Klanom korona nie przeszkadza

Niemcy \ Przedsiębiorczość à la arabskie klany

Narkotyki, nielegalne posiadanie broni, wymuszenia, kradzieże, podszywanie się pod tłumaczy państwowych instytucji, a niedawno wyłudzanie pomocy z funduszu dla przedsiębiorców, którzy ucierpieli na skutek koronakryzysu – arabskie klany w Berlinie nie zwolniły obrotów na czas pandemii. Szacuje się, że na fikcyjne firmy członkowie klanów wyłudzili co najmniej 700 tys. euro od państwa.
Kilka dni temu 200 policjantów wzięło udział w obławie na członków jednego z arabskich klanów przestępczych w Berlinie. Policja informuje m.in. o zabezpieczeniu w przeszukiwanych mieszkaniach członków klanu 2,5 kg kokainy i pięciu sztuk broni palnej. Zatrzymano dwóch podejrzanych, ale grupa, którą tym razem wzięto pod lupę, jest znacznie większa. To mężczyźni od 23. do 56. roku życia, trudniący się procederem „kokainowych taksówek”, czyli dowożeniem narkotyków na życzenie do klienta pod szyldem usług taksówkarskich. Policja przeszukała dziesięć mieszkań, sklepów i dziesięć samochodów, które wykorzystywano do rozwożenia kokainy. Samo zjawisko nie jest niczym nowym, ale w czasie pandemii, z uwagi na liczne obostrzenia w poruszaniu się, zyskało na sile. Chętni do zakupu zamiast spacerów w zagłębiu dealerów, Görlitzer Park, mają towar na telefon, SMS, a nawet na specjalną aplikację z dowozem pod dom.
Nikt tak dobrze nie tłumaczy
Policja berlińska od lat walczy z przestępczymi klanami, które za nic mają niemieckie prawo. W 2018 r. członkom jednego z klanów zajęto 77 domów i mieszkań o łącznej wartości 9 mln euro. Wcześniej, na przełomie maja i kwietnia 2016 r., na jaw wyszła afera z członkami klanów arabskich zatrudnianych w Krajowym Urzędzie Zdrowia i Spraw Socjalnych (LaGeSo) w charakterze tłumaczy, którzy mieli pomagać w załatwianiu formalności uchodźcom przybyłym do Niemiec z falą imigracyjną w latach 2015–2016. Jak ustaliła wtedy rozgłośnia RBB, przez dziewięć miesięcy pięć osób związanych z arabskim półświatkiem udzielało się w LaGeSo, będącym pierwszym w Berlinie przystankiem dla setek tysięcy imigrantów. Już w styczniu 2016 r. eksperci bili na alarm, że arabskie klany mają oko na nowo przybyłych muzułmanów i będą spośród nich werbować nowych członków. Za najbardziej narażone na aktywność przestępców uznano wtedy ośrodki dla uchodźców, które już wcześniej zaczęły przyciągać np. salafitów. Eksperci ostrzegali, że arabscy kryminaliści szukają kontaktu z imigrantami z Bliskiego Wschodu w ośrodkach i za pośrednictwem portali społecznościowych. Alarmowano, że imigranci zarobkowi z Algierii, Maroka i Tunezji mogą być zatrudniani przez doskonale znane niemieckiej policji arabskie klany przestępcze do rozbojów i kradzieży. Alarm nie był fałszywy. W przejściach podziemnych i parkach faktycznie zaczęli dominować dealerzy, którzy z trudem mówili kilka słów po niemiecku, ludzie ewidentnie zwerbowani spośród najnowszej fali imigranckiej.
Poszkodowani przez pandemię
Pod koniec kwietnia redakcja Spiegel TV ujawniła, że klany w czasie pandemii wyłudziły pieniądze od państwa przeznaczone na pomoc przedsiębiorcom dot­kniętym koronakryzysem. Policja w Berlinie wpadła na trop ponad 250 takich przypadków. Głównym podejrzanym był Karim Rammo, członek klanu Rammo. Krajowy Urząd Kryminalny miał wszcząć wobec niego postępowanie o popełnienie oszustwa. Karim miał się przedstawiać jako biznesmen prowadzący m.in. ośrodek dla uchodźców i na tej podstawie składać wnioski o natychmiastowe wypłacenie środków z funduszu pomocowego.
Prokuratura w Berlinie już 23 kwietnia podała, że zajmuje się 150 sprawami o wyłudzenie subwencji koronowych, straty z tytułu oszustw szacowano wtedy na 700 tys. euro. W wielu przypadkach o subwencje występowano w imieniu nieistniejących firm.
Wywieźli monetę na taczce
Rodzina Rammo liczy ok. 500 członków. Nie wszyscy mają kryminalną kartotekę, to fakt, ale działalność tej społeczności jest pod stałą obserwacją policji. Członkowie klanu zasłynęli kilka lat temu wyczynem, który do dziś budzi zażenowanie wśród niemieckich stróżów prawa. Zaczęło się epicko: Kopuła Muzeum Wilhelma Bodego unosi się lekko nad berlińską Sprewą. Dziś Muzeum Bodego jest jeszcze zamknięte dla odwiedzających, ale każdy, kto miał okazję zobaczyć je od środka, przyzna, że Niemcom udało się tam zebrać prawdziwe perły. To z budynku Muzeum Bodego, tworzącego jakby szczyt Wyspy Muzeów, w marcu 2017 r. złodzieje powiązani z klanem Rammo wynieśli 100-kilową monetę ze szczerego złota znaną jako „Big Maple Leaf”. Wartość łupu wyceniono na 3,75 mln euro. Historia zuchwałej kradzieży odżyła 20 lutego br., kiedy po trwającym rok procesie zapadł wyrok skazujący dwóch sprawców rabunku – braci Wissama i Ahmeda Rammo, na karę 4,5 roku więzienia, a pomagającego im strażnika muzealnego Denisa W. (szkolny kolega Ahmeda Rammo) na 3 lata więzienia. Na ubraniach, w mieszkaniu i w pojazdach, którymi poruszali się złodzieje, wykryto ślady złota, ale monety nie odzyskano. Złote koło o średnicy samochodowej opony, z wybitym portretem królowej Elżbiety II krąży dziś po świecie pocięte na kawałeczki. Jak za te kilka lat panowie z klanu wyjdą na wolność, z głodu nie zginą. U swoich mogą liczyć na szacunek do końca życia, w końcu wejść do muzeum przez okno, rozbić witrynkę siekierą i wywieźć łup za pomocą taczki z jednego z najlepiej strzeżonych obiektów Berlina to nie to samo, co wjechać autem w witrynę jubilera i zgarnąć kilka błyskotek. Wyłudzenie 700 tys. euro koronapomocy to przy tym pestka.
Odporni na integrację i rządzą
„na dzielni”
Berlin to bastion ok. 25 klanów arabskich, każdy z nich liczy od 50 do 500 członków, a sześć ma opinię organizacji przestępczych. W latach 90. policja alarmowała, że tylko w dzielnicy Neukölln działa dwanaście libańsko-kurdyjskich familii. W tamtym czasie uspokajano jednak, że rodziny to głównie uciekinierzy wojenni i z pewnością wrócą jeszcze do swoich ojczyzn, kiedy sytuacja się uspokoi. Stało się inaczej. Klany zostały, ich członkowie okazali się odporni na integracyjną misję państwa niemieckiego. Pierwsze, co zrobili, to „porządek na dzielnicy”, czyli wygryzienie niemieckiej przestępczości zorganizowanej z terenu, który od razu uznali za własny. I tak jest do dziś. To oni rządzą, zbierają haracze, zastraszają nadgorliwych stróżów prawa. Teraz do repertuaru włączyli jeszcze wyłudzanie środków z koronafunduszu. Jak ktoś bardzo się postara, to pandemia go nie zamrozi. Klany się starają.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl