Bolszewicy znów atakują!

FELIETON \ Stawka wyborów – obronić rodzinę, państwo i świat naszych wartości

numer 2662 - 19.06.2020Publicystyka

Równo sto lat po tym, jak nadludzkim wysiłkiem Polacy zatrzymali pochód bolszewizmu na Zachód, komuna znów usiłuje podpalić nasz świat, tym razem z dokładnie przeciwnego kierunku.

Światowa rewolucja, która nie udała się Leninowi i Trockiemu, po kilku dziesięcioleciach zaczęła odżywać. Z pozoru niewinnie dzieci kwiaty sprzeciwiające się wojnie z komunistyczną agresją w Wietnamie, pacyfiści protestujący przeciw rozmieszczaniu w Europie amerykańskich Pershingów, ale już nie sowieckich SS-20, rozprzestrzenianie wśród młodzieży – w wyniku bezstresowego wychowania – ideologii „róbta, co chceta”, a wszystko to podlane budzeniem nienawiści do ostatniej ostoi naturalnego porządku – Kościoła. W zmitologizowanym buncie młodzieży paryscy czy kalifornijscy studenci czerpali inspirację zarówno z czerwonej książeczki ze złotymi myślami przewodniczącego Mao, jak i trockistowskiej idei rewolucji permanentnej.

Pochód nieśmiertelnych idei Iljicza i nowy proletariat

Gdy pokolenie ‘68 dorwało się do władzy, miewało spektakularne osiągnięcia. Absolwent Sorbony i uczeń Sartre’a Pol Pot tak skutecznie zreedukował swój nieszczęsny naród, że jedna trzecia zmarła na polach śmierci. Ilu Chińczyków ma na sumieniu taki Mao, nikt nie zliczy, lecz pewne jest, że mowa o wielu milionach. Wielki przewodniczący nigdy nie został potępiony przez rządzących do dziś chińskich komunistów, a jego wizerunek nadal opromienia pl. Niebiańskiego Spokoju. Czy pamiętamy jeszcze, że gdy u nas pani aktoreczka w 1989 r. zapewniała nas z naiwnym wdziękiem, iż „komunizm właśnie się skończył”, tenże plac spłynął krwią młodych Chińczyków, którzy też chcieli w to uwierzyć?

Gdy niegdyś w początkach lat 80. ubiegłego wieku przemierzałem pociągiem niezmierzone przestrzenie Związku Sowieckiego, ujrzałem w szczerym polu ogromne banery, z których każdy zawierał tylko jedno słowo, a rozstawione w takich odległościach, że pasażerowi układały się w jedno porażające rozmachem i – niestety – ponurą prawdziwością hasło: „Szerzy się – pochód – nieśmiertelnych – idei Iljicza”. Objaśniam młodszym Czytelnikom, że pod tym familiarnym określeniem krył się rosyjski zbrodniarz Władimir Uljanow, ksywa Lenin. W Polsce trwał wówczas karnawał Solidarności, która przywróciła nam wiarę, że komunę da się obalić. I choć wkrótce marzenia te zrujnował sowiecki namiestnik w mundurze polskiego generała, to Opatrzność czuwała i zafundowała nam największego prezydenta w dziejach USA, Ronalda Reagana, który wsparty radą i modlitwą świętego papieża Polaka skutecznie rozmontował sowieckie imperium.

Na Reagana głosowała owa pogardzana przez lewicowy establishment, milcząca zazwyczaj większość normalnych obywateli, która miała już dość rozkładania państwa od wewnątrz, palenia flagi narodowej i plucia na świętości. Tylko że owa wedle marksistowskiej definicji niższa klasa średnia, pragnąc awansu społecznego swoich dzieci, wysyłała je na uniwersytety, nie zdając sobie sprawy z tego, że są one już całkowicie zainfekowane tego typu myśleniem. Po formalnym upadku to nie Lenin, Trocki i Mao byli idolami, ale „młody Marks” i jego uczeń Herbert Marcuse, a niewdzięczny, głosujący na reakcjonistów proletariat zastąpiły mniejszości seksualne. Tylko że inspiracja była i tak czysto bolszewicka



zawartość zablokowana

Autor: Jerzy Lubach


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama










#DziękujeMyZaOdwagę
reklama