Świadek: „Grodzki nie odpuścił matce, nawet jak ojciec umierał”

fot. Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska
fot. Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

GRODZKIGATE \ Kolejne zeznania świadków w sprawie kopertówek Grodzkiego

Pani Ewa ze Szczecina miała dwa razy do czynienia z dr. Tomaszem Grodzkim. W szpitalu, kiedy przekazała w kopercie 700 zł. Potem w prywatnym gabinecie Grodzkiego, gdy jej mąż był w stanie terminalnym. – Nawet wtedy Grodzki matce nie odpuścił płatności i za wizytę wziął 300 zł. Nic nie pomógł, tata umarł dwa tygodnie później – mówi pan Przemysław, syn zmarłego, który o tym, jak jego rodzina została potraktowana przez marszałka Grodzkiego, opowiedział funkcjonariuszom CBA. Mieliśmy z marszałkiem Grodzkim do czynienia dwukrotnie jako rodzina – mówi pan Przemysław, syn pacjenta doktora Grodzkiego. – Pierwszy raz to był rok 1996. Ojciec był wtedy chory na nowotwór płuc. W szpitalu powiedziano ojcu, że musi wpłacić jakieś pieniądze na szpital.
     

20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze