Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Kolejny świadek w aferze kopertowej Grodzkiego

Dodano: 01/02/2020 - numer 2546 - 01.02.2020
Grodzkigate \ Moja matka powiedziała przed gabinetem Grodzkiego, że dała mu ostatnie oszczędności – 2 tys. zł w kopercie, a on nas tak traktuje – mówi pani Dorota, która wraz z matką czekała na spotkanie z doktorem Grodzkim 5 godzin. Kobiety chciały zaświadczenie i wyniki po operacji. Prokuratura Regionalna w Szczecinie bada 10 zdarzeń korupcyjnych ze szpitala Szczecin-Zdunowo, gdzie ordynatorem był prof. Tomasz Grodzki.
Matka pani Doroty – Teresa – w 2009 r. trafiła na oddział dr. Tomasza Grodzkiego. W związku z nowotworem wycięto jej płuco. W marcu zabieg wykonał dr Grodzki. Po dwóch miesiącach matka pani Doroty wciąż czuła się źle i razem ponownie pojechały do szpitala w Szczecinie-Zdunowie, by spotkać się z dr. Grodzkim. Jechały ponad 100 km.
– Czekałyśmy na wynik badań po usunięciu tego płuca – wspomina pani Dorota. – I wynik miał decydować o tym, czy dalsze leczenie będzie się opierało na podaniu chemii czy też zaleceniu naświetlania. No i tu chodziło dokładnie o to, żeby dr Grodzki sprawdził wyniki i wypisał zaświadczenie, że kieruje teraz mamę na badania – mówi pani Dorota.
Kobieta twierdzi, że przez pięć godzin czekały, aby dr Grodzki przyjął je w gabinecie. Grodzki chodził po korytarzu, ale nie miał czasu, żeby przyjąć chorą w swoim gabinecie.
– Matka się rozpłakała i powiedziała: „Ja mu dałam ostatnie oszczędności, dałam mu 2 tys. zł w kopercie, a on mnie dzisiaj tak traktuje?”. Zrobiło mi się bardzo przykro, żal i opanowała mnie złość. Nie zastanawiając się wiele, weszłam do gabinetu Grodzkiego bez pukania i powiedziałam: „Panie doktorze, chyba możemy teraz porozmawiać”. On powiedział, że nie, że mam wyjść, że dzisiaj tej sprawy nie załatwimy, że jakim prawem weszłam do gabinetu, on jest bardzo zajęty. Był bardzo nieprzyjemnym człowiekiem. Powiedziałam mu tylko wprost: „Panie doktorze, chyba wystarczająco pan dostał od mojej matki pieniędzy”. Dopiero wtedy przyjął moją mamę do swojego gabinetu – mówi pani Dorota.
Wystawienie zaświadczenia zajęło dr. Grodzkiemu kilka minut. Chora była już wtedy na emeryturze. Otrzymywała ok. 700 zł miesięcznie. Pieniądze, które włożyła do koperty, pochodziły ze sprzedaży miodu. Miała kilka pasiek koło swojego domu. Zmarła kilka miesięcy później.
To kolejny świadek, który zdecydował się mówić o korupcji w szpitalu w Szczecinie-Zdunowie. Prokurator Marcin Lorenc, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Szczecinie, informuje, że w śledztwie, które wszczęto na początku grudnia, badanych jest już dziesięć zdarzeń korupcyjnych.
 
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze