Niemcy marzą o wakacjach

Niemcy \ Windagate, fani przyjaźni rosyjsko-niemieckiej i spór o tatuaże

Wczoraj Niemcy wkroczyły na pierwszy etap luzowania obostrzeń związanych z pandemią koronawirusa, co oznacza, że wchodzi w życie plan wypracowany 16 kwietnia przez kanclerz Angelę Merkel i premierów landów. Przeciętny Schmidt może już pójść do księgarni, salonu samochodowego, sklepu z rowerami i materiałami budowlanymi, otwarte zostały też wszystkie sklepy o powierzchni nieprzekraczającej 800 mkw. Wizja luzowania ograniczeń obudziła przy okazji marzenia o urlopie. Piasek, plaża, przegródki z pleksiglasu? Jak najbardziej!
Wg danych Instytutu Roberta Kocha (RKI) z poniedziałku 20 kwietnia, w Niemczech zainfekowanych zostało 141 672 osób, zmarło 4404. Za wyleczonych uznaje się natomiast 3,5 tys. osób. RKI podaje, że od niedzieli do poniedziałku liczba zarażonych koronawirusem wzrosła o 1775 osób. Wskaźnik nowych zakażeń utrzymuje się na tym samym poziomie 0,7–0,8, a zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią Angeli Merkel luzowanie obostrzeń miało być możliwe z chwilą, gdy ten wskaźnik będzie się utrzymywał na poziomie 1,0. A zatem cel osiągnięty, można powiedzieć, i Niemcy od wczoraj przystąpiły do wdrażania stopniowego odmrażania gospodarki zapowiadanego od 16 kwietnia. 
Windagate i Zośka w studiu tatuażu
Minister zdrowia Jens Spahn już kilka dni temu zasygnalizował, że rząd odzyskał względną kontrolę nad sytuacją. Nad nim samym natomiast zebrało się trochę czarnych chmur po tym, jak internet obiegło zdjęcie Spahna i premiera Hesji Volkera Bouffiera stłoczonych w windzie z kilkunastoma pracownikami kliniki w Giessen. Panowie byli w maseczkach, ale zdjęcie naprawdę jest kuriozalne i przypomina swoją dramaturgią otwartą puszkę sardynek. Teraz Spahnowi grozi grzywna 200 euro za niezachowanie dystansu społecznego. Skargi posypały się gęsto, a całe zajście z Giessen przejdzie do historii niemieckiej walki z koronawirusem jako windagate. Jens Spahn naraził się nie tylko zwykłym Niemcom, którym aktualnie zakazano tłoczyć się w windach, ale i koleżance partyjnej Sophii Thomalli, znanej szerzej jako była narzeczona Tilla Lindemana, lidera grupy Rammstein. Thomalla zamieściła na swoim koncie na Instagramie swoje zdjęcie z salonu tatuażu z zaadresowanym do Spahna pytaniem, dlaczego od maja będzie można w Niemczech podciąć końcówki włosów u fryzjera, ale już studia tatuażu i piercingu muszą pozostać zamknięte. Najbardziej wytatuowana członkini chadecji otrzymała od ministra odpowiedź, że ludzie po czasie spędzonym na kwarantannie narodowej pilniej potrzebują fryzjera niż piercingu. Thomalla pewnie zapatrzyła się na model szwajcarski, tam już za tydzień swoje podwoje otworzą nie tylko salony tatuażu, lecz także masażu.
Z maseczką czy bez?
A więc teraz w Berlinie, Hamburgu, Lipsku itd. ludzie dostaną więcej oddechu, niektórzy ten oddech będą łapać w maseczkach – tak jest na przykład w Saksonii, która jako pierwszy i jedyny na razie kraj związkowy wprowadziła nakaz noszenia maseczek w sklepach i środkach transportu miejskiego. Od wczoraj wiadomo, że taki nakaz wprowadza również Meklemburgia Pomorze Przednie, a od 27 kwietnia również Bawarczycy nie wejdą do sklepu i nie przejadą się autobusem bez maski. Ich noszenie nie jest natomiast wymagane na ulicy. Sądząc po wysypie instrukcji, jak nosić, jak samemu wykonać lub ewentualnie, gdzie kupić maseczkę i po informacjach o kolejnych firmach odzieżowych, które przestawiły produkcję z modowych akcesoriów na maseczki w różnych wariacjach, w ślad Bawarii pójdzie jeszcze niejeden land. W międzyczasie pojawiły się nawet stosowne sondaże, z których wynika, że połowa Niemców jest za noszeniem maseczek w sferze publicznej. Rząd federalny wychodzi z założenia, że w Niemczech będzie potrzebne kilka miliardów maseczek ochronnych. „Jeżeli chcemy zapewnić dostęp do maseczek wszystkim obywatelom chodzącym do sklepów, korzystających z transportu publicznego, pracującym, to potrzebujemy ich od ośmiu do dwunastu miliardów rocznie” – powiedział w niedzielę tabloidowi „Bild” Peter Altmeier, federalny minister gospodarki. Wniosek więc jest taki, że jak tylko rząd federalny uzna, że dysponuje wystarczającą liczbą maseczek, staną się one również nieodłącznym elementem ogólnonarodowej walki z pandemią.
Chłopcy od przyjaźni niemiecko-rosyjskiej
W Niemczech nadal obowiązuje zasada społecznego dystansu i zakaz zgromadzeń, choć z ich respektowaniem bywa różnie. W sobotę policja w Berlinie interweniowała na placu Róży Luxemburg, gdzie przed teatrem Volksbühne kilkaset osób z transparentami „Niemcy obudźcie się” i egzemplarzami niemieckiej ustawy zasadniczej w dłoni urządziło demonstrację w obronie swobód obywatelskich. Wylegitymowano 79 osób, dwie z nich trafiły do aresztu. W samej akcji wzięło udział 260 funkcjonariuszy policji. Większość osób, które przyszły demonstrować, to zwykli berlińczycy, którzy mają najzwyczajniej dość zamknięcia i żadna etapowość wychodzenia z lockdownu ich nie przekonuje, ale wśród uczestników znaleźli się i przedstawiciele grupy medialnej Eingeschenkt.tv. Stowarzyszenia dziennikarskiego, które od kilku lat regularnie organizuje tzw. pokojowe wycieczki Berlin–Moskwa, a na swojej stronie internetowej od czasu aneksji Krymu przez Rosję stara się „ratować przyjaźń niemiecko-rosyjską i odkłamywać informacje na temat Rosji obecne w niemieckich mediach”. Kiedy i w Polsce zaczęły krążyć informacje o tym, że „oto w Berlinie rozpędzono pokojowo nastawioną demonstrację”, nie dodano informacji, kto stoi za sympatycznymi matkami z dziećmi w wózkach, które znając nastawienie berlińczyków, faktycznie wyszły demonstrować bynajmniej nie z prorosyjskich pobudek. Od lat w Niemczech w sytuacjach kryzysowych, często budzących słuszne oburzenie społeczne, rosyjska propaganda potrafi sprawnie upiec swoją pieczeń. W kryzysie okołokoronawirusowym nie jest inaczej.
Jedni o wakacjach, inni zamykają interesy
400 lat. Tak długo warzono piwo w browarze Wernecker w bawarskim Schweinfurcie. Firma rodzinna należąca od 1871 r. do rodziny Lang jest dumą regionu. A raczej była. W internecie pojawił się list zrozpaczonych właścicieli, którzy ogłaszają zamknięcie browaru. Jak czytamy w liście, zakład będzie pracował tylko do 30 września, by wyprzedać zalegające w piwnicach butelki, „by piwo nie musiało trafić do ścieku”. Decyzja o likwidacji browaru zapadła na skutek spadku zamówień od lokali gastronomicznych, ale i skreślenia wszystkich masowych imprez w regionie i nie tylko. Biorąc pod uwagę, że Niemcy mogą zapomnieć w tym roku o Oktoberfeście i innych biesiadach z kuflem piwa w ręku, fala bankructw w branży piwowarskiej jest niejako zaprogramowana. Tak samo jak upadłość wielu restauracji, barów i hoteli. Te ostatnie, o ile przetrwają, może jeszcze odetchną w miesiącach letnich. Niemcy już marzą o wakacjach. Ze względu na okoliczności tym razem nie na Majorce, ale u siebie albo w sąsiedniej Austrii. W weekend tamtejsza minister turystyki zasygnalizowała możliwość otwarcia granic dla niemieckich turystów. Oczywiście na mocy stosownej umowy dwustronnej. Niemcy to ważny element w łańcuchu turystycznym Austrii. Nieśmiało mówi się też o ewentualnym otwarciu na turystów z Czech. Jeżeli branża turystyczna ma się odrodzić, to samo wsparcie państwa nie wystarczy. Musi być klient. A ten już przebiera nogami. Nie mówiąc o samej branży turystycznej. Ta w Niemczech z oburzeniem odebrała propozycję Wolfganga Schäublego, przewodniczącego Bundestagu, by ze względu na pandemię skrócić w tym roku okres wakacyjny. Federalny Związek Branży Turystycznej w specjalnym piśmie ostro skrytykowała tego typu pomysły jako dodatkowy cios w i tak nadwątlony kryzysem sektor.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze