„Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy” – czyli słowo o wyborach

KOMENTARZ \ Prof. David Engels, analityk Instytutu Zachodniego, historyk, pisarz i publicysta, specjalnie dla „Codziennej”

Zamiast zastanowić się nad pobudkami, które zdeterminowały decyzje wyborcze swoich polskich sąsiadów, Niemcy niczym owczarek niemiecki chcą wgryźć własną rację w przeciwnika do momentu, aż dobrowolnie przyzna się do błędu.
Abstrahując od nieco już oklepanej, nienawistnej kampanii medialnej wytoczonej przeciwko Donaldowi Trumpowi, media zachodnioeuropejskie, a zwłaszcza niemieckie głównego nurtu, dawno z większą zapalczywością nie wgryzły się w żaden inny temat. A mianowicie w temat wyborów prezydenckich w Polsce.
Coś tu nie zadziałało
Dzień w dzień, na okrągło i do znudzenia mielono stereotyp sympatycznego, postępowego, proeuropejskiego prezydenta Warszawy i totalitarnego, skrajnie prawicowego, nacjonalistycznego prezydenta Polski, a czyniono to na tyle topornie, iż nawet spora część samych Niemców krytykowała tak rażący rozbrat z zasadą neutralności.
Zdumienia nie ma – czego bowiem można się spodziewać po dziennikarzach, z których ponad połowa deklaruje sympatie do środowisk lewicowych i skrajnie lewicowych, a jedna trzecia twierdzi, że nie przejawia żadnych sympatii, co wskazuje z kolei na znikomy udział tych, którzy skłaniają się ku opcji konserwatywnej?
Dziś, już po wyborach prezydenckich, fakt, iż kampania wymierzona w Andrzeja Dudę sama sprowadziła się do absurdu, a w polskim wyborcy obudziła reakcje odwrotne od spodziewanych, można rozpatrywać w kategorii zrządzenia losu. I to takiego, które prezydentowi Dudzie wyszło na dobre.
Zignorowany certyfikat moralności
A jednak, szkody wywołane rozpętaniem tej kampanii są dotkliwe. Z jednej strony dlatego, że niemiecki sposób relacjonowania sytuacji w Polsce mógł wpłynąć na decyzję wyborczą licznie mieszkających w Niemczech Polaków: o ile w 2015 r. na Andrzeja Dudę oddało swój głos 47,92 proc. głosujących w Niemczech Polaków, o tyle ostatnio było to już tylko 22,7 proc., i to przy frekwencji wyborczej na poziomie 86 proc. A zatem wynik wyraźnie odbiegający od polskiej średniej. Z drugiej strony Niemcy byli zdziwieni wynikiem, ponieważ nie są przyzwyczajeni do sytuacji, kiedy obywatele obcych państw bez stosownej atencji odnoszą się do certyfikatów moralności wystawianych przez niemieckie media.
Stopień medialnego i politycznego ujednolicenia państw na zachód od Odry osiągnął już tymczasem naprawdę potężną skalę. A tak skandaliczna „niesubordynacja”, jak ta w wykonaniu polskich wyborców, spotyka się nie tylko z niezrozumieniem, lecz także z bardzo określoną reakcją. Zamiast zastanowić się nad pobudkami, które zdeterminowały decyzje wyborcze swoich polskich sąsiadów, Niemcy niczym owczarek niemiecki chcą wgryźć własną rację w przeciwnika do momentu, aż dobrowolnie przyzna się do błędu.
Już teraz obserwujemy przygnębiający brak elementarnej uprzejmości w reakcjach niemieckich polityków, którzy „poważnie zaniepokojeni” o stan demokracji w Polsce, wzywają Unię Europejską do ukrócenia środków przypadających Polsce. Dają tym świadectwo nie tylko osobliwego rozumienia demokracji i zasad fair play, ale i kiepskiego wychowania politycznego, co źle wróży na przyszłość.
I w sumie to cud, że Polacy mimo presji z zewnątrz ponownie postawili na kandydata konserwatywnego, zwłaszcza takiego, który głównymi tematami swojej kampanii wyborczej uczynił hasła niemieszczące się dziś w głowach większości przywódców państw europejskich: wartości chrześcijańskie, ochronę tradycyjnej rodziny, krytykę ideologii LGBTQ, katolicką naukę społeczną, walkę z unijną technokracją, wspieranie dzietności, demontaż liberalno-lewicowych klik sędziowskich, szeroko pojętą obronę życia ludzkiego od poczęcia aż do naturalnej śmierci, islamizację czy w końcu – krzewienie zdrowego ducha poczucia dumy narodowej.
Dwa teatry kampanii wyborczej
Niezależnie jednak od tego, czy mieliśmy do czynienia z cudem, czy raczej z przejawem typowej polskiej przekory i walki do końca nawet w obliczu przeważających sił przeciwnika, jedno jest pewne – wynik wyborów prezydenckich w Polsce jest ważnym znakiem. Świadectwem, że Polacy nie zawiedli nadziei pokładanych w nich przez obóz konserwatywny. I tak nie tylko parlament, lecz także urząd głowy państwa znalazł się ponownie w rękach Prawa i Sprawiedliwości – rzecz wyjątkowa w historii III Rzeczypospolitej. A walka największego państwa Grupy Wyszehradzkiej przeciwko politycznie poprawnemu nurtowi w UE wchodzi tym samym w kolejną, niewykluczone, że decydującą, rundę. Można mieć tylko nadzieję, że rząd będzie nie tylko kontynuował wewnątrzpolityczną walkę o zachowanie wartości chrześcijańskich i państwowość opartą na fundamencie chrześcijańskiej etyki społecznej, ale i że wyciągnie konieczne wnioski z przybierających na sile tarć z rządami Angeli Merkel i Emmanuela Macrona oraz zależnymi od nich instytucjami unijnymi.
To by wymagało przekształcenia z jednej strony w znacznej mierze tradycjonalistyczno-konserwatywnego Międzymorza w mocno skonsolidowaną przeciwwagę dla osi Berlin–Paryż, a z drugiej – co jest nawet bardziej istotne – zainicjowania walki o stworzenie ogólnoeuropejskiego, strukturalnego i konserwatywnego w swoich założeniach sojuszu. Dopiero co na własnej skórze doświadczyliśmy tego, jak dalece jest posunięta presja instytucji unijnych i niemieckich mediów głównego nurtu (oraz znajdującej się w dużym stopniu w rękach niemieckich polskiej prasy) i tego, że kampanie wyborcze w XXI w. nie toczą się wyłącznie w teatrze wewnętrznym, ale i zewnętrznym. I bardziej niż kiedykolwiek potrzeba dziś solidnego sojuszu wszystkich sił, które sprzeciwiają się modelowi Europy unijnej, ale chcą Europy silnej chrześcijańskim fundamentem i ściśle ze sobą współpracującej. Albo Polska będzie dźwignią tego procesu, albo w niedalekiej perspektywie może się okazać, że szansa przepadła.
Tłum. Olga Doleśniak-Harczuk
Prof. David Engels – historyk belgijski, wykładowca na Université Libre de Bruxelles, główny analityk Instytutu Zachodniego w Poznaniu. Autor m.in. książki „Schyłek. Kryzys Unii Europejskiej i upadek Republiki Rzymskiej” . W 2019 r. pod jego redakcją wydano tomik „Renovatio Europae. O hesperialistyczną reformę Europy” (Instytut Zachodni). Prof. Engels publikuje felietony na łamach wielu prestiżowych magazynów, m.in. „Listy z Warszawy”, felietony ukazujące się regularnie na łamach konserwatywnego niemieckiego magazynu myśli politycznej „Cato”.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl