Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Dlaczego Kim nie podziwiał Słońca

Dodano: 22/04/2020 - numer 2614 - 22.04.2020
Gdyby na rozwój pandemii patrzeć wyłącznie z geograficznego, a nie medycznego punktu widzenia, to można odnieść wrażenie, że wiele osób dopiero teraz dowiedziało się, ile państw znajduje się na naszej planecie. O Korei Północnej słyszał każdy. Co łączy jednak KRLD z takimi krajami, jak Vanuatu, Samoa czy Somaliland? Oficjalnie są one wolne od koronawirusa. Skoro więc Kim Dzong Un, rządzący północnokoreańskim reżimem od 2011 r., ocalił naród przed zarazą, to dlaczego nie podziękował za to swoim wielkim poprzednikom podczas Dnia Słońca Narodu – najważniejszego święta państwowego?
Racjonalne myślenie podpowiada, że tak groźny przeciwnik jak koronawirus, w dodatku rozprzestrzeniający się w błyskawicznym tempie, w pierwszej kolejności „podbije” państwa odizolowane, gdzie trudno o pomoc z zewnątrz, a o służbie zdrowia nie można powiedzieć zbyt wiele dobrego. Przyznam, że gdyby kilkanaście tygodni temu zapytano mnie, gdzie patogen COVID-19 wywoła największe i najszybsze spustoszenie, odpowiedziałbym, że właśnie w Korei Północnej. Bo to niedaleko od Chin, skąd wirus wypłynął na szerokie wody. Bo trudno przypuszczać, by reżim dysponował skutecznymi testami na obecność patogenu. Bo w sąsiedniej Korei Południowej przez pewien czas odnotowano największy przyrost zarażonych. Wreszcie – bo w kraju, w którym problem głodu jest masowy, organizmy obywateli nie są na tyle silne, by same mogły zwalczyć chorobę. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Przynajmniej w ujęciu formalnym.
Trop wojskowy
Na początku marca zaczęły pojawiać się w sieci liczne materiały o tym, że koronawirus już od stycznia paraliżuje Koreę Północną, a głównie tamtejszych żołnierzy stacjonujących w pobliżu granicy z Chinami. Oczywiście najwięcej tego typu doniesień pochodziło z sąsiedniej Korei Południowej. Powołując się na ?r?d?a w?armii KRLD, wskazywano na??mier? blisko 200??o?nierzy, a?tak?e kilku tysi?cy, kt?rzy mieli zosta? poddani kwarantannie. Sytuacja mia?a wymkn?? si? w?adzom w?Pjongjangu tak bardzo, ?e?poleci?y one, by??o?nierzy, kt?rzy zmarli z?objawami podobnymi do?tych wywo?anych przez COVID-19, nie kremowa?, tylko odka?a??zw?oki i?je?natychmiast zakopywa?. Jak czytamy na?portalu Daily NK, spalanie zw?ok musia?oby nast?pi? w?przyszpitalnych krematoriach, a?to?rodzi?oby obawy, ?e?informacja o?epidemii przedostanie si? do?opinii publicznej. By?nie ryzykowa?, ?o?nierzy grzebano na?terenach jednostek. Mniej wi?cej w?tym samym czasie ?r?d?a ameryka?skie podawa?y z?kolei, ?e?w?adze KRLD uziemi?y kilkana?cie tysi?cy ?o?nierzy, w?a?nie w?obawie, by?nie zarazili si? koronawirusem. Spekulowano, ?e?obostrzenia nie dotycz? wy??cznie tych wojskowych i?in?ynier?w, kt?rzy pracuj? przy tworzeniu nowych system?w rakietowych. Z?drugiej strony spodziewano si? jednak, ?e?w?obliczu zagro?enia re?im zrezygnuje z?kolejnych pr?b i?test?w balistycznych. Nadzieje Zachodu, a?w?szczeg?lno?ci USA, okaza?y si? jednak p?onne.
źródła w armii KRLD, wskazywano na śmierć blisko 200 żołnierzy, a także kilku tysięcy, którzy mieli zostać poddani kwarantannie. Sytuacja miała wymknąć się władzom w Pjongjangu tak bardzo, że poleciły one, by żołnierzy, którzy zmarli z objawami podobnymi do tych wywołanych przez COVID-19, nie kremować, tylko odkażać zwłoki i je natychmiast zakopywać. Jak czytamy na portalu Daily NK, spalanie zwłok musiałoby nastąpić w przyszpitalnych krematoriach, a to rodziłoby obawy, że informacja o epidemii przedostanie się do opinii publicznej. By nie ryzykować, żołnierzy grzebano na terenach jednostek. Mniej więcej w tym samym czasie źródła amerykańskie podawały z kolei, że władze KRLD uziemiły kilkanaście tysięcy żołnierzy, właśnie w obawie, by nie zarazili się koronawirusem. Spekulowano, że obostrzenia nie dotyczą wyłącznie tych wojskowych i inżynierów, którzy pracują przy tworzeniu nowych systemów rakietowych. Z drugiej strony spodziewano się jednak, że w obliczu zagrożenia reżim zrezygnuje z kolejnych prób i testów balistycznych. Nadzieje Zachodu, a w szczególności USA, okazały się jednak płonne.
Błysk rakiet i niespodziewana absencja
14 kwietnia nad ranem czasu polskiego z poligonów wojskowych w Korei Północnej wystrzelono kilka pocisków manewrujących. Rakiety krótkiego zasięgu zostały odpalone nieopodal miasta Munczon w prowincji Kangwon na południu Korei Płn. Pokonały odległość ok. 150 km, po czym wpadły do Morza Japońskiego, oddzielającego Półwysep Koreański od Japonii. Chwilę po tym teście, trzecim w ciągu miesiąca, Korea Północna wystrzeliła ze swoich myśliwców niesprecyzowaną liczbę pocisków powietrze-ziemia. Teoria o tym, że na czas pandemii reżim wstrzymał wojskowe prace inżynieryjne, upadła tak szybko, jak się pojawiła.
Znawcy północnokoreańskiej polityki wskazywali jednak na inny aspekt tego wydarzenia. Do wystrzelenia rakiet doszło w przededniu największego święta narodowego w Korei Północnej – Dnia Słońca Narodu. 15 kwietnia to bowiem rocznica urodzin Kim Ir Sena, założyciela kraju. W tym roku przypada 108. rocznica jego urodzin. Spekulowano, że Kim Dzong Un, czyli jego wnuczek, nie tylko pojawi się na uroczystości, lecz wygłosi także przemówienie, które pokrzepi Koreańczyków obawiających się koronawirusa. Tak się jednak nie stało. Reżimowa agencja prasowa KCNA, która i tak wypuszcza na Zachód jedynie szczątkowe informacje o władzach państwowych, podała, że Pałac Kŭmsusan w Pjongjangu, czyli mauzoleum, w którym spoczywają zwłoki Kim Ir Sena, odwiedzili wyłącznie partyjni dygnitarze i wysocy rangą wojskowi. Kim Dzong Una miało zabraknąć z powodu obawy o możliwość zarażenia się koronawirusem. Tym samym, po raz pierwszy od 2011 r., młody Kim nie poszedł oddać hołdu swojemu dziadkowi oraz ojcu, Kim Dzong Ilowi, od którego przejął władzę.
WHO i Kim jednym głosem
Jesteśmy niemal pewni, że koronawirus jest obecny w Korei Północnej – już przed miesiącem taką tezę postawili przedstawiciele Pentagonu. Podobnie twierdzą ci, którzy przez wiele lat funkcjonowali w systemie narzuconym przez reżim Kimów, jednak udało im się uciec z kraju. Choi Jung Hun, północnokoreański lekarz, kilka lat temu na własnej skórze przekonał się, jak wygląda walka z pandemią w jego ojczyźnie. Gdy na świecie ludzie masowo chorowali na świńską grypę wywołaną wirusem A/H1N1, on w jednym ze szpitali w mieście Ch’ŏngjin musiał przy pomocy oczu i termometru ocenić, czy ktoś zachorował i jakie ma szanse na przeżycie. Nie było mowy o sprzęcie i pomocy medycznej. 45-letni dziś lekarz, któremu udało się wyrwać z piekła KRLD w 2012 r. i uciec do sąsiedniej Korei Południowej, twierdzi wprost, że teza o braku koronawirusa w Korei Płn. to czyste kłamstwo.
Jednak Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), która w ostatnich dniach sama boryka się z gigantycznymi zarzutami o opieszałość w obliczu koronawirusa, postanowiła na oficjalnej ścieżce przyznać rację Pjongjangowi i stwierdzić, że reżim Kim Dzong Una rzeczywiście „postawił się” wirusowi. Edwin Salvador, przedstawiciel WHO w KRLD, stwierdził, że organizacja regularnie dostaje od tamtejszych władz informacje odnośnie do koronawirusa. Przyznał, że od 31 grudnia w Korei Płn. poddano kwarantannie blisko 25 tys. osób, jednak żadna z nich nie uzyskała pozytywnego wyniku testu. Zaprzeczył przy tym pogłoskom, że Pjongjang nie dysponuje testami na obecność COVID-19. Dodał, że zostały one przekazane tamtejszym medykom przez Chiny. Co ciekawe, w lokalnych strukturach Komunistycznej Partii Korei Płn. coraz głośniej słychać pogłoski o tym, że w co najmniej trzech regionach (Pjongjang, Hamgyŏng Północny oraz Hwanghae Południowe) koronawirus jest i atakuje coraz więcej osób. Władze centralne tego jednak nie potwierdzają, a same doniesienia są anonimowe. Niemal pewne jest, że gdyby któryś z działaczy podał taką informację pod swoim nazwiskiem, mógłby narazić się na rychłą karę śmierci.
Elitarne grono
Tym samym Korea Północna znajduje się w nielicznym gronie ośmiu państw, gdzie wirusa oficjalnie (jeszcze) nie ma. Pozostałe kraje ujęte na liście nawet nie zbliżają się do liczby mieszkańców Korei Północnej (25,5 mln). W doborowym towarzystwie znalazły się Lesotho, Wyspy Świętego Tomasza i Książęca, Vanuatu, Samoa, Somaliland, Turkmenistan i Tadżykistan (stan na 19 kwietnia). W ostatnim z wymienionych za samo słowo „koronawirus” lub „pandemia” można trafić za kratki, a o żadnych obostrzeniach nikt nawet nie pomyślał. Dorośli pracują, dzieci chodzą do szkół, rozgrywki sportowe trwają. Wróg jest niewidzialny, więc trzeba zachowywać się tak, jakby go nie było.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze