Mycie o poranku

INDIE \ NEW DELHI

Sami Hindusi mówią, że to ponoć jedno z najstarszych ludzkich osiedli świata. Z kolei lubujący się w chwytliwych metaforach przybysze często zwykli nazywać je „miastem kontrastu”. Nic bardziej mylnego.
Tak po ludzku, to żal mi tych ludzi. Choćby tej pani, która właśnie wystawia przez drzwi swoje kilkuletnie dziecko, pomagając mu, by spokojnie załatwiło swoje potrzeby fizjologiczne wprost na chodnik. Goła pupka ponad stertami śmieci i leżących gdzieniegdzie bezdomnych. To przecież i tak nikomu nie zrobi różnicy. Tej pani kilka domostw dalej, która myje włosy przed wejściem do domu, też mi żal.
To dziecko trzymane w tej chwili na rękach matki i robiące kupkę na ulicy tutaj się urodziło. I tutaj też umrze. Pani myjąca włosy przed imitacją zdezelowanej chaty prawdopodobnie również. Oboje pewnie już nie poznają, że można inaczej. Że człowiek nie musi przyzwyczajać się do kilkupiętrowych hałd śmieci pod domem. Że na świecie istnieją miejsca z cudną harmonią. I to nie tylko w przyrodzie – przykład zupełnie nieodległego stąd najwyższego pasma górskiego świata, w którym przeczyste wiatry smagają surowe turnie ośnieżonych ośmiotysięczników, jest aż nadto wymowny.
Poranek w New Delhi. W kolejce do ulicznego hydrantu stoi czterech ludzi. Musieli tu być jeszcze przed świtem. O tej porze słońce jeszcze nie torpeduje swoimi palącymi mackami hinduskiego rozgardiaszu ulicy. Owszem, powoli widać jego grzywę. Robi się też coraz cieplej. Ale to dopiero za dwie godziny będzie naprawdę nieznośnie. Fala upału zmyje ludzi z otwartych, rozgrzanych przestrzeni, spychając ich pod ściany obdrapanych zębem czasu, walących się chałup. Tam znajdą cień. Do tekturowych domów czy zrujnowanych lepianek i tak nie ma co wracać. W nich jest przecież jeszcze cieplej.
Na razie jest jeszcze chłodniej. Woda z hydrantu leci cienką strużką. Mężczyźni rozbierają się do bielizny. Dla nich to jedyna kąpiel dnia. Jedyna, ale jakże ważna. Absurdalne, że w miejscu, gdzie totalny chaos i brud stanowią kwintesencję codziennego obrazu ulicy, obrządek kąpieli urasta do rangi niemal oczyszczenia duchowego. Najlepiej, gdy kąpieli towarzyszą jeszcze dodatkowa medytacja i modlitwa. I coś jeszcze.
„Gghhhrrr!!!”. Głośny, obrzydliwy odgłos charczenia słychać z pewnością dobre trzy ulice dalej. Charczenie i spluwanie jest dla Hindusów tym, czym gwizdanie dla Latynosów. Tym, czym pełne gestykulacji wymowne składanie dłoni u Włochów. Czym „ole” na hiszpańskiej corridzie. Plują wszyscy: mężczyźni i kobiety. Młodzi i starcy. Bez względu na wyznanie. Bez względu na wykształcenie, pochodzenie i poglądy. To drugi oddech Delhi. Dodajmy, że dla obcego obrzydliwy tylko przy pierwszym zetknięciu. Gdy z podobnym „gghhhrrr!!” zetkniemy się dosłownie wszędzie – na dworcu kolejowym, w autobusie, w restauracji, w męskiej toalecie, stojąc na balkonie zacisznego hostelu czy nawet budząc się rano i słysząc zza ściany... – wówczas, gwarantuję, całe zjawisko zupełnie nam spowszednieje.
Nasi bohaterowie biorą do ręki plastikowe wiaderka. Nadal charcząc i plując, nabierają wody. Po chwili echo ulicy rozdziera głośny plusk. Zaraz potem kolejny. Mężczyźni szorują się pod pachami. Ciemnobrązowa skóra zaczyna pokrywać się białą pianą. Woda spływa stróżką po ciele aż do stóp, by wylądować wreszcie na szarym asfalcie i znaleźć sobie najkrótszą drogę w kierunku krawężnika i zasilić pobliski rynsztok. Jeszcze tylko włosy: długo i dokładnie. W kolejce czekają przecież następni. W większości rykszarze. Ich na ulicach Delhi jest o tej porze najwięcej. Nikt jednak nikogo nie pogania. Mają czas. Jest przecież dopiero przed ­szóstą.
Widok porannej wspólnotowej toalety bezdomnych oraz najbiedniejszych Hindusów na Beriwari Gali czy Sharbia jest od lat powszechny. Przyjezdny z zewnątrz, który jakimś cudem trafi tu o wczesnej porze poranka, może potem długo dochodzić do siebie. Być może nie będzie mu się nawet chciało wyjmować aparatu. Nie tylko ze strachu, ale też z niedowierzania. Że tak można.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl