Bawarczycy napiją się piwa, w Hesji możliwe imprezy

Niemcy \ Krok po kroku do względnej normalności

Po środowej wideokonferencji kanclerz Angeli Merkel z premierami landów Niemcy wchodzą na kolejny etap luzowania obostrzeń. Po pierwsze – prawdopodobnie już 15 maja wznowi swoje rozgrywki Bundesliga, w Berlinie mają się otworzyć restauracje, hotele 10 dni później. W Hesji będzie można organizować imprezy do 100 uczestników, a w Nadrenii Północnej-Westfalii od 20 maja pójść na basen. Bawaria zaczyna od ogródków piwnych, start 18 maja. Przy okazji kolejnej fazy powrotu do normalności niektórzy politycy stracili na popularności.
Uroki państwa federalnego. Każdy land ma inny pomysł na rozruszanie gospodarki. W ubiegłym tygodniu debata w Niemczech dotyczyła tego, czy wszystkie sklepy mogą się otworzyć i dlaczego wschodnie Niemcy mogą z czystym sumieniem pozwolić sobie na szybsze odmrożenie gospodarki niż zachodnie. Kolejne posunięcia w kierunku luzowania obostrzeń przybrały charakter rywalizacji między premierami landów, każdy z nich bowiem ma swój autorski program na harmonogram wychodzenia z lockdownu. Z jednej więc strony już regularnie odbywają się wideokonferencje z udziałem kanclerz Angeli Merkel i premierów krajów związkowych, podczas których zapadają decyzje wiążące dla wszystkich landów (np. ta o przedłużeniu okresu ograniczania kontaktów do 5 czerwca), ale każdy land i tak wprowadza swoje modyfikacje, m.in. w zależności od liczby zakażonych i prognoz dalszych zachorowań.
Nie było ich stać na narty w Austrii
W nowych niemieckich landach liczba zakażeń koronawirusem i zgonów na ­COVID-19 jest zdecydowanie mniejsza niż w landach starych. Dla porównania: podczas gdy w Bawarii do dziś odnotowano 43 658 zakażeń i 2050 zgonów, a w Saksonii-Anhalt jest to odpowiednio: 1602 do 48, w Meklemburgii-Pomorzu Przednim 715 do 19. Oczywiście trudno porównywać te landy obszarowo, ale faktem jest, że na wschodzie Niemiec koronawirus pochłonął nieporównywalnie mniej ofiar niż na zachodzie. Eksperci wskazują, że wśród czynników, które o tym zadecydowały, są mniejsza gęstość zaludnienia na wschodzie (lata ucieczki z ostów), mniejsza mobilność wschodnich Niemców oraz mniej zasobne portfele, które nie pozwalają chociażby na zagraniczne pobyty w austriackich i włoskich kurortach narciarskich. Tak czy inaczej Niemcy wschodni przeszli przez kryzys koronawirusa względnie dobrze w porównaniu z zachodnimi, co widać zresztą po tempie luzowania obostrzeń. W Turyngii już od tygodnia są otwarte salony fryzjerskie i kosmetyczne, otwierane są place zabaw, szkoły nauki jazdy, biblioteki, pracuje część szkół, można uczęszczać na msze św., a od 15 maja land zezwolił na otwarcie restauracji, hoteli, placów kempingowych. W Saksonii już od 20 kwietnia pierwsi uczniowie mogli pójść do szkół, a do końca maja ma do nich dołączyć reszta. Tak jak w Turyngii na 15 maja zaplanowano otwieranie hoteli, a od kilku dni mieszkańcy landu mogą znowu zwiedzać muzea i pójść do ogrodu zoologicznego. Od 18 maja natomiast przestanie obowiązywać ograniczenie liczby uczestników demonstracji, ale z zachowaniem zasad ostrożności.
Senat Berlina zapowiedział, że przed Zielonymi Świątkami zostaną otwarte obiekty gastronomiczne, od 15 maja otwierają się kluby sportowe mające w ofercie sport na świeżym powietrzu. W Meklemburgii-Pomorzu Przednim już w najbliższy weekend restauracje będą mogły zacząć działać stacjonarnie. Jednak z pewnymi ograniczeniami. Lokale będą mogły być otwarte do godz. 21, a przy stoliku wolno posadzić maksymalnie sześciu gości. 18 maja wznawiają swoją działalność hotele, na pierwszym etapie jednak wyłącznie dla gości zamieszkałych na terenie landu, turyści z innych landów skorzystają z oferty hotelowej po 25 maja.
Efekt Södera
Niemcy kilka lat temu przeżyły „efekt Schulza”, teraz zapowiada się na „efekt Södera”. Premier Bawarii, który w koronakryzysie nie zawahał się sięgnąć do najbardziej rygorystycznych rozwiązań w całych Niemczech, jeszcze trzy tygodnie temu cieszył się w swoim landzie poparciem na poziomie 71 proc., dziś jest to 59,8 proc. Tak przynajmniej wynika z sondażu przeprowadzonego kilka dni temu na zlecenie gazety „Augsburger ­Allgemeine”. Z sondażu wynika poza tym, że grupa Bawarczyków niezadowolonych z działań premiera znacznie wzrosła – o ile na początku kwietnia niezadowolenie deklarowało 10,7 proc. ankietowanych, o tyle dziś jest to już 31,1 proc. Okazuje się więc, że stanowczość, z jaką Markus Söder wprowadzał kolejne obostrzenia w początkowej fazie epidemii, a które przyniosły mu duży wzrost popularności, nie tylko w Bawarii, lecz także na skalę ogólnoniemiecką, dziś staje się dla niego problemem. Zmęczeni restrykcjami Bawarczycy coraz śmielej zerkają na rozwiązania przyjmowane w innych landach i zaczynają się niecierpliwić. Być może dlatego mimo oporów Markus Söder zdecydował się jednak przystać na pewne poluzowania w życiu społecznym landu. Już od kilku dni krążyła informacja, że premier zamierza pozwolić Bawarczykom na spotkania z osobami spoza ich gospodarstwa domowego. Katalizatorem tej decyzji miał być zbliżający się Dzień Matki, który w tym roku w Niemczech wypada 10 maja (święto to przypada w Niemczech zawsze w drugą niedzielę maja). Sam Söder zapewnia, że decyzja o poluzowaniach jest podparta spadkiem liczby zakażeń. Co do samych poluzowań, wiadomo na razie, że tak jak w innych landach otwarte zostaną usługi fryzjerskie i kosmetyczne, a od 18 maja będzie można się napić piwa i zjeść golonkę w ogródku piwnym. Z pewnymi ograniczeniami, bo tylko do godz. 20. Od 25 maja planuje się otwarcie lokali gastronomicznych z możliwością konsumpcji w środku, ale i tu są ograniczenia czasowe – do 22. Bary i dyskoteki pozostają zamknięte.
Powrót „Latającego Holendra”
Nadrenia Północna-Westfalia to płachta na Markusa Södera. Premier tego landu, Armin Laschet, od początku pandemii miał inną wizję radzenia sobie z kryzysem niż Bawarczyk. Laschet już w Wielkanoc przedstawił dokument opracowany przez zespół ekspertów powołany jako ciało doradcze premiera, w którym argumentowano konieczność odmrażania gospodarki. Wtedy jego pomysły przez część premierów zostały uznane za zbyt ryzykowne. Dziś Laschet nadaje ton i wdraża poluzowania restrykcji pod hasłem: „Stawiamy na poczucie odpowiedzialności obywateli”. I tak od poniedziałku w Nadrenii Północnej-Westfalii otwierają się restauracje, od święta Wniebowstąpienia, które w Niemczech jest wolne od pracy, wznowią swoją działalność hotele, następnie hale basenowe i ośrodki typu wellness. Już od 11 maja natomiast będzie można organizować małe koncerty pod gołym niebem, a w szkołach muzycznych uczniowie będą mogli ćwiczyć w maksymalnie sześcioosobowych grupach. Od 30 maja mieszkańcy landu będą mogli pójść do kina, teatru i opery, oczywiście z zachowaniem 1,5 m odstępu. Opera w Düsseldorfie już szykuje się do postkryzysowego sezonu. W czerwcu na spragnionych opery Niemców będą czekały „Tosca”, „Don Giovanni” i „Latający Holender”. Laschetowi udało się wiec niechcący to, co jego cichemu konkurentowi Söderowi się wymknęło. Tegoroczny Festiwal Wagnerowski w Bayreuth odwołano z uwagi na pandemię już 31 marca, wszystkie przedstawienia zostały przełożone na 2021 r., w programie był również „Latający Holender”. W niemieckim internecie od pewnego czasu rywalizacja między Söderem a Laschetem jest zresztą przedmiotem licznych żartów. Kiedy premier Bawarii ogłosił odwołanie tegorocznego Oktoberfestu, jeden z internautów podszywający się pod Armina Lascheta ogłosił w mediach społecznościowych, że w związku z decyzją Bawarii w tym roku Oktoberfest przenosi się do Nadrenii Północnej-Westfalii. Trochę czarnego humoru z czasu pandemii.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze