Informacje sportowe

Numer 570 - 25.07.2013Sport

WYWIAD Z SZYMONEM KOŁECKIM, SZTANGISTĄ, DWUKROTNYM MEDALISTĄ OLIMPIJSKIM, ROZMAWIA KRZYSZTOF OLIWA
Wygrana walka z czarnymi myślami
Mistrzostwa świata w podnoszeniu ciężarów to najważniejsza i największa impreza tego roku, jaka odbędzie się w Polsce. Chciałbym, żeby była pierwszym krokiem w przywróceniu popularności tej dyscypliny.


Mistrzostwa pierwotnie miały odbyć się w Warszawie. Dlaczego ostatecznie zawody zorganizuje Wrocław?
Rozpoczynając urzędowanie jako prezes PZPC, byłem pewny, że w październiku wszyscy spotkamy się w Warszawie. W lutym dowiedziałem się, że miasto nie może nas wesprzeć finansowo i organizacyjnie (poprzedni prezes Zygmunt Wasiela nie wystąpił na czas do ratusza o dofinansowanie imprezy – przyp. red). Od tego czasu rozpoczęły się starania, aby inny ośrodek przejął imprezę. Nigdy poważnie nie rozważałem możliwości oddania praw do organizacji innemu krajowi, choć nieraz biłem się z czarnymi myślami, które aż paraliżowały mi nogi. Gdybyśmy stracili taką imprezę, to przegralibyśmy wszyscy – cała dyscyplina i cały kraj.
Ma Pan już pomysł, jak zainteresować Polaków sztangą?
Tak, niedawno w Warszawie wspólnie z Centrum Sztuki Współczesnej zorganizowaliśmy dźwiganie warszawskich pomników. W związku z mistrzostwami świata szykujemy poważną kampanię, której punktem kulminacyjnym będzie impreza na wrocławskim rynku. Na początku października odbędzie się akcja podniesienia 100 ton na 100-lecie Hali Stulecia, do tego sto lat po tym, jak w tym mieście odbyły się poprzednie mistrzostwa świata w podnoszeniu ciężarów.
W Londynie złoty medal zdobył Adrian Zieliński. Czy we Wrocławiu powtórzy to osiągnięcie?
To dobre pytanie. Adrian po raz pierwszy pokaże się na Memoriale Waldemara Malaka. Jest w dobrej formie fizycznej, skończył rehabilitację, wszedł w trening, choć nie potrafię powiedzieć, ile kilogramów jest teraz w stanie wycisnąć. Niemniej jednak na mistrzostwach świata na pewno będzie walczył o medal.
W jakiej dyspozycji jest Marcin Dołęga?
Na początku lipca skończył rehabilitację. Obecnie przebywa na treningu klubowym. Rozmawiałem z nim w ubiegłym tygodniu. Zadeklarował, że po raz pierwszy wystartuje podczas mistrzostw Polski w Ciechanowie. Tam ma uzyskać wynik na poziomie 420 kg w dwuboju i powtórzyć go na mistrzostwach we Wrocławiu.
Dołega i Zieliński to nasze jedyne nadzieje na medal?
Plan minimum to zdobycie jednego krążka, ale mi się marzy, że trzech Polaków stanie na podium. Chciałbym, żeby do wymienionej dwójki dołączył brat Adriana, Tomasz Zieliński.
W gronie kandydatów nie wymienił Pan żadnej kobiety.
W ciągu kilku miesięcy nie da się wyczarować nowych zawodniczek, które od razu włączą się do walki z najlepszymi. Mam osobisty plan z przygotowaniem naszej kobiecej reprezentacji na Igrzyska Olimpijskie w Rio w 2016 r. Chciałbym, żeby przywiozły z nich dwa medale. Na pewno pożądaną niespodzianką byłoby, gdyby któraś z nich zaskoczyła nas już we Wrocławiu, ale nie mam wobec nich aż takich oczekiwań. W jakim stanie była kobieca sztanga – wystarczy powiedzieć, że dopiero za mojej kadencji powołaliśmy kobiecą drużynę narodową.
Czy zazdrości Pan zawodnikom, że będą mieli okazję wystąpić w tak wyjątkowej imprezie?
Oczywiście, że tak, choć z drugiej strony jako prezes związku cieszę się z tego faktu, że mistrzostwa świata odbędą się w Polsce. Własny kraj, publiczność, rodzina na trybunach, czego można chcieć więcej. Dwa razy jako junior startowałem podczas mistrzostw Europy w Spale i raz już jako senior na imprezie tej samej rangi we Władysławowie. Przeżycia są niezapomniane. Zawsze marzyło mi się, aby zakończyć karierę na imprezie w Polsce, ale niestety nie udało mi się tego zrealizować.
Udało się już posprzątać po poprzedniej ekipie?
Nie miałem czasu na gruntowną reformę. Doraźnie staram się coś naprawiać. Na razie oprócz powołania kadry kobiet rozpisaliśmy kilka konkursów na trenerów innych reprezentacji, aczkolwiek czas ciężkiej pracy przyjdzie w grudniu. Do maja przyszłego roku powinniśmy zacząć wychodzić na prostą.



FELIETON KIBICA
Wyznania frustrata
W ostatnich dniach środowiskiem piłkarskim wstrząsnęły przemyślenia byłego bramkarza Legii i trenera bramkarzy reprezentacji Polski Jacka Kazimierskiego. Twierdzi on, że prezes Legii w klubie otoczył się laikami, a sam o profesjonalnej piłce nie ma bladego pojęcia



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się