprzedawała kamienie. Na stoliku, na którym rozłożyła swój towar, był napis: „Magiczne kamienie na szczęście”. Janek, o ile był przekonany o swoim pechu, o tyle w żadną magię nie wierzył, a już na pewno nie w to, że coś może mu przynieść szczęście. Zagadnął jednak staruszkę:

– Proszę pani, ja jestem największym pechowcem na świecie. Czy ten kamień chociaż raz przyniesie mi szczęście?

– Spróbuj, to zobaczysz – odpowiedziała, uśmiechając się tajemniczo.

Janek z pewnym wahaniem kupił jeden kamień. Przy wkładaniu go do plecaka zobaczył kątem oka, że coś dzieje się z ladą, przy której miał kupić pączki. Urwał się ogromny kawał tynku na suficie. Spadając, zasypał nie tylko pączki, lecz także wszystkich tam stojących.

– Miałem szczęście – pomyślał. – Przecież gdybym chciał kupić pączka, sam byłbym zasypany tynkiem.

Odruchowo zarzucił plecak na plecy i pobiegł do szkoły. Zbliżała się ósma i nie chciał się spóźnić. Kiedy wybiegał ze sklepu, usłyszał, że starsza pani coś do niego mówi. Nie miał jednak czasu, by zawrócić i znowu z nią rozmawiać. Wejdzie jeszcze raz do sklepu po lekcjach.

Wpadł do szkoły tuż przed dzwonkiem. Nie był niestety przygotowany do zajęć i liczył, że nie zostanie wezwany do tablicy. A jednak nauczyciel go wezwał. Coś grzebał w swoim notesie, przybliżając go do twarzy i oddalając. Najwyraźniej nie wziął okularów. Potem zadał mu pytanie



zawartość zablokowana

Autor: Tomasz Sakiewicz


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama








#DziękujeMyZaOdwagę
reklama