Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Polska wymiera

Dodano: 13/03/2014 - Numer 761 - 13.03.2014
fot.Filip Błażejowski
fot.Filip Błażejowski
W roku 2013 zanotowano najniższy ujemny przyrost naturalny w powojennej historii Polski. Liczba zgonów była wyższa od liczby urodzeń o ponad 15 tys. Na tym nie koniec, z roku na rok będzie gorzej. Dorota Łomicka Od czasu zakończenia II wojny światowej przyrost naturalny był dodatni. Polaków rodziło się więcej, niż umierało. Sytuacja demograficzna załamała się w latach 2002–2005. Okazuje się jednak, że rok ubiegły był pod tym względem wręcz dramatyczny. Liczba zgonów przewyższyła liczbę urodzeń o ponad 15 tys. (371,9 tys. urodzeń, 387,2 tys. zgonów). – Wskaźniki dzietności, to, jak mało w Polsce rodzi się dzieci, to już nie jest zagrożenie – to już kryzys demograficzny – mówił Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli podczas debaty eksperckiej w siedzibie NIK-u. Jeszcze w 1990 r. przyrost naturalny w Polsce wynosił 157,4 tys. (547,7 tys. żywych urodzeń, 390,3 tys. zgonów) – wynika z danych przedstawionych przez GUS. Dla porównania, w roku 2010 wynosił on 34,8 tys. (413,3 tys. urodzeń, 378,5 tys. zgonów). Jak twierdzi prof. dr hab. Marek Okólski, jeżeli tendencja ta się utrzyma, przyszłość rysuje się dramatycznie. – Przede wszystkim będziemy mieli bardzo trudną sytuację na rynku pracy, zdecydowanie mniej ludzi aktywnych. Ogromnie wzrośnie liczba ludzi starszych, zwłaszcza w wieku podeszłym po przekroczeniu 80. roku życia – mówił Okólski. – To bardzo istotna zmiana społeczna i gospodarcza, ponieważ ludzie w wieku podeszłym wymagają na ogół opieki instytucjonalnej oraz rodzinnej. Znaczna część siły roboczej, znaczna część usług, nakładów na sferę publiczną będzie musiała uwzględnić te nowe wyzwania – podkreśla profesor. Michał Kot, ekspert Fundacji Republikańskiej, zwraca uwagę na to, że państwo prowadzi złą politykę prorodzinną. – Rodziny nie dostają pomocy w postaci środków pieniężnych, tylko z reguły jako pewne usługi lub produkty, które zdaniem projektantów polityki są dla rodziny niezbędne. W rzeczywistości rodzina może potrzebować czegoś zupełnie innego – ocenia Kot. Jako przykład takiego zjawiska podaje dopłaty do podręczników szkolnych. – Żeby skorzystać z tej dopłaty, trzeba kupić nowe podręczniki. Nie ma możliwości zakupu używanych książek bądź skorzystania z podręczników po starszym rodzeństwie i wykorzystania środków pochodzących z pomocy na inne potrzebne rzeczy, np. buty do szkoły czy kurtkę – dodaje.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze