Wirus, który zmieni nasz świat

FELIETON \ Osłabienie globalizacji i znaczenia UE nie będzie jedynym możliwym efektem epidemii COVID-19

numer 2592 - 26.03.2020Publicystyka

Na początku epidemii koronawirusa w Chinach nie zdawaliśmy sobie sprawy, jakim jest ona poważnym problemem. Wirus był daleko. Teraz większość z nas siedzi w domu, obawiając się wyjść do sklepu czy na spacer. Ale kiedyś w końcu epidemia się skończy i z domów wyjdziemy. Możemy jednak nie poznać świata, który zastaniemy.

Ponad 430 tys. osób zarażonych dotychczas koronawirusem na świecie, 19 tys. osób zmarłych z tego powodu. Biorąc pod uwagę ludność całego świata, nie są to wielkie liczby. Ale zupełnie inaczej wygląda sytuacja, jeśli na te dane spojrzymy w czasie. Epidemia z Chin wyruszyła w świat na początku roku. Teraz, w marcu, objęła już niemal każdy kraj na świecie. We Włoszech codziennie umiera kilkaset osób. Choć może nas nieco pocieszać fakt, że w Chinach udało się opanować sytuację, to informacje z Europy mogą nas niepokoić.

W pewnym momencie jednak epidemia koronawirusa się skończy. Każda epidemia kiedyś się kończy. Miejmy nadzieję, że ta, z którą my musimy się zmierzyć, zbierze jak najmniejsze żniwo. Oczywiście my także mamy na to wpływ. Od naszego zachowania w czasie epidemii zależy, jak szybko uda się ją opanować. Na szczęście Polacy wydają się zachowywać racjonalnie. Większość z nas pozostała w domu. Jednocześnie, kiedy musimy już wyjść, to kierujemy się tylko do sklepu, ewentualnie do pracy (jeśli nie możemy jej wykonywać zdalnie). Polacy generalnie nie wykorzystują wiosennej aury do towarzyskich spotkań. Kiedy jednak Polacy już wyjdą z domu, mogą zobaczyć świat, jakiego wcześniej nie znali.

Wirus zabija globalizację

Na kogo skierowują swoje oczy Polacy, Niemcy czy Francuzi w dobie zagrożenia koronawirusem? Na Unię Europejską? Na ONZ? A może na międzynarodowe korporacje? Nie, ludzie kierują oczy w czasie epidemii na swoje państwa narodowe. Obecny kryzys okazuje się wielkim renesansem właśnie państw narodowych. To one decydują o podjętych środkach zaradczych, to one organizują zaplecze do walki z epidemią. Co więcej, czas epidemii jest też czasem zamykania granic państwowych. Kraje Europy, jeden po drugim, zamykają się przed cudzoziemcami, obawiając się przenoszenia groźnego wirusa. Rządy organizują też powroty do kraju swoich obywateli za granicą. Zagrożenie koronawirusem wyraźnie wyhamowało globalizację.

Ale koronawirus przyspiesza tylko zjawisko, które pojawiło się wcześniej. Już od pewnego czasu globalizacja zdawała się ustępować. Po 30 latach przenoszenia miejsc pracy, wielkich migracji ludności i dominacji międzynarodowych koncernów wiele narodów zaczęło mówić dość. W Ameryce wybory wygrał Donald Trump z hasłem „America first”. Trump obiecał Amerykanom, że w czasie jego rządów to właśnie ich interesy będą najważniejsze. Ideologia „America first” zaczęła się pojawiać w lokalnych wariantach w różnych krajach. Kolejne rządy nie tylko starały się odbudowywać swoje moce produkcyjne, lecz także bronić dokładniej swoich granic. Tym, którym się to w jakimś stopniu udało, łatwiej jest zwalczać epidemię. Przykładem jest Polska, która mogła uruchomić narodowe koncerny do produkcji niezbędnych w czasie epidemii produktów, jak płyn do dezynfekcji.

Unia niekompetentna w kryzysie

W czasie epidemii koronawirusa wyjątkowo niewidoczna jest Unia Europejska. Kiedy pierwsze kraje zaczęły zamykać swoje granice, trudno było usłyszeć jakąkolwiek istotną informację ze strony brukselskich urzędników. A kiedy Bruksela przemówiła donośniejszym głosem, okazało się, że nadal nie ma nic istotnego do powiedzenia



zawartość zablokowana

Autor: Bartosz Bartczak


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się