Bitwa Warszawska 2020

FELIETON \ Między Zachodem a Moskowią jest Trójmorze

numer 2557 - 14.02.2020Publicystyka

My się tu sposobimy do godnych obchodów 100. rocznicy wiekopomnego zwycięstwa nad bolszewicką barbarią w sierpniu 1920 r., a tymczasem przepoczwarzona dzicz naciera dziś na nas zarówno ze Wschodu, jak i z wymarzonego przez dekady jako sojusznika Zachodu!

Moskowia za bardzo się nie natrudziła nad swoim przepoczwarzeniem – ot, dodano nieco zmodyfikowany na szowinistyczną modłę tekst do dawnego sowieckiego hymnu, dwugłowego orła do bolszewickich czerwonych gwiazd nad Kremlem, niby-carski trójkolorowy sztandar państwowy i „demokratyczny” ustrój z prezydentem. A tak naprawdę wszystko zostało po staremu – czerwona płachta z sierpem i młotem wciąż powiewa nad armią, w której nadal używa się zwrotu „towariszcz” w stosunku do oficerów, truchło Lenina wciąż straszy w mauzoleum, rehabilitacja Stalina postępuje w galopującym tempie, a w kraju szybko odbudowano dyktaturę strachu, gdzie „oprycznicy” degenerata Iwana Groźnego na równi z „czekistami” degenerata Dzierżyńskiego są godnym wzorem dla współczesnych rosyjskich „stróżów prawa” niedawno przemianowanych z milicjantów na policjantów.

Dyktatura postępaków

Metamorfoza Zachodu dla nas początkowo niezauważalna, w istocie postępowała od dawna, co najmniej od symbolicznego 1968 r., w kierunku neomarksizmu ukraszonego początkowo barwnymi dziećmi kwiatami, o których pierwsi polscy hippisi nie wiedzieli, że wielbią zbrodniarzy Che Guevarę, Mao i Trockiego. Akurat gdy przystępowaliśmy do wytęsknionej „wspólnoty europejskiej” przechrzczonej na UE, w krajach Europy Zachodniej kończył się zwycięski lewicowy, a później wręcz lewacki marsz przez instytucje pokolenia ‘68, które ukształtowało fundamenty nowego, ulepszonego terroru (czy tylko intelektualnego?) pod szczytnymi na pozór hasłami praw człowieka, walki z nietolerancją i obroną mniejszości przed opresją.

Czym to się kończy, widzimy dzisiaj, gdy według zasad przewidzianej przez Orwella nowomowy antysemitą nie jest człowiek – lub naród – który nie lubi Żydów, ale ten, którego z takich czy innych powodów nie lubią Żydzi, i ten sam trik stosuje dyktatura postępaków wobec każdego myślącego niezależnie, przypisując mu antysemityzm, faszyzm, klerykalizm, homofobię itd. Znów ulubionym chłopcem do bicia jest jak 100 lat temu – Polska!

Przyjaciele Polski

„Wykazywano nam, że Polacy są »histerycznymi dziećmi«, pozbawionymi dyscypliny i zmysłu praktycznego, niezdolnymi do wytworzenia żadnej formy bytu poza anarchią. »Histeryczne dzieci« odpowiedziały ważkim argumentem, zadając bolszewikom jedyny istotny cios, jaki ich dosięgnął i krusząc ich potęgę na polach bitew, podczas gdy my poprzestawaliśmy na zwalczaniu bolszewizmu w artykułach dziennikarskich, pobłażając mu jednocześnie tam, gdzie chodziło o zapewnienie sobie rynków zbytu” – pisał w 1921 r. zniesmaczony wielki pisarz angielski Gilbert Keith Chesterton, wierny przyjaciel Polski. Był on jednak wyjątkiem na Zachodzie, który nie wsparł nas w walce z bolszewicką nawałą, a wkrótce potem uznał legalność państwa sowieckiego, licząc na olbrzymie rynki zbytu dla swoich towarów.

I wtedy, i dziś sojuszników mieliśmy niewielu – poza równie jak my zagrożonymi przez Moskwę Ukraińcami właściwie tylko braci Węgrów, no i sympatyzującą z daleka Amerykę prezydenta Wilsona, któremu II RP zawdzięczała dostęp do morza, co parę dni temu świętowaliśmy przy wrzaskach bojówek partii antypolskiej. Dziś Ukrainę znów najechali Moskale, solidarnych z nami Węgrów UE grilluje na przemian z Polską i jedynie sojusznik zza oceanu znacząco się do nas przybliżył, oferując nie tylko sympatię, lecz także realne wsparcie militarne



zawartość zablokowana

Autor: Jerzy Lubach


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama