Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Misjonarze na dobre i na złe

Dodano: 03/03/2014 - Numer 752 - 03.03.2014
fot. Krzysztof Sitkowski / Gazeta Polska
fot. Krzysztof Sitkowski / Gazeta Polska
Sudan Południowy uzyskał niepodległość w 2011 r. po trwającej 23 lata wojnie domowej pomiędzy Północą a Południem. Niemal trzy lata po powstaniu chrześcijańskiego państwa znów trwają tam krwawe walki. W ciągu dwóch miesięcy konfliktu zginęło 10 tys. osób, a prawie milion uciekło z domów, szukając schronienia w buszu. Wśród miejscowej ludności pracują wciąż z narażeniem życia misjonarze. Sudan Południowy to najmłodsze chrześcijańskie państwo świata. Powstał w 2011 r. po oddzieleniu się od islamskiego Sudanu jego południowej części. Muzułmanie chcieli narzucić chrześcijańskim mieszkańcom południa kraju religijne prawo szariatu. Wybuchł wówczas konflikt, który zakończył się 9 lipca 2011 r. powołaniem nowego państwa. Przed podziałem Sudan był największym państwem na kontynencie, nazywano go Sercem Afryki. Obecnie w Sudanie Południowym trwa krwawa wojna domowa pomiędzy zamieszkującymi kraj największymi plemionami Nuer i Dinka. Jednak na miejscu wciąż są obecni misjonarze. Kombonianie pracują w Sudanie od XIX w., gdy założyciel ich zgromadzenia św. Daniel Comboni był biskupem centralnej Afryki. Zakonnicy budują wraz z miejscową społecznością szkoły i studnie. Teraz, gdy toczy się wojna, ich życie jest zagrożone, ale mimo to nie opuszczają swoich podopiecznych. Są wierni zasadzie św. Comboniego „Afryka albo śmierć!”. – Po oderwaniu się Południa, gdy zabrakło wspólnego wroga – muzułmanów – odżyły dawne animozje pomiędzy plemionami Dinka i Nuer – mówi „Codziennej” o. Rafał Leszczyński, kombonianin, który wiele lat spędził na misji w Sudanie. Od 15 grudnia ub.r. trwają tam walki. Stronami sporu są prezydent państwa Salva Kiir Mayardit, pochodzący z plemienia Dinka, i jego zastępca James Wani Igga, wywodzący się z Nuerów. Państwowe wojsko wspierane jest przez najemników, którzy nie szanują żadnych świętości. „Otrzymaliśmy informację od koordynatora Lekarzy bez Granic, że na linii frontu znajdują się rebelianci Darfuru, którzy połączyli się z rządowym wojskiem. Oni nie będą respektowali Kościoła i misji, jak to robiło wojsko rządowe. Ci ludzie nie pukają do drzwi – przychodzą i strzelają do ciebie” – czytamy w liście o. Raimundo Rocha z Leer w diecezji Malakal, gdzie obecnie trwają najkrwawsze boje. – Gdy przebywałem na misji, wielokrotnie musieliśmy uciekać do buszu, a po powrocie budować wszystko od początku – opowiada „Codziennej” o. Guillermo Aguinaga Pantoja, który przez 10 lat mieszkał w Leer. Konflikt ma także drugie dno. Okolice Malakal to tereny bogate w ropę naftową. – Rosja i Chiny chcą mieć dostęp do złóż. Z nieoficjalnych informacji wynika, że jednej ze stron konfliktu dostarczana jest broń z tych krajów. Tej stronie, z którą łatwiej się dogadać. Oczywiście zapłatą za poparcie ma być dostęp do surowców – mówi o. Krzysztof Zębik, red. naczelny pisma „Misjonarze Kombonianie”. Od połowy grudnia w Sudanie Południowym zginęło już ponad 10 tys. osób, a prawie milion zmuszonych było uciekać z domów i szukać schronienia w buszu. Misjonarze przyznają, że jeśli konflikt pomiędzy plemionami się zaostrzy, może to zakończyć się ludobójstwem na miarę tego z Rwandy w 1994 r. – Te konflikty są bardzo gwałtowne i w każdej chwili mogą się przerodzić w masakrę – potwierdza o. Rafał Leszczyński. – Misjonarze, którzy zostają na miejscu, są znakiem, że zło nie ma ostatniego słowa. W ten sposób buduje się w tym społeczeństwie autorytet Kościoła. Ludzie doceniają, że ten biały, misjonarz, który mieszkał między nimi, mówił o miłosierdziu, Panu Jezusie, nie uciekł w chwili zagrożenia. Ryzykuje z nimi życie, które w prosty sposób można stracić z dnia na dzień – mówi „Codziennej” o. Rafał. – Szanuję i doceniam tych, którzy tam są, bo ich zachowanie to podstawa ewangelizacji. Nie wiem, jak bym się zachował, gdyby ktoś mi przystawił lufę karabinu do głowy. Jedno wiem na pewno: że nie można uciekać – dodaje.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze