Tęczowa inwazja na polski rap

HIP-HOP \ Przez tę operację Duda przegrał wśród młodych!

W wyborach prezydenckich wśród najmłodszych wyborców Rafał Trzaskowski wygrał z Andrzejem Dudą, i to wysoko: 64 proc. do 36 proc. To zmiana, bo we wszystkich wyborach od 2015 r. więcej młodych głosowało na prawicę. Co się stało?
Miesiąc temu w „Nowym Państwie” opublikowałem tekst, w którym zapowiedziałem, że tak się stanie, i opisałem, jaką operację socjotechniczną przeprowadzono na młodzieży. W 2011 r. doszło do odwrócenia się młodych od palikociarstwa i powstania mody na patriotyzm. Żołnierze Wyklęci trafili na koszulki i murale. Oprócz kibiców największą rolę odegrał w tym polski rap, czy szerzej hip-hop. Z opóźnieniem zrozumieli to bossowie propagandy spod znaku TVN. W ostatnich latach włożyli ogromny wysiłek, by odwrócić ten zabójczy dla nich trend. Akcja, wzorowana na starych metodach Jerzego Owsiaka, była słabo zauważona przez naszą stronę (i przez to skuteczna). Ten tekst nie jest łatwy ani przyjemny, a traktujący o sprawach, o których większość zwolenników PiS nie ma pojęcia. Gwarantuję jedno – opisuje zdecydowanie najważniejszą przyczynę zmiany postaw młodzieży. Kto myśli, że były przyczyny ważniejsze, myli się.
Historia polskiego rapu w dwóch obrazkach. W 1993 r. Fazi, czyli Krzysztof Milerski z Poznania, zakłada Nagły Atak Spawacza, jeden z pierwszych polskich zespołów hip-hopowych, który opowie, że nowa Polska nie wygląda tak pięknie, jak w mediach, bo dookoła nie „modne sklepy i zachodnie reklamy, tylko brudne i ciemne zarzygane bramy”. A teraz jest 2020 r. i Fazi protestuje przeciwko temu, co nowi wykonawcy robią z polskim rapem: „Czego oni chcą na rapowej scenie – trutnie, pedały, dziwadła i lenie”. Tym, którzy traktują hip-hop jak dochodowy biznes, wykrzykuje: „To jest rap, do k… nędzy, czy jest na bogato, czy ni ma pieniędzy”. Kurtyna.
Wiem, że ten tekst będzie nieprzyjemny dla środowiska hip-hopowego i równie nieprzyjemny dla naszych Czytelników i zwolenników PiS. Niejeden taki Czytelnik zapyta, o co chodzi z tym rapem, bo się nie znam, nic nie wiem… Ano właśnie to źle, że nic nie wiesz, bo skutki tego, co się dzieje, odczujesz za chwilę bardzo boleśnie na własnej skórze. I już odczuwasz, chociaż tego nie wiesz, bo „sympatyczna” akcja Hot16Challenge2, wykorzystująca do swoich celów rap, tak naprawdę była najbardziej udanym po 2015 r. atakiem na PiS.
Wtręt osobisty – nie jestem dziennikarzem muzycznym, o rapie piszę rzadko, ale słucham go często, bo nie może być inaczej, skoro wychowywałem się w naszym ukochanym, kibicowskim, patologicznym Kotle Lecha Poznań, gdzie polski rap wymyślali koledzy z tegoż Kotła, jak Peja czy wspomniany Fazi, których pierwszą kasetę „Brat Juzef” kupiłem w supermarkecie Złoty Grosz na poznańskim osiedlu Bolesława Chrobrego…
Fazi: „Za sobą głuchy trzask popalonych mostów”
Na najnowszej płycie Faziego „Recepta” jest w zasadzie cały opis choroby. Od dawna nie słyszałem czegoś tak autentycznego, pełnego pasji i wściekłości. Raper wie, że pisząc te wersy, usłyszy „za sobą głuchy trzask popalonych mostów” (kawałek „Plastik”). Do twórców nowego „rapu” pisze: „Wasze matki mają większe jaja”. Ostrzega: „nie nazywaj rapem pedalskich przebieranek”, bo nie ma autentyczności w świecie, w którym najważniejsze są „fejkowe foty, ćwiczone godzinami instagramowe pozy” („Szept”). I wreszcie wybucha w utworze „Canario Rap”:
„Czasy się zmieniły, ludzie marionetki
Zdalnie sterowani, butelki, tabletki
Zero zasad i wartości, jak jeb...e wszy
Wyczerpałem zapas, skończyły się łzy”
Furię Faziego oddają najbardziej cenzuralne fragmenty jednego z jego internetowych wpisów: „Dobieracie się w pseudochwilowe przyjaźnie na klipy czy płyty tylko po to, żeby naj…ć wyświetleń. Rap is dead”.
Trochę spokojniej, ale też dobitnie ujmuje to inny z prekursorów rapu, zespół Hemp Gru w utworze „Fake MC”, w którym zarzuca młodym „raperom”, że chcą jak najszybciej zarobić pieniądze, kopiując wykonawców z Zachodu: „wygrywa moda, chcą drogi na skróty, nie ma w nich sztuki, kserują nawet ruchy”. Nie ma przesłania, nie ma idei, tylko „wymuskane fryzury, fałszywe uśmiechy / kobiece biżuteria i garderoba / lubią lateks, nylon, skóry / prochy zeżrą dla uciechy / podnieca ich zło”.
Rap z dzielnic i osiedli
No to teraz parę słów do pisowskiego Czytelnika, co nic nie rozumie. Otóż na początku lat 90. narodziła się w polskich dzielnicach i na osiedlach muzyka, której ważną częścią składową był bunt przeciwko niesprawiedliwościom III RP. Nieuwzględniana przez listy przebojów, niezależna od muzycznego establishmentu.
Ta muzyka była bardzo niegrzeczna, tworzyli ją najbardziej niegrzeczni uczniowie z Twojej szkoły albo ze szkoły, w której uczyła Twoja mama. Często w tej muzyce mówiono prawdę o tym, czym jest III RP, o biedzie i złodziejach na stołkach. W wielkim stopniu zgodziłbyś się z tym opisem. O żadnej politycznej poprawności w tej muzyce też nie było mowy, medialny mainstream uznawał ją za homofobiczną.
Tak, ale poza tym w gatunku pełno było rzeczy „niepisowskich”. Roiło się od przekleństw, atakowano policję za ściganie tych, co „palą zioło”. Często też wychwalano młodą przestępczość. Bo odpowiedź na niesprawiedliwości III RP brzmiała nierzadko: skoro wy nas tak urządziliście, że nie mamy żadnych perspektyw, to my w społeczeństwie pokojowych piesków zostaniemy wilkami, które wyszarpią swoje.
Jak mogliście nie widzieć?
Prawica, poza chlubnymi wyjątkami, długo w ogóle nie dostrzegała ogromnej siły polskiego rapu. Była na tyle niemądra, że widziała tylko formę, a w zasadzie jej czę?? ? bluzgi czy pochwa?? narkotyk?w. Ewentualnie co? tam s?ysza?a, ?e to nawi?zuje do stylistyki jakich? Murzyn?w z?Ameryki. Nie potrafi?a zrozumie?, ?e tw?rczo?? poszkodowanych przez III RP musi by? estetycznie chropowata, czasem prymitywna, bo takie jest ich ?ycie.
Pami?tam rozmow? z?Zofi? i?Zbigniewem Romaszewskimi o?r??nicy pomi?dzy 1980 a?1989 r. Ot?? w?1980 r. by?y jeszcze w?pe?ni si? niedobitki polskiej przedwojennej inteligencji. I?owi inteligenci natychmiast ruszyli ze wsparciem dla robotnik?w. Wść – bluzgi czy pochwałę narkotyków. Ewentualnie coś tam słyszała, że to nawiązuje do stylistyki jakichś Murzynów z Ameryki. Nie potrafiła zrozumieć, że twórczość poszkodowanych przez III RP musi być estetycznie chropowata, czasem prymitywna, bo takie jest ich życie.
Pamiętam rozmowę z Zofią i Zbigniewem Romaszewskimi o różnicy pomiędzy 1980 a 1989 r. Otóż w 1980 r. były jeszcze w pełni sił niedobitki polskiej przedwojennej inteligencji. I owi inteligenci natychmiast ruszyli ze wsparciem dla robotników. W 1989 r. natomiast nawet przedwojenni 20-latkowie mieli już siedemdziesiątkę. I już nie było komu ruszać… Otóż tamta inteligencja potrafiłaby w latach 90. dostrzec różnicę pomiędzy chropowatą formą rapu a oceanem autentycznej ludzkiej krzywdy, który stoi za tą formą ekspresji. I wiedzieć, że ma tu coś do zrobienia…
A w III RP wśród publicystów konserwatywnych zbyt wielu było nadętych d...ków, którzy marzyli tylko o tym, by w garniturach dyskutować nad brytyjskim konserwatyzmem. Nie przychodziło im do zakutych łbów, że skoro Pan Bóg dał im więcej zdolności, to powinni wykorzystać je do walki o interesy polskich blokowisk, dzielnic czy wsi.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze