Łazienka z widokiem

CHILE \ LOS BAÑOS POD WULKANEM PUYEHUE

numer 2658 - 15.06.2020Podróże

O takich miejscach zwykle mało piszą w przewodnikach. O ich istnieniu najprędzej dowiemy się od przyjaznych ludzi, zwykle okolicznych mieszkańców. Dla nich są to miejsca jedyne i wyjątkowe. Bo po pierwsze przecudnie piękne, a po drugie – wciąż tylko dla nich.



Półpustynny pejzaż. Szarosine wydmy i ostrobłękitne niebo. Kontrast. Horyzont ucięty niczym ostrzem noża. Żadnych niejednoznaczności. Żadnych nieostrości. Idziemy już cztery godziny. Wokoło nikogo. Ostatnich ludzi widzieliśmy, gdy odbijaliśmy ze szlaku na wulkan Puyehue. Oni poszli na szczyt, my skręciliśmy w bok.

Marsz po tym terenie przypomina nieco chodzenie po bagnie. Stopy delikatnie zapadają się w powulkanicznym tufie i pustynnym piachu. Amortyzacja stawów. Dobre dla kolan i ścięgien. Miąższość nie jest znowu taka duża, aby zapadanie się miało utrudniać swobodny chód. Ot, delikatne umilenie trasy.

Naraz wśród jednorodnej pejzażowo piaszczystej masy widać pierwszą zieloną plamkę. To trawa, która spływa po stoku wydmy. Tam, skąd słychać delikatny szelest. Jest woda! Pojawiła się nie wiadomo skąd. Płynie coraz szerszym korytem. Wciąż jednak na tyle wąskim, że bez trudu można go przeskoczyć niewielkim susem. Naokoło wyrastają kolejne przejawy życia. Trawy, porosty, mchy...

– Stefan, widziałeś?... – idąca na przedzie Monika wskazuje niewielkie wypłaszczenie.

Pofałdowane do tej pory podnóże wulkanu Puyehue naraz łagodnieje, przechodząc w sporych rozmiarów piaszczysty plac, wokół którego płynie woda. Nie trzeba już schodzić głęboko w dolinę, by jej zaczerpnąć. Niby-oaza, choć bez drzew. Monika wskazuje czworo ludzi na środku placu – to trzech siedzących mężczyzn i jedna chodząca między nimi kobieta. Każdy ma spuszczoną głowę, ich oczy zakrywają opaski, a ręce jakby były związane na plecach. Siedzą do siebie plecami, opierając się o siebie. Jednemu z nich dziewczyna podaje rękę i prowadzi gdzieś na bok. Bardzo dziwny to obrazek. Dziwny i przerażający. Smutny



zawartość zablokowana

Autor: Stefan Czerniecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama









#DziękujeMyZaOdwagę
reklama