reklama


Dla czterdziestu wybranych

Bośnia i HERCEGOWINA \ Počitelj

numer 2571 - 02.03.2020Podróże

Tak naprawdę historycy sami nie wiedzą. Mogło to być za panowania aragońskiego króla Alfonsa V. Równie dobrze mogło też się to dziać za czasów króla Friedricha III. Dla badaczy jedno jednak jest pewne. Ulokowana nad błękitną Neretwą hercegowińska forteca o nazwie Počitelj musiała tu stać już w połowie XV w.

Otomańskich wpływów nie trzeba tu długo szukać. Wysoka wieża meczetu góruje przecież nad pozostałymi kamiennymi domkami, malowniczo wkomponowanymi w urokliwą skalistą dolinę. Meczet Šišman Ibrahim-pašine przyćmiewa także sąsiedni budynek z charakterystycznymi sześcioma ołowianymi kopułami na dachu. Praktycznie każdy spacerujący tędy turysta przystaje, by na moment zastanowić się nad funkcjonalnym zastosowaniem tego domu. I trudno się dziwić. Tym bardziej, gdy dowiemy się, że to najstarszy tego typu budynek w Bośni i Hercegowinie. A o jaki typ budynków chodzi? O medresy, czyli muzułmańskie szkoły. Ta konkretna tutaj nosi nazwę Šišman Ibrahima Paszy i pochodzi jeszcze z XVII w. W przeciwieństwie do stojącego obok meczetu nie została wcale zniszczona w trakcie wojny bałkańskiej (o tych zniszczeniach dobitnie świadczą licznie wyłożone przed wejściem do muzułmańskiej świątyni fragmenty po oryginalnym meczecie stojącym w tym miejscu).

O tamtych tragicznych dniach większość mieszkańców osady woli zresztą już nie pamiętać. Najpierw serbski ostrzał artyleryjski, a chwilę potem chorwaccy saperzy. Wielu sąsiadów zostaje zamordowanych. Kopuła oraz minaret ich świątyni zawalają się w kilka sekund. Zaczynające jako mała piracka wioska, a następnie przechodzące z rąk do rąk miasteczko (poza grasującymi na Neretwie piratami swoje wpływy mieli tu zarówno starożytni Rzymianie, jak i Turcy czy Węgrzy) stanęło na skraju zagłady. Przetrwało i stoi do dziś, stanowiąc jeden z piękniejszych punktów do podziwiania przepływającej tuż obok zielonkawo-niebieskawej rzeki.

Niektórzy mówią, że dziś żyje tu około czterdziestu osób. W większości rzecz jasna bardzo wiekowych. Sam spotkałem może ze trzy. Jedną była pani sprzedająca bośniackie swetry i chusty na jedynym kamienistym chodniczku prowadzącym w górę wioski. Drugą była kobieta opiekująca się meczetem i prowadząca przed wejściem do niego swój prowizoryczny butik. Był jeszcze pan schodzący powoli z górnych partii osady. Wsparty o drewnianą laskę, przyglądał się uważnie, gdzie stawia stopę. Wyślizgane kamienne płyty mogą być w Počitelj zdradliwe.

Idę jego śladem. Skalna uliczka zręcznie pokonuje coraz to wyżej położone tarasy, na których wieki temu budowano kolejne kamienne domy. Obecnie zaryglowane na cztery spusty. Orientalna architektura miesza się z typowo śródziemnomorską roślinnością. Wygrzewającym się na słońcu granatom zupełnie nie przeszkadza, że kartki kalendarza wskazują już na końcówkę zimy.

Jestem już na tyle wysoko, że pobliskie południowe wzgórze Počitelj wydaje się na wyciągnięcie ręki. Na jego wierzchołku stoi średniowieczne zamczysko. Jest tu od końca XIV w. Wzniesione przez Węgrów, miało pomagać wolnej republice kupieckiej (w którą włączone było państwo Madziarów), sprawującej pełną kontrolę nad przepływającą kilkaset metrów obok Neretwą. Tak się bowiem składało, że to właśnie dolina rzeki stanowiła najbardziej strategiczną drogę od morza w stronę lądu. Zamek niestety nie zdał egzaminu, bo dość szybko został zdobyty przez Turków, którzy odcisnęli na Počitelj chyba najbardziej dostrzegalne dziś piętno.

To właśnie ich pomysłem jest wspomniana medresa z pięcioma klasami i jedną salą wykładową (opisywane kopuły nakrywają kolejne pomieszczenia, dzięki czemu łatwo zorientować się w planie rozmieszczenia pomieszczeń w szkole). Z ich inicjatywy została też wzniesiona wieża zegarowa mająca w założeniach wyznaczać pięć pór muzułmańskich modlitw (z charakterystycznym „tureckim” sposobem mierzenia czasu, czyli od zachodu słońca począwszy). To także Turcy budują w Počitelj konak, czyli budynek rezydencji otomańskiego dowódcy. W tej miejscowości znajduje się on tuż obok medresy. Wreszcie to nie kto inny, ale także Turcy wznoszą w Počitelj publiczną łaźnię. Trzeba przyznać, że sporo jak na czterdziestoosobową mieścinę. W której, gdyby nie łaskoczący nadneretwiańskie skarpy wiatr, na pewno dałoby się usłyszeć, jak naprawdę smakuje hercegowińska cisza. Także tej bowiem wcale tu nie brakuje.



 



Autor: Stefan Czerniecki



reklama

















#DziękujeMyZaOdwagę
reklama