fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Nadwiślańscy epigoni Bakunina i Kropotkina

FELIETON \ Anarchiści kiedyś, anarchiści dziś

numer 2519 - 30.12.2019Publicystyka

Wszystko już było, zmieniają się tylko kostiumy historyczne i uwarunkowania. Obserwując trwające od czterech lat – a szczególnie intensywne w ostatnich tygodniach – próby anarchizacji życia publicznego w Polsce, sięgam po encyklopedię i szukam hasła „anarchizm”. Źródłem słowa jest grecki wyraz „anarkhos” oznaczający ni mniej, ni więcej... „bez zasad”. Pasuje jak ulał do sytuacji w Polsce, gdzie opozycja działa tak, jak działa.

Anarchizm to doktryna polityczna głosząca, że społeczeństwo nie potrzebuje rządu, praw, policji itd. Pokazywanie przez „totalsów”, że akceptują tylko „swoje” prawo, a nie prawo jako takie, jest właśnie przykładem anarchizowania państwa. Inna definicja anarchizmu sprowadza się zaś do stwierdzenia kojarzącego się z praktyką współczesnej opozycji nad Wisłą, Odrą, Wartą i Bugiem. Oto jest to „ruch społeczny sprzeciwiający się wszelkiej władzy publicznej” oraz „postulujący likwidację państwa i zastąpienie go ustrojem bezpaństwowym”.

Gra toczy się o państwo

Opozycja w Polsce jest wewnętrznie głęboko podzielona, to fakt. Ale czy europejski, a z czasem i światowy anarchizm nie był podzielony wiek temu czy sto parędziesiąt lat wstecz? Oczywiście, że był. Był przecież anarchizm indywidualistyczny, kojarzony najbardziej z Francuzem Pierre’em-Josephem Proudhonem. Potem ideologia anarchistyczna weszła na wyższe obroty – i stał się anarchizm kolektywistyczny, którego wyrazicielem był Rosjanin Michaił Bakunin. Skądinąd liczba Rosjan działających jako anarchiści przewyższała procentowy udział innych nacji.

Charakterystyczne, że Polacy, choć też obecni w XIX-wiecznych ruchach anarchistycznych, stanowili grupę niezbyt wielką. Nam chodziło o niepodległe państwo, a nie o brak państwa! Nasi rodacy półtora wieku temu i później wybierali różne „izmy”, także socjalizm, uznając, że może być on taranem do skruszenia okowów zaborców. Ale anarchizm, poza wyjątkami, z takim wolnościowym instrumentem się nie kojarzył. Choć przecież totalną wolność głosił...

Arystokrata Kropotkin, czyli anarchizm komunistyczny

Najwyższym piętrem historycznego anarchizmu był ten głoszony przez Rosjanina Piotra Kropotkina – anarchizm komunizujący czy komunistyczny. Sam Kropotkin jednak, arystokrata i absolwent prestiżowej rosyjskiej akademii wojennej, a potem pilnujący porządku na posterunku w Irkucku (służbowy pobyt na Syberii wykorzystywał głównie jednak do badań naukowych), w sercu pozostał jednak Wielkorusem: ku osłupieniu anarchistycznego świata w 1914 r. nie dość, że poparł I wojnę światową, to jeszcze wezwał do walki z Niemcami.

Polskim wątkiem w ciekawym życiorysie Kropotkina jest to, że przełom w jego myśleniu i zwrot w kierunku działalności antycarskiej i anarchistycznej nastąpił w 1866 r., gdy na własne oczy widział krwawe stłumienie powstania polskich zesłańców na Syberii. Nasi rodacy chcieli się przedostać do Chin – w trakcie tego buntu i eskapady, mogących być kanwą sensacyjnego filmu, zostali wymordowani przez sołdatów carskiej Rosji.

Z Kropotkinem pod koniec jego życia było jak z niektórymi komunistami w sowieckich republikach 60–70 lat później: poskrobiesz komucha, a okaże się, że w środku jest nacjonalista. Wrócił do ogarniętej rewolucją Rosji, nie przyjął kilku propozycji pracy na uniwersytetach na Zachodzie, po zwycięstwie Lenina nie wyjechał z kraju. Gdy zmarł niespełna cztery lata po rewolucji październikowej, partia komunistyczna ogłosiła amnestię dla przebywających w więzieniach anarchistów, a na pogrzebie tego arystokraty anarchisty było 100 tys



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się