Nowa twarz – stare układy

KRAJ \ PSL PO LIFTINGU

Numer 365 - 19.11.2012Publicystyka

Przewrót w Polskim Stronnictwie Ludowym? Rewolucyjna zmiana na polskiej scenie politycznej? Szansa na rozpad koalicji? Aby trzeźwo ocenić to, co wydarzyło się na kongresie PSL u (odbywającym się nomen omen w Pruszkowie…), na którym nowym szefem PSL u został Janusz Piechociński, trzeba najpierw uporządkować fakty. A wnioski, które z nich płyną, niekoniecznie muszą nastrajać optymistycznie.
Artur Dmochowski
Zacznijmy od próby odpowiedzi na podstawowe pytanie: dlaczego Waldemar Pawlak przegrał z Januszem Piechocińskim? Jego pozycja jako lidera Stronnictwa, a jednocześnie wicepremiera i ministra gospodarki wydawała się przecież tak mocna, że nawet Janusz Wojciechowski, były prezes PSL u, pokonany przez Pawlaka w 2005 roku, obecnie europoseł PiS u, jeszcze niedawno twierdził stanowczo, że nie widzi szans, aby ktoś mógł Pawlakowi zagrozić.
Walka klik
Wydaje się jednak, że na swoją porażkę naczelny strażak III RP zapracował sam, popełniając najczęstszy, banalny błąd ludzi, u których zbyt długie sprawowanie władzy usypia czujność: nie docenił przeciwników. I nie chodzi tu nawet przede wszystkim o Piechocińskiego.
Wystarczy przypomnieć sobie sekwencję wydarzeń sprzed kilku miesięcy. Marek Sawicki, minister rolnictwa, uważany za człowieka numer 2 w stronnictwie, najważniejszego rywala i potencjalnego następcę Pawlaka, 5 lipca oświadcza w wywiadzie prasowym, że czas na przejęcie władzy w PSL u przez „młodszą generację”.
Już 11 dni później wybucha tzw. afera taśmowa, ujawniająca nepotyzm i korupcję w podlegających Sawickiemu instytucjach i spółkach. Oczywiste było, kto na niej skorzystał: Pawlak nie tylko nie stanął w obronie Sawickiego, ale wezwał go na dywanik i publicznie upokorzył. Sawicki został zdymisjonowany i szefowi PSL u mogło się wydawać, że pozbył się przeciwnika, więc rozpoczął usuwanie jego ludzi. To był błąd.
Podczas kongresu grupa Sawickiego, który zachował spore wpływy w partii, w odwecie za lipcową akcję i bojąc się dalszego jej wycinania w razie wygranej Pawlaka, wsparła Piechocińskiego. Do tego doszły jeszcze głosy niezadowolonych młodych działaczy, blokowanych przez partyjny establishment, któremu patronuje właśnie Pawlak. Obawiają się oni, że polityka biernego trwania na dotychczasowych pozycjach i ograniczania się do konsumowania na bieżąco owoców rządowego sojuszu z PO jest krótkowzroczna i może spowodować klęskę w postaci zejścia PSL u w najbliższych wyborach poniżej progu wyborczego.
Ten alians wystarczył, by pokonać Pawlaka. Nic jednak nie wskazuje na to, by nastąpiła jakaś głębsza zmiana strategii czy programu ludowców. Zaprzeczył zresztą takiej możliwości natychmiast po wyborze sam Piechociński, najwyraźniej zaskoczony rozwojem wypadków. Jego teatralny gest klęknięcia przed delegatami najlepiej można chyba zinterpretować jako deklarację nienaruszania status quo. Potwierdził to zresztą następnie w serwilistycznej w tonie wobec Pawlaka, podtrzymującej linię partii wypowiedzi. Piechociński wyraźnie podkreślał, że koalicja z PO jest nienaruszalna, on sam ma zamiar ograniczyć się tylko do działalności wewnątrzpartyjnej, a swojego poprzednika prosił wręcz, by pozostał na rządowych stanowiskach



zawartość zablokowana

Autor: Artur Dmochowski


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się