Opowieść o nadziei

LEŻAŁEM W BANDAŻACH OD STÓP DO GŁÓW, CAŁY POPARZONY, W KOLORZE BURGUNDA Z NALOTEM CZARNEJ SPALENIZNY, JAK KIEŁBASA Z RUSZTU

Lektura najnowszej książki Krzysztofa Ziemca „Wszystko jest po coś” może dobrze przygotować nas do rozważań o sprawach ostatecznych. Dzień Wszystkich Świętych to najlepszy moment na taką refleksję. Czy wszystko jest po coś? Nie, no bzdura. Po co jest śmierć pięcioletniego chłopca chorego na raka? W męczarniach. Po co śmierć przepięknej szesnastolatki na torach kolejowych? Po co spalone przez prąd palce sympatycznego czternastoletniego urwisa? W wypadku Krzysztofa Ziemca to parafina w garnuszku uległa samozapłonowi. Miał poparzone całe ciało. Wspomina: „Leżę na białej kuchennej posadzce w kałuży krwawego sosu, jakby ktoś pieczeń robił. Żona trzyma moją głowę na kolanach i prosi, żebym nie zasypiał. Bała się, że umrę. Ostatnia myśl: kurczę, na wakacje mieliśmy jechać”. Gdy leżał w
     

33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze