Redystrybucja władzy w UE a polskie sądownictwo

SPÓR O SĄDY \ Część trzecia – tło unijne

numer 2557 - 14.02.2020Publicystyka

W batalii o reformę sądownictwa w Polsce, obok wewnątrzpolskich aktorów sporu politycznego – rządu i opozycji, aktywną rolę odgrywa czynnik zewnętrzny w postaci establishmentu instytucji centralnych UE, stojących twardo po stronie opozycji i łamiących traktaty poprzez uzurpowanie sobie uprawnień traktatowo im nieprzypisanych. Establishment ów stał się zatem stroną wojującą” w tym starciu.

Ingerencja Komisji Europejskiej i Trybunału Sprawiedliwości UE w proces reformy polskiego systemu sądownictwa ma znaczenie szersze niż tylko polskie. Jest elementem politycznej walki o władzę w łonie UE, której instytucje centralne, poddane po 2009 r. poszerzonej kontroli ze strony mocarstw (przede wszystkim Niemiec i w mniejszym zakresie Francji), usiłują pozatraktatowo przywłaszczyć sobie nowe kompetencje kosztem mniejszych państw członkowskich. KE i TSUE występują przy tym jako narzędzie polityki mocarstw.

Dominacja Niemiec

Dzieje się tak z powodu dwóch rozwijających się od ponad 10 lat z różnym natężeniem kryzysów – zadłużeniowego w strefie euro i imigracyjnego oraz redystrybucji potęgi politycznej między instytucjami UE i mocarstwami unijnymi (przede wszystkim Niemcami), dokonanego w traktacie lizbońskim, który wszedł w życie w 2009 r., a w aspekcie systemu głosowania w Radzie UE ostatecznie w 2017 r.

Kryzys finansów przekształcił Niemcy w głównego stabilizatora strefy euro, a więc i UE, i zredukował znaczenie państw południa Europy, w tym dwóch dużych zadłużonych krajów – Włoch i Hiszpanii. W warunkach brexitu z pierwotnej „wielkiej piątki UE” (RFN, Francja, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania), pozostały już zatem jedynie Niemcy i Francja, ta ostatnia zadłużona do poziomu 100,4 proc. PKB i wstrząsana rozruchami społecznymi.

Traktat lizboński zredukował znaczenie prezydencji państw członkowskich, wzmacniając tym samym mocarstwa. Do 2009 r. przewodnictwo w Radzie Europejskiej sprawował premier, kanclerz lub prezydent (zależnie od ustroju danego państwa) kraju sprawującego w danym półroczu prezydencję w UE. Szefem Rady UE ds. polityki zagranicznej był zaś minister spraw zagranicznych tego kraju. Od 2009 r. mocarstwa poddały swej woli proces obsady centralnych stanowisk unijnych – przewodniczącego Rady Europejskiej i szefa unijnej dyplomacji, którymi są obecnie urzędnicy zależni w zakresie nominacji i reelekcji w pełni od woli mocarstw i pozbawieni własnego zaplecza politycznego. Przejęli oni kompetencje w RE i Radzie ds. Zagranicznych od państw członkowskich, zwiększając tym samym dominację mocarstw, a w istocie Niemiec.

Komisja Europejska

Na dodatek stali się konkurentami dla przewodniczącego Komisji Europejskiej, który przestał być jedynym tak wysokim urzędnikiem unijnym. Jego pozycja w stosunku do mocarstw osłabła. KE z wprawdzie słabej, ale jednak istniejącej roli ogranicznika woluntaryzmu mocarstw, stała się jego narzędziem. Odtąd raczej pomaga ich dominacji, niż ją ogranicza.

Rozpychanie się KE w zakresie jej pozatraktatowych ambicji kontroli nad mniejszymi państwami członkowskimi, wpisuje się w zapotrzebowania głównych potęg UE i jest elementem gry interesów wewnątrz tej organizacji. Spór o kontrolę procesów legislacyjnych – w naszym wypadku o swobodę kształtowania ustroju sądownictwa jako suwerennej kompetencji państwa członkowskiego UE, nieprzekazanej na bazie żadnego traktatu instytucjom unijnym, jest częścią tej gry. W odniesieniu do państw silnych KE obowiązuje zasada publicznie wyrażona przez jej poprzedniego szefa – Jean-Claude’a Junckera, który pytany o przyczyny braku reakcji KE na łamanie przez Francję zasad dyscypliny budżetowej odpowiedział: „Ponieważ to jest Francja”



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się