fot. Nora Lorek/ National Geographic/d

Eutanazja zamiast ratunku

SZWECJA \ Pensjonariusze domów opieki zabijani zastrzykiem z morfiną

numer 2640 - 23.05.2020ANTYCOVID-19

W czasie pandemii wielokrotnie przekonaliśmy się, że określanie lekarzy, pielęgniarek i personelu medycznego mianem bohaterów naszych czasów to w pełni zasłużone słowa. Porzucili oni swoje życie prywatne, by nieść pomoc zarażonym koronawirusem, zwłaszcza osobom starszym, dla których patogen jest skrajnie niebezpieczny. Tymczasem w szwedzkich domach opieki z koronawirusem się nie walczy. Zakażonym pensjonariuszom podaje się morfinę, by utrudnić im oddychanie i przyspieszyć śmierć. O tych szokujących praktykach poinformowali w ostatnich dniach szwedzcy dziennikarze.

Trudno wyobrazić sobie, co by się stało, gdyby lekarze z obawy o zarażenie się koronawirusem porzucili swoje miejsca pracy i nie udzielali pomocy zakażonym – tym, którzy trafili do szpitali i placówek medycznych w ciężkim lub krytycznym stanie. Liczba zarażonych i zmarłych wzrosłaby do niebotycznych rozmiarów. Zapewne wszystkie państwa w Europie każdego dnia notowałyby gwałtowne przyrosty zachorowań, zupełnie nieadekwatne do wcześniejszych prognoz. Tymczasem lekarze, pielęgniarki i pracownicy medyczni nie dość, że nie uciekli od nierównej walki z koronawirusem, to jeszcze odstawili na boczne tory swoje życie prywatne, przyjmując wyzwanie ze zdwojoną siłą. Niosą pomoc dzień i noc, często ponad swoje siły, by ofiar niewidzialnego wroga było jak najmniej. Dla społeczeństwa stali się bohaterami. Nieważne, czy mówimy o Polsce, Włoszech, Hiszpanii, czy Stanach Zjednoczonych – wszędzie tam lekarze przywrócili ludziom wiarę w to, że rzeczywiście sprawują zawód zaufania publicznego. W podziękowaniu za ich trud i zaangażowanie powstało wiele różnego rodzaju akcji. Od masowego oklaskiwania, przez wysyłanie laurek przez dzieci i nagrywanie podziękowań w internecie, na prostych, życzliwych gestach kończąc. Szczególne słowa uznania należą się za pomoc osobom starszym i schorowanym, których walka z koronawirusem jest najcię?sz? z?mo?liwych. Wiekowy iższą z możliwych. Wiekowy i wyniszczony chorobami organizm nie ma wielu szans na zwalczenie koronawirusa, tak jak ma to miejsce w przypadku młodych osób. Jednak to właśnie dzięki szybkiej interwencji lekarzy i odpowiedniemu leczeniu w wielu krajach pojawiły się promyki nadziei w postaci 90- i 100-letnich seniorów, którzy wstali ze szpitalnych łóżek całkowicie wolni od niebezpiecznego patogenu. Dla takich ludzi odpowiednia opieka i podejście medyków to główna szansa na wyzdrowienie. Tym bardziej trudno więc zrozumieć to, co dzieje się w szwedzkich domach opieki.

Bez restrykcji

Od początku pandemii koronawirusa Szwecja nie była wymieniana wśród krajów, które mocno wzięły sobie do serca zalecenia lekarzy i ekspertów, by ograniczyć sferę publiczną, chroniąc w ten sposób zdrowie i życie obywateli. Nie wdrożono tam, wzorem większości państw Europy, licznych restrykcji, które minimalizują ryzyko szybkiego rozprzestrzeniania się patogenu. Większość szkół pracuje w normalnym, stacjonarnym trybie. W Szwecji można bez problemu pójść sobie do pubu czy kawiarni. Praca zdalna nie jest wymogiem, chyba że ktoś czuje się źle, wtedy może zdecydować się na taką formę wykonania obowiązków. Władze w Sztokholmie poleciły jedynie obywatelom, by zachowali podstawowe środki ostrożności, stosowali się do zasad higieny i unikali dużych skupisk ludzi. Poproszono, by osoby w podeszłym wieku ograniczyły aktywność społeczną i w miarę możliwości pozostały w domach. Co więcej, na połowę czerwca planuje się wznowienie w Szwecji rozgrywek piłkarskich, co może przyciągnąć tłumy do pubów i restauracji. Zaniepokojenie takim scenariuszem wyraził główny epidemiolog Szwecji Anders Tegnell. Trudno jednak oczekiwać, by władze nagle zdecydowały się na zamknięcie knajp, skoro nie zrobiły tego do tej pory. Ciekawostką pozostaje to, że to właśnie Tegnell od początku był orędownikiem niezwykle liberalnego podejścia do koronawirusa. Swoją postawą poszedł pod prąd wobec innych ekspertów, którzy nawoływali do wdrożenia choćby części restrykcji.

 Pod względem podejścia do koronawirusa Szwecja przypomina nieco Białoruś, gdzie także nie zdecydowano się na wprowadzenie ogólnospołecznych obostrzeń. Jak taka postawa przełożyła się na sytuację u naszego wschodniego sąsiada, wszyscy widzą. Każdego dnia przybywa tam około tysiąca zarażonych. Z kolei w Szwecji tylko w kwietniu zmarło ponad 10 tys. osób. To największy wskaźnik od 1993 r. Gwoli ścisłości należy dodać, że nie wszystkie przypadki śmiertelne mają związek z epidemią koronawirusa, jednak trzeba pamiętać, że – według oficjalnych statystyk – do tej pory na COVID-19 zmarło w tym kraju blisko 4 tys. osób. Zarażonych jest z kolei ponad 32 tys. osób. Wskaźnik łączący Szwecję z niemal wszystkimi krajami na świecie dotkniętymi pandemią jest oczywisty – to średnia wieku ofiar śmiertelnych. Podobnie jak w innych krajach, tak również w Szwecji najczęściej na koronawirusa umierają ludzie starsi (pow. 70 lat) i schorowani. Dlatego też nie było zaskoczeniem, gdy koronawirus zaczął pojawiać się w tamtejszych domach opieki.

Śmierć w strzykawce

Analogicznie do poprzednich słów coraz więcej przypadków śmiertelnych w domach opieki też nie powinno dziwić, gdyż z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia m.in. we Włoszech czy w Polsce. Tymczasem szwedzcy dziennikarze odkryli, że w przypadku tamtejszych domów opieki i dużej liczby zgonów istnieje drugie, przerażające dno.

W środę jeden z największych szwedzkich dzienników – „Dagens Nyheter” – powołując się na anonimową wypowiedź jednego z lekarzy ze Sztokholmu, poinformował, że pacjentom w podeszłym wieku, przebywającym w szpitalach i domach opieki, podaje się specjalny zastrzyk, którego składnikami są morfina, midazolam i haldol. Rozmówca gazety określił wymienione substancje mianem „paliatywnego koktajlu”, który wywołuje u pacjentów kłopoty z oddychaniem, a w konsekwencji śmierć. – Coraz częściej stosuje się eutanazję pod pozorem opieki paliatywnej – powiedział w anonimowej rozmowie z „DN” wspomniany lekarz. – Wielu pacjentów z ­COVID-19 jest leczonych tak jak nieuleczalnie chorzy na raka, którym pozostało niewiele życia. Gdy [tego typu zastrzyk] jest stosowany u pacjentów z niedoborem tlenu, zdecydowanie przyspiesza ich śmierć. Krewni często nic o tym nie wiedzą, gdyż obowiązuje zakaz odwiedzin. Aspekty etyczne nie są podnoszone, ale uważam, że jest to nielegalne. Niektórzy z tych pacjentów mogliby przeżyć, gdyby zastosowano u nich tlenoterapię – dodał rozmówca gazety.

O tym, że sytuacja jest poważna, świadczą też słowa Yngve Gustafsona, profesora geriatrii z Uniwersytetu w Umeå. – Podstawowe leczenie w przypadku COVID-19 powinno polegać na stosowaniu kroplówek z substancjami odżywczymi, podawaniu leków przeciwzakrzepowych, tlenu oraz antybiotyków w celu eliminacji wtórnego bakteryjnego zapalenia płuc – wyjaśnił ekspert. – Tymczasem osobom starszym z zapaleniem płuc rutynowo podaje się m.in. morfinę oraz midazolam, które hamują oddychanie – dodał profesor, potwierdzając tym samym ustalenia informatora gazety „Dagens Nyheter”. Prof. Gustafson wskazał również, że odsetek osób w podeszłym wieku podłączonych w szpitalach do respiratora jest znacznie niższy niż zwykle. – Zrezygnowaliśmy ze starszych osób, które miałyby szansę przeżyć – ocenił ekspert. Wobec coraz szerzej pojawiających się wątpliwości co do sposobu leczenia osób starszych rozpoczęto śledztwo wyjaśniające w tej sprawie. Jak podają tamtejsze media, kontroli mają zostać poddane wszystkie tego typu placówki w Szwecji.



Autor: Konrad Wysocki












#DziękujeMyZaOdwagę
reklama