Starowieyski – akty i śmierć

SZTUKA \ Rysownik, grafik i... kolekcjoner

Lubił pracować przed publicznością. W czasie jego teatrów rysowania powstawały wielkie realizacje o wymiarach 3 na 20 metrów. 90 lat temu urodził się Franciszek Starowieyski.
Franciszek Starowieyski (1930–2009) miał ziemiańskie pochodzenie. Urodził się bowiem w rodzinnym dworze w Bratkówce w województwie podkarpackim. Nie ułatwiało mu to artystycznej kariery w latach stalinowskich. Jednak ogromny talent, szeroka wiedza i znajomość języków obcych pozwoliły mu z czasem stać się najbardziej znanym i rozpoznawalnym twórcą rysunków oraz charakterystycznych plakatów. Te tworzone węglem na białych kartonach lub płótnach rysunki, pełne witalnej zmysłowości, łączyły kobiece akty z barokową tematyką śmierci. Artysta świadomie zestawiał ludzkie namiętności z kruchością naszego życia, z nieodzownym przemijaniem, co w jego plastycznych realizacjach ukazywane było w szokujących rozpadających i rozkładających się szkieletach. Śmiało sięgał po symbolikę różnych nurtów europejskiego malarstwa inspirowanego grafiką i obrazami sztuki baroku, perfekcyjnie operował barokową kaligrafią.
Starowieyski zaliczany był też do twórców sławnej szkoły polskiego plakatu. Pisał kiedyś: „Najtrudniejszą rzeczą do zrobienia plakatu jest znalezienie pretekstu. Mnie najlepiej zawsze wychodziły rzeczy robione mimochodem. Ale dla Wajdy, z którym się przyjaźniłem, nigdy mi nic nie wyszło. Chciałem za dobrze. Do »Ziemi obiecanej« zrobiłem ze trzydzieści szkiców, w tym kilka naprawdę dobrych, a na nic się nie zdecydowałem”. Dziesiątki jego plakatów filmowych, teatralnych czy zapowiadających malarskie wystawy jeszcze do czasu stanu wojennego codziennie spotykało się na polskich ulicach. Zdobywał za nie najrozmaitsze międzynarodowe i krajowe nagrody, by w roku 2005 otrzymać Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
Prywatnie Franciszek Starowieyski był znakomitym gawędziarzem z niezrównanym zapałem opowiadającym o swoich pasjach kolekcjonerskich. W książce Izabeli Górnickiej-Zdziech pt. „Przewodnik zacnego kolekcjonera według Franciszka Starowieyskiego” jest taka wypowiedź artysty: „Zbieractwo to wewnętrzna potrzeba. Trzeba się z nią urodzić. Kolekcjonuje się bowiem po to, by poszerzać swoje horyzonty, a nie żeby zaoszczędzone zaskórniaki w tajemnicy przed żoną wydawać. Pamiętam, że kiedy w 1957 r.  dostałem wreszcie samodzielne mieszkanie, pierwszą rzeczą, jaką do niego kupiłem, był srebrny garnuszek do beszamelu z 1830 r. Identyczny stał kiedyś w naszym rodzinnym dworze. Wynalazłem go gdzieś na targu staroci, sprzedający nawet nie zauważył, iż to srebro. Byłem bardzo zadowolony z tego, że oto posiadam jakiś skarb”. Franciszek Starowieyski z czasem stał się wybitnym ekspertem w dziedzinie rzemiosła artystycznego epoki baroku, zbierał głównie drogocenne przedmioty złotnictwa, szczególną zaś miłością darzył stare księgi oraz zabytkowe zegary i zegarki.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl